Przez hałas i zgiełk przebił się szept rozpaczy

spektakle Teatru Polonia na festiwalu w Łodzi

Półmetek festiwalu "Przyjaciele Nowego wychodzą na ulice 2009" mamy już za sobą - w minioną sobotę na rynku Manufaktury można było zobaczyć dwa spektakle Teatru Polonia z Warszawy. Bardzo kameralne, oparte przede wszystkim na słowie przedstawienia wystawiono w otwartej przestrzeni. Okazało się jednak, że aktorzy wygrali trudną walkę o uwagę widza, choć musieli przebić się przez dochodzący zewsząd hałas i zgiełk.

„Starość jest piękna” to przedstawienie, które demaskuje nasz sposób myślenia o starości, o ludziach, którzy znajdują się u schyłku życia, o naszym sposobie postrzegania śmierci, która z oswojonego, naturalnego elementu życia niepostrzeżenie stała się - posługując się kategoriami antropologicznymi - „śmiercią drugiego”. Ludzie, którzy z dnia na dzień okazali się niepotrzebni, przypominają nam o wszystkim, o czym nie chcemy pamiętać. Czy naprawdę wyparcie ze świadomości tego, co ma związek ze starością pomoże w pogodzeniu się ze wszystkim, co nieuchronne? 

W spektaklu główną rolę gra starość reprezentowana przez Marię Klejdysz, ponad 80-letnią aktorkę kreującą postać staruszki, która wciąż wiedzie aktywne życie. Otaczają ją młodzi ludzie oraz przerażające, makabryczne wręcz manekiny - postaci, które zastygły w bezruchu, symbolizujące starość, stagnację. Młodzi ludzie sterują manekinami, kładą je na krzesłach, podrzucają, wypowiadając tym samym zarzuty wobec starości, które niespodziewanie przeradzają się w oskarżenia skierowane przeciwko nam samym, naszemu myśleniu, postrzeganiu, obłudzie. Ciekawym elementem scenograficznym spektaklu są czarno-białe fotografie twarzy starych ludzi umieszczone na płótnach - młodzi aktorzy rozciągają je tuż przez naszymi oczami, a więc jesteśmy zmuszeni patrzeć im w oczy. Umieszczone na płótnach twarze są doskonale widoczne, jednak ustawione pod innym kątem znikają, co symbolizuje widmowość i ulotność życia, to, że pozostają pośród nas, pomimo braku fizycznej obecności. Przerażający „taniec śmierci”, czyli synchroniczne, mechaniczne ruchy młodych, wspartych o laski ludzi mające naśladować sposób poruszania się starców, przyprawiają o dreszcz przerażenia. 

Drugi spektakl posiada nieco inna formę, w całości oparty jest wyłącznie na słowie. Z prawej strony sceny znajduje się ławka, na której siedzą 3 kobiety - przedstawicielki trzech pokoleń. Wychodzą kolejno na scenę, by wygłosić swój monolog, przedstawienie składa się bowiem z trzech monologów. Najmłodsza z nich to Anna (Małgorzata Zawadzka), nastolatka pozbawiona drogowskazów moralnych, która potrafi przespać się z chłopakiem, do którego nic nie czuje, aby ten pożyczył jej pieniądze na nowe spodnie. Matka Ani, Justyna (Maria Seweryn) została niedawno zwolniona z pracy - jej poukładane życie urzędniczki legło w gruzach, kobieta zupełnie nie potrafi odnaleźć się w nowych realiach, bowiem całe swoje zawodowe życie spędziła w jednym zakładzie. W przypływie desperacji kradnie ze sklepu płaszcz, po czym targana wyrzutami sumienia tnie go na drobne paski i wyrzuca. Justyna jest totalnie samotna, nie ma oparcia ani w mężu, który ją zdradza, ani w córce, która nieustannie ją osądza, ani w matce, od której kobieta diametralnie różni się podejściem do życia. Matka Justyny - Zofia (Bogusława Schubert) to starsza pani, która bezkrytycznie wierzy w świat i ludzi. To niepoprawna optymistka, która jest przekonana, że wygra w totolotka i chce się podzielić pieniędzmi z nastoletnią narkomanką Kaśką, aby ta mogła podjąć leczenie. Kaśka jednak źle interpretuje słowa starszej pani (myśli, że Zofia jest już w posiadaniu wygranej), sprowadza do jej domu swojego chłopaka, który chce okraść Zofię, w konsekwencji zabiją ją dusząc kablem łatwowierną staruszkę. 

W obu zaprezentowanych przez Teatr Polonia spektaklach dominowały trudne emocje, lęk, samotność, odrzucenie i nieumiejętność radzenia sobie z życiem. Kameralne, zrealizowane bardzo skromnymi środkami przedstawienia przyciągnęły jednak sporą widownię przecząc niejako zawartym w nich treściom. Może jednak w dzisiejszych czasach nie zawsze wygrywa to, co hałaśliwe, kolorowe, zrealizowane z rozmachem? W obu przypadkach szept rozpaczy przebił się bowiem przez hałas i zgiełk.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
21 lipca 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia