Przystanek wolność

"Ekspedycja Mrożek" - reż. Joanna Lewicka - Akademickie Centrum Kultury Chatka Żaka w Lublinie

Nie ma jednej metody czytania Mrożka. Można odczytać go dosłownie, jednak wtedy powstaje banał i nonsens. Można znaleźć drugie dno, ale wówczas trzeba rozszyfrować wszelkie konteksty, jakie towarzyszą dziełu. A można też bawić się Mrożkiem. Twórcy spektaklu ,,Ekspedycja Mrożek" zmierzyli się z tematem jego twórczości i wcale nie ukrywali przy tym, że są znawcami literatury.

,,Ekspedycja Mrożek" w reżyserii Joanny Lewickiej jest hołdem dla zmarłego pisarza, a zarazem zabawną próbą odpowiedzi na pytanie, czy podróż i wolność znaczą to samo. Przedstawienie oparte zostało na trzech dramatach Sławomira Mrożka: „Zabawa", „Na Pełnym Morzu" i „Rzeźnia" oraz na fragmentach „Dzienników", „Listów" i „Donosów". Lewicka zgodnie z duchem teatru absurdu, w którego nurcie umieszcza się Mrożka-dramatopisarza, zlikwidowała konwencjonalną fabułę spektaklu. Akcja staje się kompozycją pozornie niepowiązanych ze sobą scen, a fragmenty utworów pisarza tworzą osobne spektakle w jednym przedstawieniu.

„Ekspedycja..." jest pewną formą przemieszczania się w czasie i przestrzeni. Trzech bohaterów podróżuje przez ,,mrożkowski" świat w poszukiwaniu wolności. W rolę eksploratorów wcielają się: Przemysław Buksiński, Dariusz Jeż oraz Remigiusz Jankowski. Początek spektaklu to prawdziwa podziemna ekspedycja. Trójka mężczyzn zakłada kombinezony, kaski, latarki na głowę i szuka. Nie wiemy dokładnie czego, ale szczerze im w tych poszukiwaniach kibicujemy. Po chwili aktorzy stają się bohaterami ,,Zabawy", którzy po prostu chcą tańczyć, bez względu na to, czy za tajemniczymi drzwiami jest stypa czy wesele. Kiedy to się nie udaje, przebierają się w stroje płetwonurków, by opowiadać o swoich marzeniach, po czym wyczerpani siadają pod ścianą i stają się rozbitkami z  utworu ,,Na pełnym Morzu". Z powodu braku zapasów żywności decydują, że jeden z nich zostanie posiłkiem dla dwóch pozostałych. Żaden nie chce się poświęcić, więc przeprowadzają wybory, jak się okazuje nieważne (na trzech głosujących, oddano cztery głosy). W końcu dwóch bohaterów próbuje wywrzeć presję na trzeciego, aby zgodził się zostać ich posiłkiem. Ten akceptuje wybór kolegów, znajdując wiele argumentów, potwierdzających sens swojej ofiary. I tak poszukiwacze lądują w kosmosie. Polską flagę wbijają nie w skały satelity, a w ziemniaka. Zaczynają czytać donosy, na wszystko i na wszystkich. Początek i koniec spektaklu zamknięty został klamrą – przy starcie i finiszu poszukiwań bohaterzy w geście gratulacji i podkreślenia współpracy, podają sobie dłonie. Scena, nie licząc ustawionych w rogu instrumentów muzycznych i mikrofonów, przez cały spektakl jest pusta. Tajemnicze drzwi czy ciasne przejścia, o których mówią mężczyźni, widzowie muszą sobie wyobrazić.

Aktorzy i reżyser spektaklu nie poszukują Mrożka, bo go już znaleźli. Tylko nie tego, który w czasach cenzury sprytnie wkładał między litery politykę. W ,,Ekspedycji..." mamy do czynienia z pisarzem współczesnym. Zresztą granica między dobrem i złem, między lewą i prawą stroną w polityce zawsze była zatarta. Wystarczy więc zmienić nazwiska, daty, a temat staje się aktualny bardziej, niż nam się wydaje.

Twórcy spektaklu bawią się pojęciem wolności. Poszukują jej w różnych wymiarach – indywidualnym, społecznym i kulturowym. Bohaterzy przedstawienia docierają do niej przez kłamstwo, aż w końcu zdają sobie sprawę z tego, że wolność to stan umysłu. W rzeczywistości eksploratorzy nie są wolni, związują się niewidzialną linią, by poczuć obecność drugiej osoby, bez której czują się zagubieni. Sami nie istnieją, ktoś musi nimi kierować. Aktorzy mieli trudne zadanie, bo do końca nie mogli nałożyć maski, wtedy staliby się jedynie pustą karykaturą mrożkowskich bohaterów. Odtwarzali więc wybrane postacie, ale nie posługiwali się tylko przybraną kreacją. Byli groteskowi i prawdziwi jednocześnie.

Ironia u Sławomira Mrożka wylewa się z każdego słowa. Jeżeli doprowadzi się ją do granic absurdów, straci jakiekolwiek prawo bytu, a poczucie smaku i estetyki widzów zostanie mocno nadszarpnięte. Mrożkowską ironię można obrócić w żart, który owszem deformuje postaci, ale nie razi. Lewicka pokazała, że nie należy bać się Mrożka. Można się nim bawić, ubrać aktorów w kostium nurka, czy astronauty i to wciąż będzie ten sam autor. W poszukiwaniach wolności twórcy spektaklu zawarli jednocześnie groteskę, psychologię i filozofię. ,,Ekspedycja..." jest kolażem możliwości, jakie kryją się pod hasłem „Sławomir Mrożek".

Zabawa w spektaklu wyraża się też dzięki muzyce (Łukasz Jemioła). Piosenki, już ze względu na sam ich wybór (Amore Mio, Forever Young) bawią, a śpiewane przez trzech mężczyzn przebranych za płetwonurków, śmieszą do łez. Poszukiwacze, stojąc przed mikrofonami z gitarami w rękach, tworzą wyjątkowo barwny zespół. Największe pochwały za umiejętności wokalne należą się przede wszystkim Przemysławowi Buksińskiemu. Głównym zadaniem muzyki było zachowanie łączności między jedną sceną a drugą. Spektakl, składający się z fragmentów różnych utworów, dzięki oprawie muzycznej tworzy spójną historię.

To, co podkreśla silną relację przedstawienia z samym Mrożkiem to skrót myślowy. W ,,Ekspedycji..." nie padają żadne ,,większe sensy". Słowa: wolność i prawda wcale nie dominują, a jednak główną oś spektaklu, czyli poszukiwania tych dwóch kategorii, można z łatwością wskazać. Tak samo pisarz w swoich utworach posługiwał się symbolami, w domyśle pozostawiając to, co najważniejsze.

Spektaklem ,,Ekspedycja Mrożek" Akademickie Centrum Kultury UMCS powróciło do tradycji ruchu teatralnego z lat 70. i 80. Przedstawienie w reżyserii Joanny Lewickiej jest pierwszą po latach premierą teatralną zrealizowaną specjalnie dla ACK Chatki Żaka. Miejmy nadzieję, że to nie koniec podróży, a jedynie przystanek w poszukiwaniu wolności i prawdy. Podczas ,,Ekspedycji..." świat realny znika, pozostawiając jedynie ,,kreowaną nierzeczywistość". Pojawia się tylko pytanie, czy twórcy spektaklu odkrywają Mrożka, czy Mrożek poprzez swoje utwory odkrywa ich? Za pomocą tekstów tego pisarza można bowiem łatwo rozszyfrować samego siebie.

Aleksandra Pucułek
Dziennik Teatralny Lublin
21 lutego 2014

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia

Romans wschodni
Victoria Vatutina i Olga Bilas
Koncert spina w harmonijną całość kla...