Przeprowadzka Opery Bałtyckiej pilnie potrzebna

Opera Bałtycka w Gdańsku

Dawne tereny Stoczni Gdańskiej, Polski Hak, czy południowy cypel Wyspy Spichrzów? Wczoraj w Biurze Rozwoju Gdańska debatowano o lokalizacji nowej siedziby Opery Bałtyckiej.

Dawne tereny Stoczni Gdańskiej, Polski Hak oraz południowy cypel Wyspy Spichrzów - te trzy miejsca okazały się najbardziej przekonujące dla uczestników wczorajszego spotkania, zorganizowanego w Biurze Rozwoju Gdańska przez Społeczny Komitet Budowy Opery Bałtyckiej. Debatowano o lokalizacji nowej siedziby teatru operowego w Gdańsku.

Komitet powstał pod koniec ubiegłego roku. Jego przewodniczącym jest profesor Janusz Rachoń, a spiritus movens prezes zarządu Pracodawców Pomorza Zbigniew Canowiecki, który wcześniej przez wiele lat, aż do finalnych decyzji, wspierał ideę wybudowania w Gdańsku Teatru Szekspirowskiego.

Idea wybudowania w stolicy województwa odpowiedniej siedziby dla Opery Bałtyckiej, dziś gnieżdżącej się w ciasnej i przestarzałej siedzibie w alei Zwycięstwa, leży widać na sercu lokalnym władzom, bo na spotkanie przyszli i marszałek Mieczysław Struk, i prezydent Gdańska Paweł Adamowicz, każdy w asyście swoich urzędników.

Wiesław Bielawski, zastępca prezydenta Gdańska do spraw polityki przestrzennej, podał na początku listę możliwych lokalizacji - tereny w sąsiedztwie ośrodka TVP w Oliwie, rejon ulicy Kołobrzeskiej i Krynickiej, pas startowy na Zaspie, plac Zebrań Ludowych, Młode Miasto, czyli osiedle, które powstanie na terenach postoczniowych, Polski Hak, Ołowiankę, Blaszankę i dawną fabrykę karabinów na Dolnym Mieście oraz tereny dawnego dworca Kłodno na Wyspie Spichrzów.

Właśnie ta ostatnia lokalizacja w tabelarycznym zestawieniu plusów i minusów okazała się najlepsza. Sąsiedztwo z wodą i dobre skomunikowanie, po tym jak powstanie nowa linia tramwajowa oraz przystanek SKM Śródmieście - to najpoważniejsze atuty terenów dawnego dworca kolejowego. Sęk w tym, że działka należy do PKP, które próbowały już sprzedać te tereny w przetargach za ponad 50 mln zł. - A my nie mamy pieniędzy - nie ukrywał prezydent Adamowicz.

Uczestnikom dyskusji atrakcyjniejsze wydawały się jednak inne lokalizacje, zwłaszcza dwie: Młode Miasto, ale poza objętymi ochroną konserwatorską terenami dawnej Stoczni Cesarskiej, oraz Polski Hak, cypel przy ujściu Motławy do Martwej Wisły, gdzie budynek opery prezentowałby się malowniczo, a projektowana droga Nowa Wałowa ułatwiałaby dojazd w jego okolice.

- Ważne są pieniądze. Gdyby powiązać projekt z rewitalizacją miasta, być może udałoby się zdobyć fundusze europejskie - przypominał marszałek Struk.

Dla wszystkich uczestników spotkania było jasne, że projekt nowej opery w Gdańsku powinien zostać wpisany do kalendarza inwestycyjnego 2014-20. I że wobec tego potrzebne są szybkie decyzje.

***

Opera jest bardzo ważna w życiu prawdziwej metropolii

Z prof. Januszem Rachoniem, przewodniczącym Społecznego Komitetu Budowy Opery w Gdańsku, rozmawia Jarosław Zalesiński

Nowa opera w Gdańsku to nie jest sprawa dla samych tylko pięknoduchów...

- Oczywiście, że nie. W czasie naszej dyskusji pojawiły się głosy, że o nowej siedzibie opery należy myśleć w kontekście przyciągania nowych ludzi, mieszkańców miasta, a także w kontekście większej atrakcyjności miasta dla inwestorów. W obu tych sprawach oferta kulturalna odgrywa ogromną rolę. Kulturalna i także architektoniczna. Nowa opera w Gdańsku, w dobrej lokalizacji, wniosłaby oba te niezmiernie ważne elementy, na przykład lokalizacja na terenach postoczniowych łączyłaby się z procesem rewitalizacji tej części miasta, a zarazem oznaczałaby zupełnie nową ofertę kulturalną.

A co ważniejsze?

- Nie przeciwstawiałbym tego sobie i nie porównywał. W każdym razie inwestorzy dostaliby ładny architektonicznie obiekt, a po drugie, zostałby jakby zmieniony ciężar właściwy tej części miasta. Tam, gdzie dzisiaj niczego właściwie nie ma, w znaczeniu architektonicznym, pojawiłoby się coś, co zasługiwałoby na odwiedzanie i zwiedzanie. Mamy wiele przykładów miast europejskich - Hamburga, Oslo, Sztokholmu czy Goteborga, w których tego rodzaju przemiana jakichś części miasta okazywała się możliwa. W Góteborgu już na początku lat 90. stocznie albo upadały, albo były likwidowane, i w ich miejsce powstawało wiele nowych funkcji.

Jest też wiele przykładów, że atrakcyjne architektoniczne budynki oper ożywiają miasta.

- Bardzo dobrym tego przykładem jest Opera Narodowa w Oslo, która stoi nad samą wodą. Ludzie wybierają się tam niekoniecznie na spektakl, często tylko po to, by pospacerować sobie po jej charakterystycznych dachach.

Nie mówiąc o słynnej operze w Sydney, gdzie funkcjonują nawet przewodnicy oprowadzający po jej gmachu.

- No właśnie.

To charakterystyczne, że na posiedzeniu komitetu budowy opery w Gdańsku nie dyskutowano już o tym "czy", tylko "gdzie". Co jest, uważam, niezmiernie pozytywne. W tym momencie chętnie zaapelowałbym do mediów, by dostrzegły znaczenie i konieczność budowy nowego gmachu opery, tak aby ta sprawa przebiła się do świadomości przeciętnego mieszkańca miasta. Obawiam się bowiem, że dzisiaj dla takiego przeciętnego obywatela ciągi komunikacyjne, ulice są ważniejsze niż jakaś tam opera, która zresztą niby funkcjonuje.

Dlatego zapytałem, czy to rozrywki pięknoduchów.

- Musimy o tym dużo mówić i pokazywać, jak ważna jest opera w życiu metropolii. A przecież chcemy być metropolią.

Z tych trzech, rysujących się jako najbardziej prawdopodobne, lokalizacji gdańskiej opery któraś wydaje się Panu najlepsza?

- Polski Hak. Proszę sobie wyobrazić, że wpływamy wycieczkowcem do Gdańska i z wody widzimy budynek opery. Niemal jak w Sydney.

Każda z tych trzech lokalizacji usytuowana jest w sąsiedztwie wody.

- To już któreś posiedzenie komitetu budowy opery z moim udziałem. Dzisiaj najbardziej jestem zadowolony właśnie z tego, że przebiła się w dyskusji wizja, iż opera w Gdańsku musi się znajdować gdzieś nad wodą.

Do sprawy nowej siedziby opery w Gdańsku trzeba znaleźć zapaleńców

- Tam, gdzie będzie można przyjemnie sobie pospacerować, przed koncertem albo po nim.

Pamiętajmy, że to jest Opera Bałtycka. Żywioł wody powinien więc być z nią jakoś związany.

Pomysły, a nawet projekty nowego budynku dla opery w Gdańsku pojawiły się jeszcze w latach 70., jednak dopiero teraz miasto i województwo przymierza się do tego przedsięwzięcia. Po 40 latach... To bardzo skomplikowana sprawa. Po pierwsze, trzeba znaleźć do niej zapaleńców. Takich choćby jak profesor Roman Perucki, dyrektor Polskiej Filharmonii Bałtyckiej, który tworząc siedzibę filharmonii na Ołowiance, działał niekiedy niemal na granicy prawa, ale cały czas szedł do przodu.

Potrzebni są pozytywni wariaci?

- Dokładnie. A po drugie, było wiele innych przedsięwzięć, które wydawały się ważniejsze. I w sumie takie były. Budujemy na przykład duży port lotniczy, do którego dzisiaj jeszcze nie można sprawnie dojechać. Powstają jednak nowa ulica Słowackiego i kolej metropolitalna. Te projekty także długo się przebijały. Pamiętam ze swoich studiów w latach 60. i 70. na Politechnice Gdańskiej pana inżyniera architekta Kowalskiego, który bez przerwy powtarzał na zajęciach, że tę linię trzeba odbudować, i to jak najszybciej. I ile czekało to lat? Pięćdziesiąt.

Dzisiaj możemy sobie powiedzieć: twardą infrastrukturę już mamy, możemy myśleć o porządnej infrastrukturze kulturalnej? Powstały założenia osi komunikacyjnych, w większości wypadków są one już realizowane. Mam nadzieję, że do lata tego roku większość z nich zostanie sfinalizowana. Jak jeszcze Nowa Wałowa się zbuduje...

To podjedziemy nią pod samą operę.

Jarosław Zalesiński
POLSKA Dziennik Bałtycki
22 lutego 2012

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia