Ratunku!!! Chcę do domu

"Krzysztof M. Hipnoza" - reż.K. Materna - Teatr Polonia

Trzeba naprawdę mieć siermiężny gust i "grube" ucho, żeby nie usłyszeć płaskiego, żenująco prymitywnego tekstu wygłaszanego ze sceny przez duet Materna - Adamczyk.

O poziomie aktorskiego wykonania lepiej nie mówić. Krzysztof Materna zapragnął zostać drugim Timem Crouchem. Tyle że w warunkach lokalnych, polskich. Napisał scenariusz i wyreżyserował coś, co wstydziłaby się wystawić najmarniejsza trupa amatorska. Przed premierą deklarował w mediach, że znany jest z tego, iż nie toleruje głupoty, szczególnie gdy związana jest ona z brakiem zawodowstwa. Tymczasem owe kuriozum "Krzysztof M. Hipnoza", którego premierę obejrzeliśmy w Teatrze Polonia, jest właśnie głupim, odmóżdżającym spektaklem, niemającym nic wspólnego z prawdziwym zawodowstwem.

Wokół zaś tej miernoty zbudowano w mediach (pewnie na życzenie Materny) klimat pewnej tajemnicy. Otóż nie wolno było publicznie przekazać żadnych szczegółów dotyczących spektaklu, albowiem widz miał czuć się zaskoczonym, by doskonale się bawić. I rzeczywiście, poczułam się zaskoczona. I to jak! Ale nie żadnym odkryciem tematycznym czy artystycznym. W osłupienie wprowadziła mnie owa miernota, którą Krzysztof Materna wespół z Piotrem Adamczykiem próbowali mi wcisnąć i zmusić tym samym do zabawy. Jakiej zabawy? Z czego miałam się śmiać? Z tych prymitywnych skeczów, opowiadania kawałów z tzw. brodą? Żałosne. Podejrzewam, że Materna, zanim napisał scenariusz, terminował jakiś czas w środowisku, gdzie jedynym środkiem porozumienia jest siła pięści i pustomózgowie.

Sam pomysł zrealizowania spektaklu na wzór autorskich przedstawień australijskiego artysty Tima Croucha jest znakomity. Szkoda tylko, że ów pomysł Materna oblekł w tekst swojego autorstwa i sam tę swoją grafomanię wyreżyserował. Tim Crouch napisał sztukę "An Oak Tree", której struktura zakładała, iż do każdego przedstawienia artysta zapraszał jakiegoś znanego aktora. Za każdym razem był to inny aktor. Żaden z nich wcześniej nie znał tekstu, nie wiedział, co ma grać i jaka będzie jego rola w spektaklu. Dopiero na scenie, już w obecności widzów, Crouch informował aktora, jakie będzie jego zadanie. I też nieszczegółowo, albowiem idea programu zasadza się na improwizacji. Aktor ma być zaskakiwany poleceniami Croucha. Program ów cieszył się zainteresowaniem publiczności. I to nie tylko w Australii, ale i w Stanach Zjednoczonych, Anglii oraz Kanadzie, gdzie Crouch prezentował swoje spektakle.

Krzysztof Materna wykorzystał formułę oraz ideę programu Croucha. Uznawszy jednak, że oryginalny tekst może być w Polsce niezrozumiany (ciekawe, gdzie indziej zrozumiany, a u nas nie!), napisał własny scenariusz i do programu zaprosił znane aktorki i aktorów, m.in. Piotra Adamczyka, Agatę Buzek, Magdalenę Cielecką, Jolantę Fraszyńską, Marię Seweryn, Joannę Trzepiecińską, Piotra Machalicę, Mariana Opanię, Macieja Stuhra, Wiktora Zborowskiego, Cezarego Żaka. Tylu aktorów, ile przedstawień. W każdym przedstawieniu wystąpi bowiem kto inny. Publiczność kupując bilety, nie wie, na kogo trafi. Wie tylko, że na scenie zobaczy na pewno Krzysztofa Maternę, ale o tym, kto będzie jego gościem danego wieczoru, widz dowie się dopiero podczas spektaklu. Pierwszego dnia w premierowym programie wystąpił Piotr Adamczyk. I chyba zdał sobie już sprawę z tego, że to był zły wybór.

Na samym początku przedstawienia Krzysztof Materna przedstawił się jako Hipnotyzer, po czym poinformował publiczność, że swój scenariusz osadził w polskich realiach i będzie to program o polskości. Zabrzmiało to, nie powiem, interesująco. Potem zapowiedział, że tego wieczoru jego gościem jest Piotr Adamczyk i po wejściu aktora na scenę prowadzący, czyli Materna-Hipnotyzer, wyjaśnił aktorowi i publiczności, na czym polega ów eksperyment, który ma być z założenia żartem. Zahipnotyzowany (oczywiście na niby) Adamczyk wypełniał polecenia dawane mu zza kulis przez słuchawkę w uchu. Wcześniej, zgodnie z zasadą eksperymentu, aktor podobno nie został poinformowany, jaka będzie jego rola. Dowiedział się o tym na początku przedstawienia, a więc razem z publicznością. Przedtem miał poznać tylko niezbędne szczegóły techniczne dotyczące jego bytności na scenie.

Zgodnie z zapowiedzią Materna-Hipnotyzer "zahipnotyzował" Adamczyka na mniej więcej czterdziestoletniego Andrzeja, trochę brudnego, po prostu Polaka - jak mówił. Wyposażył go w mięśnie i całkowicie wyprał z szarych komórek. Według Materny, przeciętny Polak to kawał brudnego kibola, pijaczyny, prymitywnego homofoba, którego siermiężny patriotyzm w duchu bogoojczyźnianym napawać może tylko wstydem. Jedyne zaś słowa, które zna na pamięć i którymi załatwia wszystkie sprawy, to zawołanie jakimś zdziczałym głosem przez Adamczyka: "Polska, Polska" wraz z prezentowaniem swoich kibolowych mięśni. Po prostu podczłowiek. Tak postrzega Materna nas, Polaków. Gdybyż to jeszcze było śmieszne. Ale gdzie tam. Do żartu scenicznego niezbędne są szare komórki. Zastanawiam się, skąd Maternie, jegomościowi, który bądź co bądź pracuje przecież od lat w rozrywce (wprawdzie telewizyjnej, ale niech tam), przyszła do głowy myśl, że te jego grube kawały i stylizacja na dziki prymitywizm mogą chwycić scenicznie. Przecież tak prymitywnych typów jak Polak Andrzej nie ma już w żadnym buszu na świecie. 
Te żałosne podrygi sceniczne Adamczyka i Materny wespół z żenującą grafomanią tekstu Materny budzą niesmak. Gdzieś tak w połowie tej kretyńskiej parady miałam ochotę zawołać: Ratunku!!! Ja chcę już do domu.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
23 lipca 2009

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia