Przestroga i farsa

59. Kaliskie Spotkania Teatralne - Festiwal Sztuki Aktorskiej

Temat nieszczęść, jakich doznali żydzi podczas drugiej wojny światowej i później pojawia się w naszej kulturze dosyć często i można by założyć, że każdy z nas już w pewien sposób się na niego uodpornił. O tym, że tak nie jest, przekonuje nas Krystyna Janda w „Zapisach z wygnania". Chodzi tutaj co prawda głównie o rok 1968, ale opowieść Sabiny Baral zatacza szersze kręgi czasowe i pokazuje proces ostatecznego łamania tych ludzi, którzy byli w stanie podnieść się nawet po wojnie, ale już ani razu więcej.

Krystyna Janda wyszła na scenę, opowiadała. Temat tak ważny, tak bolesny właściwie mógłby obronić się sam, zbyt wiele tu nie trzeba, żadnych więcej ozdobników czy urozmaiceń, i bez nich by się obyło – a w spektaklu pojawiły się jeszcze archiwalne nagrania i fotografie oraz rzewne skrzypce, zawodzące w tangach i walcach; kontrabas, gitara i perkusja.Trzeba natomiast wiedzieć jak stopniować napięcie, zestawiać płynące ze słowa obrazy, natężenia i rozluźnienia emocji, a to przeprowadzone zostało świetnie, niezwykle silny wydźwięk zyskało tym bardziej zakończone zestawieniem ze współczesnymi ruchami nacjonalistycznymi. Kalisz po raz kolejny miał więc okazję zetknąć się z pewnym rodzajem apelu w stronę społeczeństwa – tym razem o tolerancję. I po to Krystyna Janda przypomniała nam historię, po to zrobiła to akurat dzisiaj – abyśmy na błędach tej historii się uczyli i już więcej ich nie powtarzali.

Niecałe pół godziny później rozpoczął się „Rok z życia w Europie Środkowo-Wschodniej" Pawła Demirskiego. Zestawienie kalibru poprzedniego spektaklu z farsą na temat współczesnej Polski spowodowało, że początkowo trudno było śmiać się z rozgrywającego się na scenie malowniczego bałaganu. A było na co popatrzeć. Postępujący rozkład uwidocznił się w scenografii: rozczłonkowanej wieży kościelnej, martwej krowie, jedzeniu mieszającym się z zastawą pozbijaną w trakcie burzliwej Wigilii. Wydarzenia odtworzone i obśmiane przez Monikę Strzępkę dobrze znamy - naznaczony rozpoczęciem wojny pierwszy dzień roku szkolnego, 1 listopada i przesadny kult przeszłości, wakacje, podczas których głównie narzekamy na niedogodności. Obrazy siebie oraz obecnych w życiu codziennym postaci odnaleźć mogliśmy w ironicznych portretach klasy średniej, księdza, profesora, robotnika, przedstawicielki millenialsów, ministra przedstawionego jako "opiekującego się bydłem" kowboja. Towarzyszyły im trzy kobiety, zjawy, boginie. Cały ten chaos spajał bohater grany przez Szymona Czackiego. Kim był? Niedostosowanym do życia dzieckiem rodziców, którzy przelali na niego swoje lęki? Zaprzepaszczonym zdrowym rozsądkiem? Odchodzącą w inny wymiar demokracją? Bezpiecznym „ja", do którego uciekamy, kiedy, patrząc na grzeszki postaci mówimy sobie „nie jestem taki jak oni"?

Niezależnie od tego, kim był - umarł.

Magdalena Nawrocka
Dziennik Teatralny Kalisz
18 maja 2019

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia