Pudełko żołnierzyków

"Anatomia Tytusa" - reż: Wojtek Klemm - Teatr Stary w Krakowie

"Tytus Andronikus", zarówno jako oryginalny tekst Szekspira, jak i filmowa adaptacja Julie Taylor czy dramatyczna parafraza Heinera Müllera, to uderzający obraz zła i brutalności. Współczesne inscenizacje przedstawiają ich ogrom tak, że dodatkowym tematem staje się poddanie refleksji własnego na nie zobojętnienia. "Tytus Andronikus. The fall of Rome" zobojętnia widza bardzo szybko - niestety, jego reakcja to nie wynik dodatkowego piętra interpretacyjnego

Dramat Szekspira, a za nim utwór Heinera Müllera – na bazie którego Wojciech Klemm oparł swą inscenizację, posiada ogromny potencjał, by pośredniczyć w mówieniu o współczesnych, drastycznych realiach, zwłaszcza w dzisiejszym politycznym kontekście. Dążenie do władzy, bez względu na konsekwencje, brak litości i współczucia to główne cechy rządzące scenicznym światem. W brudną grę uwikłani są wszyscy, nikt nie pozostaje czysty. Wymownie widać to już w pierwsze scenie spektaklu, w której bohaterowie umazani błotem stoją pod rzędem natrysków. Oczyszczenie, zarówno to dosłowne, jak i dotyczące próby wyzwolenia się ze świata pełnego brutalności, okaże się niemożliwe.

Reżyser jednak w głównej mierze postanowił uwypuklić inny aspekt sztuki – ksenofobię, rasizm. Jeśli w świecie Szekspira i Müllera odwet oraz pragnienie zemsty były motorem napędowym, który prowadził do klęski zastanego świata, to Klemm obrazuje nienawiść prowadzącą do upadku za pomocą braku tolerancji. Czarnoskóry Aaron ze złością opowiada widowni rasistowskie dowcipy, najprawdopodobniej te, które słyszał na swój temat. To z nich narodziła się agresja względem niego, to one zainicjowały jego agresję względem świata. Tutaj Klemm zakłada ciekawą polityczną interpretację, wedle której układ władzy przejawia się już w języku. Jeśli zatem każdy z bohaterów dąży do językowej przewagi nad drugim, być może usprawiedliwiałoby to fakt, że spektakl jest całkowicie „przegadany”...

Niestety, trudno doszukać się innych interpretacyjnych zamierzeń Klemma. Przedstawienie dość szybko nuży, a widz pozostaje obojętny na przedstawiane problemy. Spektakl traci tempo, próba zrytmizowania ruchu aktorów oraz liczne rozwiązania choreograficzne stają się monotonne. Podobnie ma się sprawa ze scenografią – jej rozkład w dosłowny sposób obrazuje upadek świata bohaterów. Zabiegi, które poprzednie spektakle Klemma w Teatrze Starym – „Piekarnię” i „Amfitriona” – przemieniły w sprawną maszynkę teatralną (niezależnie od powodzenia i ważkości ich interpretacyjnej wymowy), tutaj są miałkie, niewiele wnoszą do spektaklu, który ogląda się nieco sceptycznie niczym bijatykę żołnierzyków w rękach znudzonego dziecka.

Magdalena Urbańska
Dziennik Teatralny Kraków
28 czerwca 2012

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia