Przyjdzie Turek i wyczyści, czyli Stasiuk w Starym

"Czekając na Turka" - Stary Teatr w Krakowie

Jedną z głównych atrakcji turystycznych Berlina jest Checkpoint Charlie. Znajduje się on w miejscu, gdzie niegdyś przebiegała granica dzieląca strefę amerykańskich i radzieckich wpływów. Mieszkańcy NRD, którzy chcieli przedostać się na drugą stronę muru, albo ginęli od strzałów, albo trafiali na długie lata do więzienia. Tylko nielicznym udało się uciec.

Dziś na rogu Friedrichstrasse i Kochstrasse stoi replika strażniczej budki z workami piasku. Atmosfera panuje tu piknikowa. Turyści, po zjedzeniu hamburgera i wypiciu kawy Starbucks, z zapałem fotografują uśmiechających się do obiektywów przedstawicieli dwóch wrogich obozów. Brakuje tylko Myszki Miki i Kaczora Donalda, którzy świetnie wyglądaliby na tle powiewającej amerykańskiej flagi. Być może podobny los dotknie opuszczone przejście graniczne między Polską a Słowacją, które opisał w swojej nowej sztuce "Czekając na Turka" Andrzej Stasiuk. Przy szlabanie ustawi się strażnik ze stempelkiem, który podbijać będzie paszporty, w budce z piwem pojawi się dla bardziej wymagających turystów wino, a zza drzewa od czasu do czasu wyskoczy przebrany pogranicznik i - ku uciesze zwiedzających - wystrzeli serię ślepaków. Zmian tych dokona Turczynka. Piękna pani kupiła te tereny, by stworzyć tu park rozrywki, swego rodzaju skansen komunizmu, na którym zamierza nieźle zarobić. 

O tym dowiemy się później. Na razie jednak, kiedy zaczyna się zrealizowany w Starym Teatrze przez Mikołaja Grabowskiego spektakl, widzimy to zapomniane przez Boga i ludzi miejsce, w którym czas się zatrzymał. Scenograf Magdalena Musiał ustawiła tu szlaban pilnowany przez emeryta Edka, metalową budkę, w której króluje bufetowa Marika, a z tyłu las, z którego wychodzą przygraniczne "mrówki", żyjące z małej kontrabandy. Wszystko tu biegnie wciąż według ustalonego porządku. Każdy zna swoje miejsce i przypisaną mu przez życie rolę.

Reżyser pokazuje nam to w atrakcyjnej teatralnej formie. Przemytnicy - Jacek Romanowski, Zbigniew W. Kaleta, Wiktor Loga-Skarczewski - tworzą zabawny chór, wyśpiewując swoje kwestie, w których powtarza się groźne słowo Schengen. Marika (Iwona Bielska) przekomarza się z mężczyznami, nalewając im piwo, a Pan Edek tradycyjnie zrzędzi. Wszystko to trwa do momentu, kiedy zjawia się młody ochroniarz Patryk. Przyniesione przez niego wiadomości zburzą zapyziały, ale swojski świat. 

Marika wyjawi wreszcie swoją prawdziwą tęsknotę za lepszym życiem. To jedna z najpiękniejszych scen w przedstawieniu, kiedy Iwona Bielska, siedząc obok grającego Patryka Piotra Głowackiego, który opowiada jej o Londynie, całą sobą widzi to wymarzone miasto. Wzruszający jest też Jan Peszek, który w końcu przestaje być nieznośnym emerytem i w ciągu jednej chwili staje się zmęczonym, starym człowiekiem, przerażonym tym, co go może spotkać. 

A spotka go, tak jak pozostałych, zbiorowe pranie mózgów. Symbolizuje je piana, pokrywająca scenę. Wszystko bowiem musi zostać wyczyszczone, przystosowane do zachodnich standardów. Dopiero wówczas powstanie przygraniczne muzeum, w którym prawdziwi ludzie mają udawać samych siebie. I to jest dla nich najgorsze. Pan Edek, który teraz będzie udawał strażnika szlabanu, Marika, która będzie udawać bufetową i przemytnicy, którzy na niby będą szmuglować swój towar. Runęły granice, runął świat żyjących na nich ludzi. Czy przebrani za samych siebie, niczym żołnierze na Checkpoint Charlie, będą szczęśliwsi? Na pewno przestaną być sobą. Czy to dobrze czy źle, na to pytanie w spektaklu nie znajdziemy odpowiedzi.

Magda Huzarska
Polska Gazeta Krakowska
23 czerwca 2009

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia