Radio dla nikogo

"Radio Live" - reż: Arkadiusz Jakubik - Teatr Komedia w Warszawie

"Niech żyje wolność! Wolność i swoboda!" - tak można najkrócej podsumować spektakl "Radio live" w reżyserii Arkadiusza Jakubika na scenie Teatru Komedia. Przeniesienie telewizyjnego sitcomu na teatralne deski nie sprawdziło się. Zostały kiepskie dowcipy, marne dialogi i wygłupy aktorów.

Jeżeli zamiarem Jakubika było pokazanie radia od kuchni, jego obraz niewiele ma wspólnego z rzeczywistą. Obserwacje sprowadzają się do sportretowania grupy dziennikarzy amatorów, którzy potrafią jedynie pić i silić się na marne żarty. Chyba że widowisko miało tylko sparodiować pracę radiowców. W tej kategorii także się jednak nie sprawdza. 

"Radio live" nie jest reżyserskim debiutem Arkadiusza Jakubika. Znany jest on choćby z takich przedstawień jak "Goło i wesoło" czy "Jeździec burzy". A dumny może być ze świetnych ról w filmach Smarzowskiego ("Wesele" i "Dom zły"). Najnowszy spektakl Jakubika niestety zbliża się poziomem do współtworzonych przez niego programów telewizyjnych "Niezakazane reklamy" czy "Wiesio szoł". I nie wiadomo, kto poza reżyserem ponosi za to odpowiedzialność. Z programu dowiadujemy się, kim są autorzy adaptacji. Brakuje jednak informacji, czyje dzieło opracowali. Ot, zagadka...

Płytkie dialogi, karaoke, reklamy i telefony od słuchaczy - te cztery elementy przeplatają się w całym przedstawieniu. Aktorzy świetnie bawią się na scenie. Mają okazję, żeby potańczyć, pośpiewać i się powygłu-piać. Nastrój, niestety, udziela się części widowni.

Prosta jak sam spektakl jest scenografia. Z jednej strony stół didżeja radiowego, z drugiej pojawiające się i znikające w zależności od sytuacji biurko prezesa. Z okien mamy widok na fragmenty Pałacu Kultury, ani na chwilę nie tracimy orientacji w terenie. A jednak zewsząd bije małomiasteczkowość. Dlatego żenuje powoływanie się na taktykę stosowaną przez BBC. Koncept jest prosty. Brak tematu na audycję. Trzeba znaleźć coś innego, ciekawszego niż rodacy uwięzieni w Egipcie w 40-stopniowym upale! Ale co, jeśli jedynym newsem jest dryfujący kuter rybacki z pięcioma osobami na pokładzie? Zawsze można to lekko ubarwić i dodać kilka utworów zagranych przy okazji konkursu na sobowtóra znanego wokalisty. Już bawimy się jak na lokalnym festiwalu piosenki w nadmorskiej miejscowości. Najpierw płyniemy "Parostatkiem w piękny rejs", by na koniec wraz z Robertem Rozmusem wyśpiewać niczym na weselu "Oj, wy ludzie, ludzie, co wy tu robicie..." i "Nie zamieniaj serca w twardy głaz...". Najlepiej prezentują się na scenie energiczny Władysław Grzywna w roli geja kierującego newsroomem oraz Robert Rozmus. Wększych emocji nie wzbudza natomiast Tamara Arciuch grająca stereotypową sekretarkę blondynkę, której wydaje się chyba, że wciąż jest na planie serialu "Niania". Spektakl jest niczym kiepski serial na deskach publicznego teatru. To niezbyt dobra propozycja na rozrywkowy wieczór. Chyba że jest się miłośnikiem koncertu życzeń ze starymi przebojami w nowych aranżacjach, "Szansy na sukces" albo "Tylko nas dwoje". Ale wtedy wystarczy włączyć telewizor.

Katarzyna Olczak
Dziennik Gazeta Prawna
3 kwietnia 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...