Raj-Europa na granicy wytrzymałości

"Granice" - reż. Bartosz Frąckowiak - Teatr Polski w Bydgoszczy

"Granice" na podstawie tekstu Julki Holewińskiej, w reżyserii Bartka Frąckowiaka, do którego wyjściem stał się wykład socjologiczny Vassilisa Tsianosa i Serhata Karakayaliego, oraz broszura agencji unijnej Frontex to jakby manifest teatralny przeciwko manipulacji polityczno-ekonomicznej obrazów zalewu Europy przez imigrantów.

Paweł Wodziński jeszcze przed premierą przyznał, że sztukę tę teatr ustawił w swoim kalendarzu dość komfortowo - dał sobie dużo czasu na pogłębioną analizę tematu. I to się czuje w każdej linijce tekstu wypowiadanego przez aktorów. "Granice" to wręcz zalew tekstu, ale broń Boże nie kosztem formy - ta jest równie wyśmienita. I w literalnym tego słowa znaczeniu - pokłony za sprawność fizyczną aktorów, jak i przenośni - oryginalny pomysł zbudowania przedstawienia wokół szkieletu gry planszowej. I, rzecz jasna, z pionkami - aktorami przemieszczającymi się po jej płaszczyźnie.

Z kolei Iza Szostak, w podwójnej roli, zajmująca się zarówno dramaturgią, jak i grająca rolę Ciała Dziecka - synonim prawdziwej ofiary imigracji, wyrzuconego na brzeg morza Aylana Kurdiego, Syryjczyka, znalezionego na plaży w popularnym kurorcie Bodrum w zachodniej Turcji. Iza dodaje, że pomysł na swoistą grę między pięcioma postaciami (Lex Frontex, Granicy, Uciekinierki, Artysty i wspomnianego Ciała Dziecka) powstał pod wpływem broszury unijnej agencji Frontex zajmującej się kontrolą zewnętrznych granic UE i migracji - metafora Europy jako Fortecy. Frontex wymyślił model czteropoziomowej kontroli dostępu do granic Unii Europejskiej. I na takie też cztery części podzielone jest przedstawienie, ponadto wzbogacone kilkoma zadaniami wewnątrz każdej z nich.

W jednej z części aktorzy - pionki dostają zadanie "stworzenia alternatywnej mapy, która również pozwoli dotrzeć im do celu - inaczej stracą radość z posiadania, zdolność wypowiadania okrągłych zdań, zachwyt odbiorców, życie, głos". Tu nie ma dominującej postaci, albo inaczej, każda jest dominująca, bo każdy z aktorów stwarza na scenie doskonałe widowisko - również w sensie karykaturalnym, prześmiewczym. Artysta (Mirosław Guzowski), który każe się Uciekinierce dobrze ustawić do zdjęcia, Uciekinierka (wszechstronna Marta Malikowska) z wyuczonymi na pamięć tekstami podczas kontroli granicznej, Granica - doktor Feelgood (doskonale czujący się w tej roli Jan Sobolewski) na zdjęciach z imigrantami jako polityk na wakacjach, Lex Frontex (Izabela Warynkiewicz) błagająca, aby zostawić ją w spokoju, zamkniętą, bo cel ją przerósł. I Ciało Dziecka, jeszcze za życia w zadaniu, które wymaga "wykorzystania fantazmatu Araba terrorysty, motywu obozu dla uchodźców i kilkudziesięciu słów arabskich, które weszły do użytku w językach romańskich do stworzenia niepoprawnej politycznie sytuacji" - naboru dzieci kurdyjskich do armii islamskiej.

Akcja "Granic" przebiega niezwykle wartko, widz ma wręcz poczucie, że siedzi razem z nielegalnymi imigrantami w ciężarówce przewożącej ich przez granice, czuje drgania samochodu przejeżdżającego po kamienistych drogach, ich strach, niepewność, czuje jak z przebitej dętki ucieka z nich człowieczeństwo. Utożsamia się też z dylematami moralnymi Artysty, którego zadaniem jest fotografować ten proces tak, aby potem to jego zdjęcia obiegły cały świat. Owczy pęd za sławą czy zwycięstwo moralności? Dostrzega obłudę klasy politycznej, która "gra", a raczej "pogrywa" imigrantami dla zaspokojenia potrzeb ekonomicznych lub wizerunkowych. W końcu zderza się z monologiem Ciała Dziecka, które przedstawia alternatywne rozwiązania dla swojego życia, gdyby nie umarło.

Te wszystkie emocje i rozterki potęguje muzyka (Krzysztof Kaliski) - hałas, jakby pisk opon, czy brzdęk drutu kolczastego przepuszczony przez syntezator. I zdjęcia na ścianach z rzutnika, fragmenty filmów, burzenie muru... Stroje (Anna Maria Karczmarska), z których niewątpliwie najbardziej rzuca się w oczy kurtka Artysty wykonana z niebieskiej torby z Ikei i bluzka Ciała Dziecka zaplątana w sieci rybackie i wodorosty, a dla kontrastu japonki przypięte do pasa doktora Feelgood'a i T-shirt z wkomponowanymi w niego piłeczkami plażowymi. To wszystko (również zasługa Anny Marii Karczmarskiej) dzieje się w otoczeniu prowizorycznej stacji kontroli, z pulpitem, ekranami i przyciskami oraz pomieszczeniem, który wszyscy chcą choćby polizać przez szybę - Europą.

"Granice" to jakby patchwork pojedynczych obrazów zszytych w całość za pomocą sprawnej ręki szwaczy - w tej roli Bartek Frąckowiak na równi z Izą Szostak. Wielość emocjonujących, krzyczących do widzów (dosłownie) obrazów, tańca, gestów ("Fuck your values") ubranych w moralistyczny, ale wciąż gustowny ton artystyczno-intelektualnego, ale nie przeintelektualizowanego dramatu jednostki na wzburzonej fali w morzu dzisiejszej migracji.

Paweł Wodziński nazwał ten spektakl jakby formą teatralnego aktywizmu i takie ma się też wrażenie - to jakby aktorski Greenpeace próbujący małą łódeczką wedrzeć się na frachtowiec o nazwie Unia Europejska.

Nie są w stanie wiele osiągnąć, ale będzie o nich głośno...

Wiktoria Raczyńska
www.bydgoszczinaczej.pl
4 marca 2016

Książka tygodnia

Tajemnicze dziecko
Wydawnictwo Media Rodzina
E.T.A. Hoffmann (Ernst Theodor Amadeus Hoffmann)

Trailer tygodnia

Miłość do trzech pomar...
Zbigniew Głowacki