Przyszłość zaboli (prawie) wszystkich

„Dziewczynka z za/przyszłość boli tylko raz" - reż. Mariusz Zaniewski - Teatr Nowy w Poznaniu - foto: Wiktor Napierała - mater. prasowe

Spektakl „Dziewczynka z za/przyszłość boli tylko raz" w reżyserii Mariusza Zaniewskiego swoją premierę miał w październiku 2019 roku. Opis wskazuje na tematykę dosyć typową i charakterystyczną dla sztuk współczesnych - konsumpcjonizm, kapitalizm, katastrofa klimatyczna. Mimo to, spektakl zaskakuje świeżością spojrzenia na naszą rzeczywistość.

Zaangażowana czuję się już od pierwszej minuty. Dziewczynka z zapałkami/DzzZa (Malina Goehs) opowiada historię swoją i swojej śmierci. Jest tak przekonująca i wiarygodna, że nie sposób nie zanurzyć się w jej opowieść - nieważne jak smutną. Aktorka gra całą sobą, co sekundę zmienia się mimika jej twarzy, ton głosu, w mocniejszych momentach swojego monologu gestykuluje i zaczyna mówić głośniej. Tendencja do gry w taki sposób utrzymuje się przez cały spektakl, co robi naprawdę duże wrażenie.

DzzZa to jedno z dzieci, które o swoim losie opowiadają już z nieba. Do dziewczynki dołącza Królewicz (Dawid Ptak) - młody aktywista klimatyczny z bogatego domu, który popełnił samobójstwo oraz Ikebal (Jan Romanowski) - pakistański chłopiec pracujący w fabryce produkującej dywany zamordowany po tym, jak zaczął mówić o wykorzystywaniu dzieci. W niebie pojawia się także chrześcijański Bóg (Maciej Hązła) oraz Sierżant Świnia (Łukasz Schmidt) będący boskim pomocnikiem. Bóg, widząc jak gatunek ludzki dąży na ziemi do samozniszczenia, zsyła dzieci i Sierżanta Świnię z powrotem na ziemię z misją uratowania jej przed apokalipsą. Sam natomiast przybiera postać ulicznego żebraka.

To, co najbardziej przykuwa uwagę w sztuce, to historie i opowieści. Dziewczynka z zapałkami z ironią mówi o swojej śmierci przed kilkudziesięcioma laty - bo przecież teraz dzieci już nie umierają na ulicach z zimna i głodu, teraz już jest lepiej, prawda? Bóg w postaci żebraka wygłasza monolog na temat pozornej ludzkiej dobroci, która podszyta jest ckliwością. Otrzymanie kanapki od zatroskanego motorniczego nie ma wiele wspólnego z samym żebrakiem i jego losem; to motorniczy chce poczuć się lepiej ze sobą, mieć świadomość że przecież pomógł temu biednemu, głodnemu człowiekowi. Bo rzadko okazywanie dobroci jest bezinteresowne - nawet jeśli nie chcemy za nią nic namacalnego, to karmimy nią własne ego.

Ikebal przyjechał aż do Stanów Zjednoczonych, by opowiedzieć swoją historię na prośbę wielu organizacji, osobistości i zatroskanych ludzi. Wszyscy jednogłośnie współczuli chłopcu; byli w szoku jak okrutnie traktowali go ludzie. Aby przedstawić historię wykorzystywanego dziecka musiano więc szukać na Bliskim Wschodzie. Ikebal stał się „towarem eksportowym", ponieważ amerykańskie dzieci żyją w tym cywilizowanym, dobrym świecie, gdzie nic im nie grozi. Nie brakuje też wzmianek o konsumpcji mięsa. „A wiesz co się dzieje z psami w Chinach?" pytają współcześni ludzie, jednocześnie nie potrafiąc wykrzesać z siebie żadnej empatii wobec świń idących na rzeź. Na Facebooku klikamy w artykuł o dzieciach wykorzystywanych w szwalniach na wschodzie, oglądamy drastyczne zdjęcia, może nawet po policzku spływa nam łza. Po skończonej lekturze zachwycamy się pięknymi ubraniami z pierwszej lepszej sieciówki, w okazyjnej cenie.

Spektakl nie jest jednak jednowymiarowy. Nie „pluje" na religię, z góry potępiając każdą istniejącą na świecie, bezwzględnie nie krytykuje i nie stygmatyzuje ludzi za ignorancję, hipokryzję i obojętność wobec stanu naszej planety. Zamiast tego, stara się ich zrozumieć. Owszem, wypunktowuje wszystkie negatywne i nielogiczne zachowania, ale idzie w tym o krok dalej, próbując dotrzeć do ich źródła. Najbardziej zapadła mi w pamięć scena, w której DzzZa wciela się w przedstawicielkę klasy średniej, Ikebal reprezentuje ludzi biednych, natomiast Sierżant Świnia to 1% najbogatszych ludzi na świecie. Kobieta z klasy średniej desperacko wyciąga ręce w kierunku wiszącej wysoko kryształowej kuli - symbolu dobrobytu, drogich ubrań, gadżetów, pięknego domu i wszystkiego co tylko ma do zaoferowania kapitalizm i konsumpcjonizm. Siląc się na dotknięcie kuli powtarza pod nosem wszystkie te rzeczy, które są w zasięgu ręki, które zaraz będą jej. Jednak 1% zaznacza, że kula jest jego własnością, dlatego dostęp do niej jest tylko chwilowy i aby to osiągnąć należy stanąć na klęczącym przed nią biednym mężczyźnie.

Późniejsze wypowiedzi tłumaczą zachowanie klasy średniej, które idealnie odnoszą się do Polski i państw na podobnym poziomie rozwoju. Do tej pory, dla klasy średniej kryształowa kula była kompletnie nieosiągalna, większość pamięta okres PRL-u, kiedy nikt nawet o niej nie marzył. Teraz więc, gdy wreszcie nadarza się okazja by zasmakować lepszego życia, każdy chce z tego skorzystać. Dopiero teraz można sobie pozwolić na drogie telefony, wyjazd za granicę, zakupy i nowe ubrania co weekend. Nic dziwnego, że w efekcie można się zachłysnąć możliwościami i w nich zatracić.

Równie trafną i obrazową metaforą jest scena gry w życiowe monopoly. Bogaty gracz ciągle dostaje szanse od losu, bank/państwo pokrywa jego straty, traci na tym klasa średnia, a biedni stają się jeszcze biedniejsi i trafiają do więzienia. Sztuka pełna jest podobnych metafor i odwołań, jednak chyba najmocniejsze dotyczy religii i Noego w kontekście katastrofy klimatycznej i osób o niej edukujących. Gdyby Noe miał wybór, zapewne wolałby znosić drwiny sąsiadów na temat jego przygotowań do potencjalnego potopu, niż wypowiedzieć słowa „a nie mówiłem" nad ich martwymi już ciałami.

Aktorsko, trudno byłoby komukolwiek coś zarzucić. Zdecydowanie wyróżniała się DzzZa, której zaangażowanie widać było w każdym centymetrze jej ciała, natomiast bardzo zaskoczyła mnie wielowymiarowość Sierżanta Świni. Z początku postać bardzo głośna, wręcz w pewien sposób agresywna, zamieniała się w opanowanego i wyrafinowanego reprezentanta 1% najbogatszych ludzi. Ciekawie przedstawiono Boga - jego postać była obecna w spektaklu, ale zazwyczaj gdzieś w tle, często siadywał z boku i jedynie przyglądał się temu co się dzieje.

Trudno natomiast wskazać najlepszy punkt tej sztuki, ponieważ praktycznie każda scena warta jest zapamiętania. Mimo, że tematyka jest raczej poważna, w niektórych momentach pojawiają się żarty - w niewielkiej ilości, ale każdy po kolei powoduje wybuch śmiechu na widowni; wszystkie są naprawdę w punkt. Imponujące były także sceny w zwolnionym tempie, które wyglądały tak wiarygodnie i realistycznie, jakby ktoś zza sceny rzeczywiście spowalniał ruchy aktorów.

„Dziewczynka z za/przyszłość boli tylko raz" to spektakl, który ma potencjał „trafienia" do każdego. Podejmuje tematykę katastrofy klimatycznej, kapitalizmu, konsumpcjonizmu, religii w sposób, który nie skupia się na ocenie negatywnych zachowań, lecz stara się je przeanalizować. Skłania do przemyśleń, bez wpędzania nas w wyrzuty sumienia, ponieważ popełniamy błędy i jesteśmy hipokrytami. Bo każdy z nas jest, w mniejszym lub większym stopniu, hipokrytą. Również postaci w spektaklu, które oburzają się przeciw okrucieństwu, a ostatecznie same sięgają po przemoc wobec 1% najbogatszych ludzi.

Spektakl zakończył się ujmującym gestem ze strony aktorów - solidaryzując się z Ukrainą, każdy z nich ukłonił się przed publicznością z wpiętą w koszulę żółto-niebieską wstążką.

Daria Bajorek
Dziennik Teatralny Poznań
20 kwietnia 2022

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...