Raduszyńska nadaje z Sofii:

Mexican Cowboy.

Nawet znając nazwę ulicy, przy której mieści się budynek, do którego chcę dojechać na spektakl na podstawie dzieł Szekspira o wdzięcznym tytule "Romans", nie ma żadnej gwarancji, że dotrę właśnie tam - z Festiwalu Teatrów Niezależnych w Sofii pisze Katarzyna Raduszyńska.

Kolejny dzień Festiwalu Teatrów Niezależnych w Sofii. Wsiadam do żółtej taksówki, innych tu nie ma! Taksówkarz pali papieroska, popielniczka w całym aucie, papierzyska, maskotki i cd na full. Taksówkarz w skórzanej kurtce, przetartych dżinsach, adidaskach w stylu The Cure i w okularach dla dalekowidzów. Jakieś 50+. Uśmiecha się, gdy pytam, czy mówi po angielsku i odpowiada bezbłędnie "of course". Podaję adres. To Muzeum Sztuki Nowoczesnej, tam będzie przedstawienie. Jedziemy.

Po chwili orientuję się, dlaczego się tak znacząco uśmiechnął - słuchamy utworu "Mexican Cowboy". On z fajurką w ustach nuci, jest wyraźnie zadowolony. Nawet sięga ręką, by ściszyć, ale protestuję, też chcę posłuchać, ale nie muzyki, a słów. Jedziemy przez meksykańską prerię, kowbojów jest kilku i zapewniają się o wzajemnej, dozgonnej przyjaźni, jadą konno, dumni, stępem, nie śpieszą się, bo świat należy do nich. I my jedziemy przez Sofię w ten właśnie sposób, zrelaksowani, zadowoleni; Taksówkarz, że ma klientkę, a i ja jadę na spektakl, co jest największym powodem do radości dla każdego człowieka teatru.

Dojeżdżamy na miejsce, jest muzeum, widzę sporo ludzi, Taksówkarz wciąż zadowolony z siebie pobiera opłatę, wysiadam, idę. Okazuje się, że owszem to jest Muzeum, ale nie Sztuki, tylko Ziemi i Człowieka i odbywa się w nim Wystawa Kotów Rasowych. Ciągnie do kotów, ale zaczynam szukać Muzeum Sztuki, rozpytuję ludzi, wchodzę po informację i do kwiaciarni i do apteki, ale nikt o takim miejscu nie słyszał. Obchodzę budynek z kotami, bo może wejście jest z drugiej strony. Bez powodzenia. Wtem biegnie za mną ostatni przepytany przeze mnie młody Człowiek i krzyczy, że wie, gdzie to jest! Prowadzi mnie tam, wchodzę spóźniona, ale podekscytowana przygodami i gotowa na następną. Na trzecim piętrze remont, gołe ściany, nowowstawione okna, nie ma światła, są świece. Włączam się w bułgarską podróż przez szekspirowskie krainy, podążam za świecą, bo to teatr w drodze i orientuję się po chwili, że prawdopodobnie to droga donikąd. Choć aktorzy młodzi, pełni energii, entuzjastycznie podają tekst, mają kostiumy jak z teledysku The Cure "Close to me", to nadal nie mogę ich pokochać. Ci bułgarscy kowboje przemierzają swój świat, tak jak ci meksykańscy, a ja wciąż nie u siebie.

Po spektaklu idę na wystawę kotów, biegnę wręcz. I znajduję tam właśnie moją prerię - oglądam przez godzinę niezwykły spektakl o ogólnoświatowym charakterze. Razem z kotami przemierzam wszystkie strony świata od Australii po Kanadę. Każda klatka to mansjon z inną opowieścią o kocie i jego właścicielu, są tu kostiumy i scenografia, napisy dla widzów w kilku językach, i przede wszystkim prawdziwe show, nie do końca wyreżyserowane, dlatego tak pociągające, bo i zwroty akcji w postaci nagłej kupy, jak i wyrywanie futra drugiemu. Product placement już na najwyższym poziomie, jak w dobrym filmie, cat placement równie doskonały, słowem produkcja na wysokim poziomie. A wszystko to w przepięknym wnętrzu Muzeum Ziemi i Człowieka - Prerii i Kowboja. Opuszczam to miejsce z poczuciem sytości, obejrzałam dziś trzy spektakle, z czego dwa naprawdę świetne, tylko ten środkowy trochę kulał. Szekspir winny temu, moim zdaniem.

Katarzyna Raduszyńska
Materiał Organizatora
0

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia