Przykucnij!

"Piaskowy Wilk" - reż. Zuzanna Mukoid - Śląski Teatr Ateneum

Na scenie Karusia, taka raczej chłopczyca, w nowych spodenkach. Bardzo jej się podobają, ale radość zmienia się w niepokój, gdy okazuje się, że do pustych kieszeni nie może przełożyć: kapsla, gumki recepturki i innych skarbów ze starych spodni. Przepadły gdzieś przy praniu.

No... problem, a Mama zdaje się go bagatelizować. Tatę udaje się namówić na spacer nad morze, ale od razu pochłania go czytanie gazety. A mieli razem popływać. Kilka kontrolnych, bezsensownych pytań, na które w odpowiedzi słyszy „mhm" i „tak, oczywiście kochanie" i wiadomo, że ojciec nie słucha. Nie jest łatwo, cóż robić? Można kopać dołek w piasku – to kopie. Po chwili, nie wiadomo jak i skąd – może z tego zapamiętałego kopania – zjawia się wilk, który przedstawia się jako Wilk Piaskowy. Przyjaźnie nastawiony, więc szybko znajdują wspólny język. Tematem ich rozmowy jest też zaczytanie taty i niepływanie wspólne, niestety. Wilk zastanawia się, co takiego jest w czytaniu i dochodzi do wniosku, że litery mają nad oczami jakąś wielką moc. Jeśli tak, to trudno mieć pretensje do Taty (Mirosław Kotowicz). W tej sytuacji Karusia próbuje jeszcze raz namówić go na kąpiel. Udaje się, a wspólne pływanie to sama radość.

Ten problem został rozwiązany, podobnie jak kolejne, które się pojawią. Z Piaskowym Wilkiem u boku jest czas na to, żeby się zastanowić. Wysłucha tego co ma do powiedzenia, i choć nie podsuwa gotowych rozwiązań, to jakoś łatwiej się przy nim myśli i rozumie to co wokół.

Polska prapremiera „Piaskowego Wilka" miała miejsce w Śląskim Teatrze Lalki i Aktora „Ateneum" 7 kwietnia 2018 roku. Szwedka Åsa Lind jest autorką popularnych i lubianych opowiadań, których adaptacji scenicznej, na zamówienie katowickiego teatru, dokonała reżyser spektaklu Zuzanna Mukoid. Na potrzeby przedstawienia wybrała wątki, które mówią o relacjach Karusi z rodzicami. Dziewczynka jest jedynaczką, nie jest dzieckiem z problemami, ma kochających rodziców, a jej kłopoty są na miarę jej dorastania i jej sił. Musi się z nimi mierzyć tak jak każde dziecko. Jak kiedyś, wiele lat temu, jej rodzice. Ważny jest dla niej zagubiony guzik i pewnie też patyk zostawiony przy wejściu do domu. Rodzice zwykle gubią się w tym czy aktualnie jest to szabla, maszt czy zwykły kij. Takie pomyłki można wybaczyć, ale jego zniknięcie sprzed drzwi to już prawdziwa tragedia! Nieprawda, że znajdzie się drugi taki sam, bo się nie znajdzie. A co robić, gdy pojawiają się bliższe i dalsze ciocie, wujkowie, którzy całują, przytulają, czochrają, miętoszą ... Ci bardziej uzdolnieni mają jeszcze gorzej, bo oczekuje się od nich, że będą śpiewali i tańczyli, zagrają, powiedzą wierszyk... a tu czerwone policzki i głowa spuszczona. Pierwsze życiowe wyzwania pod tytułem: jak poradzić sobie ze wstydem i zaśpiewać, albo jak poradzić sobie ze wstydem i nie dać się zmusić do śpiewu?

Tyle przykładów. Reżyserce udało się stworzyć bardzo dobre przedstawienie na bazie bardzo dobrej adaptacji. Brak tu morału, dramatycznych sytuacji i spektakularnych szczęśliwych rozwiązań. Rzecz jest o prostych, ważnych dla małego człowieka sprawach. Takich, które każdy dorosły ma już za sobą. Bez przerysowania, umoralniania czy wzbudzania poczucia winy u rodziców, w wymiarze 1:1 pokazano przylepione do dziecka problemy tego samego wzrostu co ono. Z naszego pułapu wydają się niewielkie, wywołują uśmiech rozczulenia, a czasami zniecierpliwienie. Z punktu widzenia dorosłych doświadczeń tracą siłę strachu, jaki przecież wywoływały u niegdysiejszego dziecka. Z taką samą mocą powracają chyba jedynie w sennych koszmarach. Kiedy przykucniemy przy dziecku, w trudnym dla niego momencie, z twarzą na wysokości jego buzi, to zaczynamy widzieć i czuć z jego perspektywy.

Wydaje się, obrazowo rzecz ujmując, że to o takim kucaniu jest właśnie. O wspólnym spojrzeniu na to z czym my się już uporaliśmy, a nasze dziecko, przebijając się do dorosłego życia, właśnie się zmaga. Nieuchronne, kolejne etapy. Na scenie widzimy fajne momenty, nieprzegadane, proste sytuacje. Akcja toczy się niespiesznie, pozwalając chwili naturalnie wybrzmieć i dotrzeć do widza. Plastyka spektaklu dobrze wzmacnia przekaz. W tym miejscu wspomnieć należy o projekcjach multimedialnych autorstwa Marii Porzyc. Fajnie, jakoś tak organicznie zlewają się z emocjami na scenie – przykładem scena kąpieli z ojcem w morzu. Klimat projekcji to coś jakby smaczek z „Małego księcia", i broń Boże nie chodzi tu o zapożyczenia ze spektaklu pod tym tytułem, który Ateneum ma w swoim repertuarze. Scenografia, kostiumy i lalki zaprojektowane przez Barbarę Szymczak są proste i wyraziste. Estetyka przedstawienia przypomina lata 60. Och, Katarzyna Prudło, jako Mama Karusi, wie jak się poruszać w sukience rozkloszowanej i usztywnionej.

Wilk wymaga od Dawida Kobieli sporej dynamiki i dużej wiarygodności – jak na powiernika i przyjaciela przystało. Jest taki jaki powinien być, a może jeszcze ciut lepszy. Mnie wystarczyłyby dwie jego metamorfozy: pierwsza i ostatnia. Karusia i animująca ją Marta Popławska wspaniale się uzupełniają. Można by rzec, że zlewają się w jedno, gdyby nie to, że ich osobność jest atutem. Czego nie pokaże lalka, to Marta uzupełni spojrzeniem, łukiem ciała, wyrazem twarzy. Wszystko bez dominacji którejkolwiek z nich. Pozostali: Krystyna Nowińska, Katarzyna Kuderewska, Piotr Gabriel i Mirosław Kotowicz wyraźnie istnieją, będąc na przykład pląsającymi w tle delfinkami, za to w scenie rodzinnego zjazdu ciotek i wujków stworzona przez nich pomnożona postać mocno przemawia do wyobraźni i odsyła do wspomnień. I jeszcze miła dla ucha muzyka, której autorem jest Marcin Mukoid.

W spektaklu pokazano różnicę w postrzeganiu świata przez dzieci i dorosłych. Oczywiste i banalne. Dlaczego więc, mając już za sobą dzieciństwo z jego radościami, ale także lękami i strachami – nie identyfikujemy ich naturalnie w tych, którzy teraz są dziećmi? Nie jest źle, w „Piaskowym Wilku" okaże się, że Mama odnalazła jednak kieszonkowe skarby Karusi, a dziewczynka zauważa, że choć jest najważniejszym, to jednak nie jedynym elementem życia rodziców. Ale w tej historii to nie morał, tylko prosta prawda.

Urszula Makselon
Dziennik Teatralny Katowice
11 kwietnia 2018
Portrety
Zuzanna Mukoid

Książka tygodnia

Złoty garnek i inne opowiadania
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann

Trailer tygodnia