Przyjacielem śpiewaka jest technika

rozmowa z Elżbietą Kaczmarzyk-Janczak

Teatr Muzyczny w Lublinie zaprasza na nowy cykl koncertów, skierowany do miłośników belcanta. "Spotkania z gwiazdą" będą odbywały się raz w miesiącu. Zainauguruje je za tydzień recital Elżbiety Kaczmarzyk-Janczak.

Dorota Gonet: - Jest Pani zaprzeczeniem wizerunku typowej primadonny; takie przynajmniej można odnieść wrażenie śledząc Pani karierę. Wiecznie w drodze, przemieszcza się Pani niemalże prosto z jednego spektaklu na drugi do teatrów oddalonych od siebie o setki kilometrów. Po drodze stojąc w korkach załatwia pani mnóstwo spraw przez telefon, żeby nie marnować czasu. 

Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak: - Jestem ciągle na walizkach, to prawda, ale chcąc śpiewać w Operze Wrocławskiej i w teatrze w Lublinie muszę często pokonywać te 460 km, co w godzinach szczytu zajmuje mi 6-7 godzin. Ciągle marzę o autostradzie łączącej oba miasta!

Jest pani osobą bardzo zapracowaną, ale też docenianą przez publiczność i krytykę, czego dowodem są choćby recenzje po ostatnich premierach w Operze Wrocławskiej.

- Sezon rozpoczął się prapremierą polską "Die Frau Ohne Schatten" Ryszarda Straussa - miałam zaszczyt wykonać jako pierwszy polski mezzosopran jedną z najtrudniejszych partii w muzyce operowej, partię Mamki, której uczyłam się pół roku. Rzucałam nutami o ścianę, powiedziałam, że się nie nadaję do tego zawodu, bo po prostu nie mogłam się tego nauczyć. Jest to tak trudne rytmicznie, frazowo, wyrazowo, aktorsko, tessytura [zasięg głosu w utworze - red.] jest bardzo rozpięta Miesiąc później, w kwietniu zaśpiewałam swoją wymarzoną partię, chyba każdy mezzosopran o niej marzy - partię Dalili; była to premiera "Samsona i Dalili" Saint-Saënsa w reżyserii Michała Znanieckiego.

Ciągłe podróże nie wpływają chyba dobrze na kondycję śpiewaka. Jak pani dba o swój głos- szczególnie w sezonie grypowym?

- No cóż, nie da się uniknąć infekcji - nie byłam na lubelskim spektaklu "Traviata prestige", bo nie dość, że sama chorowałam, to jeszcze musiałam zastąpić koleżanki w Operze Wrocławskiej na trzech spektaklach premierowych "Opowieści Hoffmanna". Miałam śpiewać pierwszą premierę, a śpiewałam wszystkie. Ja nie używam jakichś specjalnych mikstur typu łykanie surowych jajek, czosnek i miód stosuję tylko wtedy, kiedy już jestem chora, natomiast miałam szczęście spotkać na swojej drodze wybitnych pedagogów, dzięki którym pozyskałam technikę wokalną. I ona mnie ratuje. Mówiąc nieskromnie - po prostu prawidłowo śpiewam. To jest najlepszy przyjaciel śpiewaka - technika.

Różne sposoby posługiwania się techniką wokalną będzie można poznać podczas nowego cyklu "Spotkania z Gwiazdą" w Teatrze Muzycznym.

- Jest to projekt wszystkich solistów teatru. Widzieliśmy jak ludzie chłonęli "Traviatę". Wiemy, że jest w Lublinie zapotrzebowanie na belcanto. Stąd pomysł recitali wokalnych. Recital to bardzo trudna i odpowiedzialna forma, ale dzięki niej możemy pokazać, że jesteśmy nie tylko aktorami, ale też śpiewakami belcantowymi, którzy potrafią wykonać zarówno przepiękne arie starowłoskie jak i na przykład pieśni romantyczne.

Pani recital rozpocznie zaplanowany do wakacji cykl koncertów, które odbywać się będą raz w miesiącu. Czego posłuchamy i dlaczego akurat taki wybór?

- Wzięłam sobie za punkt honoru pokazać przekrój utworów z uwzględnieniem trudności technicznych i wytrzymałości kondycji śpiewaka. Rozpoczynam od koloraturowej arii Vivaldiego z kantaty "Introduzione e Gloria" - to lekka aria, która może rozgrzać głos. Chcę pobudzać percepcję publiczności, chcę zaskakiwać - pokazać ciężkie, smutne, ale dające do myślenia frazy w pieśniach Karłowicza, sposób wyrażania uczuć przez Chopina, szaloną miłość Carmen i ból Azuceny, która - jak wynika z libretta - przez pomyłkę pali na stosie własne dziecko.

Który z utworów sprawia pani największą trudność? Który najbardziej wzrusza?

- Kantatę "Introduzione e Gloria" Vivaldiego wykonywałam na dyplomie w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. To było - ho, ho, jakieś... naście lat temu. I kiedy ostatnio przesłuchiwałam taśmę z nagraniem mojego dyplomu, którą przywiozłam pianistce, żeby mogła się zapoznać, po prostu włosy mi dęba stanęły. Jak ja tam szybko wykonywałam koloraturę, po prostu jakbym była podłączona do prądu! Z biegiem lat zaczęłam śpiewać tak duże i obciążające partie jak Carmen, Azucena, Dalila, Strauss, cały Verdi z Aidą włącznie, cały Wagner, i kiedy po latach wróciłam do tej arii, muszę powiedzieć, że to właśnie ona sprawia mi największą trudność. Jak już będę po niej, to będę bardzo szczęśliwa (śmiech). A wzrusza mnie nieustannie "Buss Und Reu" z Pasji Mateuszowej Bacha. Kilka prostych nut i powalająca siła w nich zawarta.

Spotkanie z gwiazdą

15 stycznia o godz. 18 w Teatrze Muzycznym wystąpi z recitalem Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak - mezzosopran, towarzyszyć jej będą: Karolina Hordyjewicz - fortepian, Elżbieta Pazur-Modrzejewska - harfa, Agnieszka Tyrawska-Kopeć - flet. Ceny biletów: 30-20 zł.

Elżbieta Kaczmarzyk-Janczak lublinianom znana jest z wielu wybitnych kreacji w Teatrze Muzycznym (m.in. tytułowa Carmen, Czipra w "Baronie Cygańskim", Cześnikowa w "Strasznym Dworze"). Jest również pierwszą solistką Opery Wrocławskiej, gdzie kreuje główne role mezzosopranowe. Współpracuje z Operą Narodową w Warszawie.

Rozmawiała: Dorota Gonet, Radio Lublin
Gazeta Wyborcza Lublin
8 stycznia 2010
Portrety
Marek Koterski

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Dzień Dziecka w Baju P...
Zbigniew Lisowski
Wycieczka po Teatrze Baj Pomorski w T...