Przez Styks z Biurem Podróży

„Eurydyka" - reż – Paweł Szkotak – Teatr Biuro Podróży w Poznaniu

14 maja w Rzeszowie rozpoczął się Międzynarodowy Festiwal Ożywionej Formy „Maskarada". Jednym ze spektakli prezentowanych w ramach tego wydarzenia, jest spektakl „Eurydyka" stworzony przez Poznański Teatr Biuro Podróży.

Ludzie mijający w czasie spaceru Rzeszowski rynek zatrzymują się zaciekawieni. Oto w samym centrum podkarpackiego miasta powstaje scena. Po chwili pojawiają się na niej aktorzy i mamy okazję uczestniczyć w plenerowym spektaklu ulicznym.

Opowiada on historię młodej pary, która bierze ślub. Uczestniczymy zarówno w zakrapianym alkoholem wieczorze kawalerskim jak i hucznym weselu, po czym ukradkiem obserwujemy noc poślubną nowożeńców, by na koniec towarzyszyć im w podróży poślubnej. Na razie opowieść w reżyserii Pawła Szkotaka jest dosyć zwyczajna i właśnie w tym momencie za drogowskaz może posłużyć nam tytuł spektaklu „Eurydyka". Tytuł ten wywraca do góry nogami cały odbiór spektaklu i nasuwa zupełnie nową interpretację. Poza Romeem i Julią nie istnieje chyba druga tak ikoniczna para w historii. Niestety, jak wiemy, obie pary nie żyły „długo i szczęśliwie". Przeciwnie - pierwszym co nasuwa się na myśl, kiedy o nich myślimy, jest rozstanie. A teraz zastanówmy się jakie wydarzenie w historii najnowszej może najlepiej oddać ten moment? Oczywiście pandemia. Pandemia, która opanowała w 2020 roku niemal cały świat, posłużyła jako inspiracja do różnorodnych projektów artystycznych. Puste place i skwery to obraz, który najbardziej wrył się w pamięć o tamtych wydarzeniach. Opustoszałe rynki wielkich miast, niegdyś pełne ludzi, zaczęły świecić pustkami tak samo jak teatralne widownie.

Chciałabym teraz, aby czytelnicy zastanowili się, w jaki sposób mit o Orfeuszu i Eurydyce może posłużyć jako przypowieść, która pokaże nam trudny czas pandemii za pomocą metafory. Oba tematy splatają się tutaj w teatralną opowieść. Małżonkowie zostają rozdzieleni w najgorszym z możliwych momentów – przed wjazdem w podróż poślubną. Metaforyczna żmija kąsająca Eurydykę, to płonąca skakanka, a Styks –rzeka, którą przekroczyć trzeba w drodze do krainy umarłych, to bramki lotniskowe. Eurydyka przechodzi przez nie samotnie - bowiem Orfeusz jeszcze żyje. Zostaje ona zabrana przez szczury do królestwa ognia, w którym pojawiają się demony (aktorzy na szczudłach). Czy nie nasuwa się oczywiste skojarzenie z pobytem w szpitalu, kwarantanną czy izolacją? Właśnie one są tym, co dotknęło wiele osób w trudnym czasie epidemii.

Przez jakiś czas zastanawiałam jaki jest dodatkowy motyw, który zasugerował wykorzystanie właśnie skakanki jako symbolu węża. Oprócz oczywistego podobieństwa kształtu, uważam, że w tym przypadku była to analogia do pewnego braku ostrożności bohaterki. Z mitu dowiadujemy się, że Eurydyka została ukąszona, ponieważ uciekała przed natarczywym adoratorem, ale czy część winy nie spoczywa na niej? Gdyby zachowała większą rozwagę, może nie skończyłoby się to dla niej tragicznie, a z drugiej strony czy można ją za to winić? Kto w obliczu zagrożenia tak realnego, zastanawiałby się nad czymś innym oprócz ucieczki? Takie podobieństwo odnajduję też w chorobie.

Noszenie maseczek czy dezynfekcja rąk, to współczesne metody na okazywanie rozwagi. Tylko czy uchronią one przed zachorowaniem? Czy fakt zachorowania świadczy o niezachowaniu ostrożności? Oczywiście, że nie. Pewne rzeczy dzieją się niezależnie od tego jak do nich podejdziemy.

Jeśli spojrzymy na sprawę od tej strony, to dostrzeżemy, że Orfeusz także nie wykazywał się przezornością. Jego życie to gra, w której nie jest pewny wygranej. Z jednej strony zależy ona od umiejętności i strategii jaką obierze, a z drugiej jest w niej coś losowego. Zależność od okoliczności i innych graczy, którzy przecież także posiadają własne taktyki. Symbolem tej gry jest wciąż pojawiający się stół bilardowy i ogromna czarna bila – Orfeusz wbija ją do łuzy. Przegrał, drugiej szansy nie będzie.

Myślę, że spektakl nie robiłby tak dużego wrażenia, gdyby nie muzyka. Była tak różnorodna, że aż dziwi fakt, że została stworzona przez tę samą osobę i wykorzystana w jednym spektaklu. Szczególnie zapamiętałam moment, kiedy podróżni oddają walizki na wózek po czym oddalają się za „kurtynę" (w tym przypadku metalową konstrukcję). Towarzyszy im muzyka o bardzo niskiej tonacji, zarezerwowana jak się wydawało dla filmów wojennych, a na pewno przywołująca takie skojarzenie. Postaci są niczym mieszkańcy getta, oddający walizki przed wejściem do pociągu wiozącego ich w ostatnią podróż. Muzyka ta, stworzona przez Łukasza Matuszyka była niezwykle przejmująca, nie wiem czy bez niej ta scena zapadłaby tak w pamięć. Należy w tym miejscu wspomnieć również o scenografii. Samochód w kształcie łabędzia, konstrukcja służąca za kurtynę, na której pojawiały się zdjęcia rentgenowskie i przede wszystkim płonący napis „departures" to elementy zrobione z dużym rozmachem i dbałością o efekt.

Niestety były w tej sztuce elementy według mnie nie do końca współgrające z konwencją. Tym co najpiękniejsze w tej inscenizacji, to przekazywanie treści bez słów. Jest to spektakl przemyślany tak dobrze i odegrany na tyle sugestywnie, że w moim odczuciu zupełnie nie potrzebne były w nim słowa. A jednak się pojawiały. Każdy zna mit o Orfeuszu i Eurydyce, nie trzeba więc komentarza „nie oglądaj się za siebie". Odpowiednia gra aktora przekazałaby nam to samo wahanie i niemożność zapanowania nad chęcią zobaczenia ukochanej (po obejrzeniu spektaklu, jestem pewna, że aktor grający Orfeusza podołałby zadaniu). Bez słów mogliśmy też odgadnąć, że i w tym przypadku bohater nie potrafił oprzeć się pokusie. Na scenę wjeżdża Eurydyka na prosektoryjnym stole, a osamotniony kochanek poddaje się rozpaczy. Mężczyźni, wcześniej towarzyszący mu na wieczorze kawalerskim, teraz znów pojawiają się na scenie ze stołem do bilardu.

Wszyscy oprócz Orfeusza gotowi są do gry. Nie ważne jakie nieszczęście go spotkało, musi znaleźć w sobie siłę by grać dalej.

Reżyseria: Paweł Szkotak, Scenariusz: Paweł Szkotak i zespół, Muzyka: Łukasz Matuszyk, Scenografia: Teatr Biuro Podróży oraz Natalia Kołodziej, Joanna Sapkowska-Pieprzyk, Michał Wielopolski, Obsada: Bartosz Borowski, Łukasz Kowalski, Maja Osińska, Paweł Stachowczyk, Marta Strzałko, Tomasz Wrzalik, Maciej Zakrzewski

Teresa J. Wysocka
Dziennik Teatralny
19 maja 2022
Portrety
Paweł Szkotak

Książka tygodnia

ahat ilī. Siostra bogów. Sceny dramatyczne
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Olga Tokarczuk, Zbigniew Mikołejko

Trailer tygodnia