Przepraszam, że was zostawiłem z tym Hamletem

"Geniusz w golfie" - reż. Weronika Szczawińska - Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Legenda - tym właśnie jest postać Swinarskiego dla dzisiejszego teatru. Wielki, niepowtarzalny, charyzmatyczny. Wszystko zawdzięcza się postaci w rozpoznawalnym czarnym golfie, której dźwięczące „r" i charakterystyczny chichot słychać do dziś w murach Starego Teatru w Krakowie.

Nastrajanie

Na schodach prowadzących do foyer pojawia się kobieta w intensywnie niebieskiej sukni. To nie jest zwykła suknia, jest w niej coś niepokojącego, jakby ktoś za mocno, aż niesmacznie przeciągnął opcję „nasycenie" w programie do obróbki zdjęć. Co więcej, gdy postać ta wprowadzi nas do foyer okaże się, że czekają tam jeszcze cztery osoby w podobnie dziwnych strojach. Nie tylko ich kolory- intensywny niebieski, czerwony i żółty - ale także krój nie daje wytchnienia oczom. Podwójne mankiety, muszki, kanty spodni, kołnierze, za długie tylne poły garnituru, potrójna kokarda. Jednak kostiumy to tylko preludium do świata, do którego wkraczamy. Wokół widzów rozproszonych w foyer rozgrywają się krótkie, powtarzalne etiudy, w których aktorzy wykorzystują przestrzeń znajdującą się wokół – pomnik Swinarskiego, drzwi, drzwiczki, schody. Aktorzy wtapiają się, próbują wsiąknąć w te dla nich niemalże święte miejsca, po których kiedyś stąpał Konrad. Zestawy etiud przeplatane są wspólnie odśpiewywanym „hymnem" na cześć Konrada – słowa „nastrój mnie, Konradzie, nastrój mnie" brzmią jak modlitwa, błaganie o jego opiekę, by razem dobrze „stroili" podczas spektaklu.

Na balu, który być może był

Widzowie zostają zaproszeni do sali, gdzie zasiadają naokoło sceny. W ten sposób pełniej uczestniczą w balu, na który być (!) może zostali zaproszeni. Tu zaczyna się bowiem seria etiud na temat tego, co prawdopodobnie się wydarzyło ale nikt nie wie tego na pewno – urywki ze snów, fragmenty wspomnień i zasłyszanych historii dotyczących Konrada. Wśród lawiny przywoływanych wydarzeń lat 70. i 80. jak mantra powraca pytanie „a co z Konradem"? Co by się stało, gdyby jednak nie zginął? Czy faktycznie przysyłałby pocztówki z dalekiego świata ze stanowczym „PS. Nigdy tu już nie powrócę"? Czy umarłby przy akompaniamencie szumu 300 włączonych telewizorów, na których wyświetlane są zapętlone fragmenty filmów i sztuk teatralnych?

Długi ciąg scen na balu bazuje albo na perfekcyjnie dogranych mikroelementach albo na idealnym „dostrojeniu" aktorów do siebie nawzajem. Wciąż nie mogę wyjść z podziwu dla ich refleksu, chirurgicznie precyzyjnych ruchów, mimiki, dopracowanych drżących tonów głosu, a także pewnego rodzaju szaleństwa, zatracenia w sztuce. Istotne jest każde powtórzenie, przytaknięcie, cmoknięcie, śmiech czy krzyk. Sprawiają wrażenie niepohamowanej lawiny improwizacji czy strumienia zbiorowej świadomości.

Dyskusja z czasem

O czym mówi fragmentaryczność, mozaikowość spektaklu? Na co składają się graniczące z absurdem etiudy, liczne powtórzenia i opowiadane historie? To wspomnienia o kimś, kogo ci aktorzy nie mogli poznać. To opowieść o wciąż żywym dziedzictwie, które oni kultywują, choć go nie pamiętają. To nie historia lecz rodzaj antyhistorii, odbicie mitu o Swinarskim – mistrzu, przewodniku, autorytecie tak ważnym, a przecież tak naprawdę – nieznanym.

Agnieszka Bednarz
Dziennik Teatralny Kraków
12 czerwca 2014

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia