Raz, dwa, trzy, winny jesteś... ty?

"Dritte Generation" - Schaubühne am Lehniner Platz w Berlinie

W spektaklu "Dritte Generation" izraelskiej reżyserki Yael Ronen próby porozumienia między wykształconymi, otwartymi ludźmi narodowości palestyńskiej, żydowskiej i niemieckiej kończą się fiaskiem. Ale rozmawiać trzeba i tak

Monolog młodej Żydówki trwa kilkanaście minut. Każde zdanie zaczyna się od "ale". Do każdego argumentu znajduje się równie silny kontrargument. Do każdej finalnej diagnozy - stwierdzenie wywracające wszystko, co już wydawało się zbudowane, zabezpieczone, pewne. Rawda mówi o konflikcie. Żydów z Palestyńczykami. Żydów, którzy nie wybaczą dzisiejszym Niemcom Holocaustu z Żydami, którzy pragną iść dalej, odciąć się, oczyścić z traumy. Żydów ortodoksyjnych z Żydami państwowcami. Wszyscy mają rację. Swoją rację. Kto ma słuszność?

Rawda należy do "trzeciego pokolenia" (Dritte Generation). W Auschwitz była ze wycieczką szkolną, tak jak wychowani w Izraelu rówieśnicy. Pewnie przeszła szkolenie wojskowe, brała udział w patrolach. Prawdopodobnie nosiła broń. Czy jej użyła? W kręgu naprzeciwko widzów siedzą razem z Rawdą 20-, 30-latkowie. Trójka z Niemiec, trójka ze strefy Gazy. Kolejnych dwoje z Izraela. Wspólnie próbują przeprowadzić ostateczny egzorcyzm, pozbyć się uprzedzeń i poczucia winy - odziedziczonych, niezawinionych obciążeń, które uniemożliwiają im porozumienie.

Dziewiątka uczestników tej dziwnej sesji terapeutycznej to aktorzy, którzy zgodzili się wziąć udział w otwartym projekcie izraelskiej reżyserki Yael Ronen. W Polsce znana jest z demitologizującymi stosunki polsko-żydowskie spektaklu "Bat Yam/Tykocin \'76", zrealizowanego równolegle z Michałem Zadarą: ona pracowała z artystami wrocławskiego Teatru Współczesnego, on - z aktorami Teatru Habimah w Tel Awiwie.

Dlaczego mówię o "otwartym projekcie"? Przecież scenariusz został napisany. Premiera się odbyła 20 marca 2009 r. Koprodukujące przedstawienie teatry - Schaubühne am Lehniner Platz w Berlinie i Habimah - domknęły budżety. Otwartość projektu tkwi w jego temacie. Temacie, którego zamknąć się nie da. W którym wypowiadanie bez końca tych samych argumentów, banałów, oskarżeń i usprawiedliwień jest po prostu częścią rytuału. Nie może się zakończyć żadną finalną konkluzją, kompromisem za porozumieniem stron. Artyści w czerwonych koszulkach z napisem "3G" wcielają się we własne karykatury. Śmieją się z doświadczeń dzieciństwa, z wpojonych przez rodziców zasad, z zaszczepionych w szkole stereotypów.

Wykonują serie pojednawczych gestów. Uroczy, rozbrajająco uprzejmy Niels, berliński gej, nieustannie przeprasza. W imieniu własnym. W imieniu narodu. W imieniu swojego dziadka nazisty i wszystkich pokoleń, które przyjdą po nim. No, ale nie przyjdą - jako gej nie dostanie prawa do adopcji. Natychmiast sytuacja zyskuje inny kontekst. Po co mówić o traumach sprzed ponad pół wieku, skoro paląca niesprawiedliwość dzieje się tu i teraz? Po co wracać do tamtego Holocaustu, jeśli nowy Holocaust każdego dnia wydarza się na farmach, w ubojniach, w hodowlach zwierząt, które urodziły się, aby zostać zjedzone? Cierpieli Żydzi, dziś cierpią Palestyńczycy. I co z tego? Indoktrynację przeszła młodzież faszystowska i dzieciaki z izraelskich liceów. I co z tego?

Rawda w swoim monologu buduje paralele między przemocą nazistów i izraelskiego wojska pacyfikującego palestyńską ludność cywilną, między nacjonalizmem, ksenofobią, fanatyzmem niemieckim, żydowskim a arabskim, między cierpieniem ofiar wtedy i dziś. Bez przerwy powtarza też jednak: "Ale nie porównujmy". Bo nie ma sensu. Bo nic z tych porównań nie wynika. Aktorzy, którzy przez ponad godzinę słuchali, próbowali zrozumieć, inscenizowali skecze, wyznawali swoje lęki, przełamywali szokujące historie śmiechem, parodiom przydawali zaskakująco poważne tło - kończą zbici w ciasną kupę, okładający się pięściami, wymierzający ciosy i kopniaki. Do braw wychodzą w bandażach. Nie mogło być inaczej.

Podobnie bezkonkluzywny był dokumentalno-teatralny projekt Jana Klaty "Transfer!" o przesiedleniach ludności polskiej, rosyjskiej i niemieckiej podczas II wojny światowej. Uczestnicy eksperymentu, świadkowie tamtych wydarzeń, także nie mogli ustalić finalnej wersji z przydzielonymi rolami ofiar i czarnych charakterów. Ich wnukowie wcale nie radzą sobie lepiej z rozdawaniem czarnych i białych kapeluszy.

"Dritte Generation" to przewrotna zabawa tytułem filmu Rainera Wernera Fassbindera z 1979 r. o fenomenie RAF. Reżyser pisał we wstępie, że prezentuje fantazję "podobną do baśni, którą opowiada się dzieciom, aby pomóc im znieść życie aż do śmierci". Trzeciej generacji opowiedziano zbyt wiele bajek. Większość z nich stała się ich życiem. Jeśli jednak te same bajki opowiedzą swoim "wrogom" i wysłuchają ich odpowiedzi - być może życie stanie się trochę bardziej znośne.

"Dritte Generation" Schaubühne am Lehniner Platz w Berlinie, Teatr Habimah w Tel Awiwie, premiera 20 marca 2009, scenariusz Amit Epstein, Irina Szodruh, reż. Yael Ronen, pokazy na festiwalach Kontrapunkt w Szczecinie i Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi

Joanna Derkaczew
Gazeta Wyborcza
12 maja 2010

Książka tygodnia

Jak przejąć kontrolę nad światem nie wychodząc z domu
Wydawnictwo Literackie
Dorota Masłowska

Trailer tygodnia