Pustka w krysztale

"Chaos pierwszego poziomu" - reż. Mateusz Pakuła - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

W nowy rok wchodzi Narodowy Stary Teatr w Krakowie premierą „Chaosu pierwszego poziomu" autorstwa i w reżyserii Mateusza Pakuły. Ten niemal dwugodzinny spektakl to przewrotna apoteoza nauki i naukowego zmagania o prawdę, zobrazowana na przykładzie historii ewolucji.

Oto w rolę głosu Krystyny Czubówny wchodzi swym głosem Jan Peszek (sic!) i próbuje wytłumaczyć ten zawiły proces chemiczno-biologiczny, począwszy od pojawienia się u zarania dziejów Białek motorycznych. W ich rolach zobaczymy Juliusza Chrząstwoskiego i Michała Majnicza, którzy na początek jedynie choreografią, a potem i werbalnie uzupełniają wykład Peszka z offu. Tytuł sztuki jest oczywiście zapowiedzią, a monolog narratora, snuty w kontrze do tradycji (post)romantycznej, dość szybko uwalnia się spod reżimu linearności i fabularnej spójności. Przez scenę zaczyna się przetaczać korowód na pozór przypadkowych postaci, które narrację i jej wizualizację stale burzą. Jest tu więc czarna jak noc Ekoterrorystka (Anna Paruszyńska), grożąca wysadzeniem teatru wraz z publicznością, Komórka jajowa myląca ewolucję z owulacją (Małgorzata Zawadzka zamiennie z Martą Ojrzyńską), śpiewający Darwin (Łukasz Szczepanowski), a nawet jazzband krakowskich gołębi. Próba zaprowadzenia fabularnego porządku i ponownego usystematyzowania wykładu przez Głos za każdym razem kończy się niepowodzeniem, a sceną coraz wyraźniej zaczyna rządzić chaos. Chaos postaci, wątków i słów, swą stylistyką zawieszonych gdzieś między Wikipedią i nowodworską szopką.

Dopiero na scenie widać, jak słaby i wtórny jest tekst Pakuły. Jeśli odrzeć go z gagów i niewyrafinowanego komizmu, zostanie rozprawka o tym, że warto słuchać naukowców. To coś jakby prowokacja licealisty, który przed maturą odkrył w sobie literacki talent i z wypiekami na twarzy biegnie do polonistki, pokazać jej swe opus magnum. Tekst trafia do szkolnego teatrzyku, młodzieńca zrażać wszak nie można. Jakże subtelnie rozprawia się on przecież z Mickiewiczowską „Romantycznością", zna Darwina, i tak pięknie okłada Nietzschego (monolog w wykonaniu Szymona Czackiego). Nasz literat ma oczywiście też coś dla swej licealnej braci, by na zawołanie rechotała, gdy Białka motoryczne w swym rapie o naturalnym dryfie i doborze pojadą eluwiną i liroyem. No i ta bezkonkurencyjna dinozaurzyca, która zrozpaczona krzyczy do Darwina, że po duszy została jej już tylko dupa (tu krótko, ale rzeczywiście przebojowo Małgorzata Gałkowska).

„Chaos pierwszego poziomu" to spektakl, który razi dramaturgiczną i warsztatową słabością. Tytuł nie jest tu żadnym usprawiedliwieniem. Gdy po kolejnym gagu ustają śmieszki, dłużyzn nie zapełnia bowiem spójna i sensowna treść, którą można by zabrać w głowie na dłużej. Trudno też o podziw dla warsztatu aktorów, którzy ubrani w mikroporty i krępujące ich usta i ruchy stroje nie mogą nawet po prostu „zagrać". Najtrafniejsza metafora, która opisuje ten spektakl, pojawia się w nim samym jako multimedialna prezentacja o tym, że kryształy są w środku puste. Nic dodać, nic ująć.

Jeśli coś broni krakowskiej premiery, to scenografia Justyny Elminowskiej oraz muzyka Antonisa i Zuzanny Skoliasów w wykonaniu tychże oraz Marcina Pakuły. Do reszty trzeba podejść jak do wspomnianego kryształu. No i w żadnym razie nie wolno zignorować informacji, że spektakl przeznaczony jest dla widzów powyżej 14. roku życia. W zapowiedziach należy jednak wykreślić dopisek „i dorosłych".

Szkoda, że tak zaczyna się i ten rok w Starym.

Paweł Zarychta
Dziennik Teatralny Kraków
11 stycznia 2020
Portrety
Mateusz Pakuła

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...