Psychodeliczna podróż do piekła

"Transfer" - reż. Norbert Rakowski - Teatr Nowy w Łodzi

Podczas premiery "Transferu" w Teatrze Nowym teoretycznie wszystko poszło nie tak. Sygnały z niewyłączonych telefonów komórkowych zakłóciły działanie sprzętu uruchamiającego obrotówkę, przez co spektakl był uboższy o wiele (podobno ciekawych) rozwiązań i efektów technicznych. Na dodatek zaproszony autor sztuki Maksym Kuroczkin był dalece niezadowolony z inscenizacji, gdyż wszystko wyobrażał sobie zupełnie inaczej. A jednak psychodeliczny klimat spektaklu wciąga.

„Transfer” to przedziwna opowieść o panującym współcześnie nihilizmie, zupełnym rozchwianiu systemów wartości i o tym, że „czysto logiczne rozumowanie nie da nam żadnej wiedzy o realnym świecie” (słowa Alberta Einsteina umieszczone w programie to kwintesencja tekstu Kuroczkina). W warstwie fabularnej spektakl przypomina połączenie „Mody na sukces” z „Miasteczkiem Twin Peaks”, ewentualnie „Z archiwum X”. Aleksiej Curikow (Przemysław Kozłowski) pomiata swoją żoną (Joanna Niemirska), która zupełnie go nie rozumie, jednak nie przeszkadza mu to w zjedzeniu śniadania z jej kochankiem (Mariusz Ostrowski). W konwersacji przy stole bierze udział także kolega z wojska Aleksieja - Aleksander Pampucha (Michał Bieliński), który w rzeczywistości jest nieboszczykiem przybyłym z piekła, by przekazać Aleksiejowi zaproszenie od jego ojca. Aleksiej organizuje wyprawę do piekielnych otchłani - wyrusza wraz z kochankiem żony oraz swoją sekretarką (Marta Dobecka), która w noc poprzedzającą wyprawę została jego kochanką. Swoją żonę Curikow zostawia w domu wraz z posłańcem z piekła Pampuchą, który zostaje kolejnym kochankiem kobiety. W przedsionku piekła podróżników wita Indianin Manabozo Wielki Zając (Wojciech Droszczyński) oraz kulawy mężczyzna (Sławomir Sulej), który nie przepuści wędrujących dalej, dopóki bezduszny Curikow nie okaże mu współczucia. Po wielu próbach udaje się jednak wykrzesać z Aleksieja odrobinę ludzkich odruchów. Wędrowcy spotykają także samego Boga, który wyznaje, że nie przebywa w niebie, ponieważ nie ma do tego moralnego prawa. Jednak to dopiero początek pozbawionych logiki (oczywiście tylko pozornie) wydarzeń, które postawią bohaterów w nowych życiowych sytuacjach.  

Spektakl łączy w sobie elementy komedii, kryminału, horroru i traktatu filozoficznego, jednak nie wszystkim takie połączenie odpowiada. Do wielkich niezadowolonych można było tego wieczoru zaliczyć autora dramatu Maksyma Kuroczkina, który wyznał, że w inscenizacji złamane zostały 3 zasady poprawnego wystawiania dramaturgii współczesnej: po pierwsze należy grać dwa razy szybciej, po drugie - dwa razy więcej światła, po trzecie - nie grać. Kuroczkin powiedział także, że posiada mapę „pola minowego” tego tekstu i dziwi się, że nikt go o nią nie zapytał, gdyż przy dramaturgii współczesnej istnieje tylko jedna interpretacja i zna ją wyłącznie autor. Oczywiście zdania na temat wypowiedzi współczesnego rosyjskiego dramaturga były podzielone - zwolennicy teorii, wedle której tekst jest jedynie częścią składową przedstawienia uznali, że reżyser ma prawo do swojej interpretacji i może z nim zrobić co zechce, bo tym właśnie różni się spektakl od działa literackiego, przeciwnicy tego stanowiska nie dali się jednak przekonać.

Maksym Kuroczkin zwrócił także uwagę na niebywały talent aktorów - trudno się z nim nie zgodzić, bowiem poradzili sobie rewelacyjnie w obliczu konieczności improwizacji, wymuszonej problemami technicznymi. Reżyser przyznał, że miał ochotę przerwać spektakl, jednak widząc, jak doskonale zespół aktorski sobie radzi, pozwolił kontynuować przedstawienie. Wyznał także, że gdyby wziął pod uwagę zawodność techniki, inaczej poustawiałby poszczególne sceny. Z pewnością awaria obrotówki wpłynęła na rozchwianie rytmu spektaklu i w jakimś stopniu zmieniła jego wydźwięk. Jakby na sprawę nie spojrzeć - tego wieczoru sporo się działo.

Sama inscenizacja również nie należy do wydarzeń, które często mają miejsce w teatrze - psychodeliczna muzyka w połączeniu z „totalnie zakręconym” tekstem i nietypową scenografią, której głównym elementem jest półokrągły, lustrzany pas zawieszony nad sceną (na nim pokazują się pomysłowe, wizualnie wzbogacające spektakl wideoprojekcje - kiedy Curikow przebywa w firmie widzimy setki przepływających nad jego głową liczb), dają ciekawy efekt.

Wyjścia są dwa, taki spektakl nie pozwala bowiem na reakcje „pomiędzy” - albo damy się ponieść szaleństwu oglądanego świata i zaakceptujemy nietypową konwencję wraz z bohaterami zadając sobie pytania o istnienie Boga oraz rolę umysłu w dzisiejszym świecie, albo poczujemy rozczarowanie już na początku i czym prędzej opuścimy teatr. Osobiście wybrałam wersję pierwszą, chcąc sprawdzić, jak daleko mogą mnie zaprowadzić wydarzenia rozgrywające się w tajemniczej aurze piekielnej podróży. Nie żałuję.

Na korzyść spektaklu przemawia fakt, iż wielu widzów zadawało sobie po nim pytania, zatem uruchomił refleksje, które towarzyszyły publiczności jeszcze długo po opuszczeniu sali. Jednym z najczęściej padających było pytanie o sens i treść zaprezentowanej historii. Początkowo może się to wydać zarzutem pod adresem przedstawienia, jednak spektakl jest tak skonstruowany, że w zależności od inwencji widza i jego poziomu zaangażowania może on wyciągnąć z oglądanych zdarzeń zupełnie inne wnioski, przedstawienie można bowiem odbierać na kilku płaszczyznach. Skupiając się na wątkach egzystencjalistycznych, podejmujących rozważania na temat celu i sensu istnienia, otrzymujemy całą serię przemyśleń dotyczących moralności, wolności i istoty człowieczeństwa oraz konsekwencji każdego podejmowanego w życiu wyboru. Przywołanie toposu wędrówki pozwala na przyswojenie wszystkich treści w porządku chronologicznym, choć niekoniecznie pokrywa się to z hierarchią ich ważności. Można dobrze się bawić skupiając się jedynie na warstwie fabularnej, która jest w stanie dostarczyć niezapomnianej rozrywki. Sceny są krótkie, tempo dynamiczne, wydarzenia nieprzewidywalne - słowem, sporo się dzieje. Na premierowym spektaklu na nudę nie mogli narzekać ani widzowie, ani zaskoczeni przez niedoskonałą technikę twórcy przedstawienia.

„Transfer” zdecydowanie jest najciekawszą premierą Teatru Nowego w tym sezonie, przede wszystkim dlatego, że wzbudza kontrowersje. Nie tylko reżyser i autor sztuki byli reprezentantami antagonistycznych stanowisk, na korytarzu oraz w okolicy szatani trwały zażarte dyskusje widzów, którzy starali się nawzajem przekonać o słuszności swoich racji. Jedno jest pewne - psychodeliczna podróż do piekła zaktywizowała publiczność i pozwoliła zapomnieć o teatralnej nijakości.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
1 lutego 2010

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia