Realizm niemagiczny

„Goodman" - reż. Agata Dyczko - Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Mamy tylko jedno wejście, kilka wyjść. Jak w życiu. Kiedy wchodzimy na widownię, idziemy korytarzem, którego jedną ścianę stanowią kraty, oddzielające przejście od sceny. Nikłe światło, skojarzenia z niepewnością i długim, samotnym czasem w więzieniu – to od razu podpowiada nam wyobraźnia. Kiedy w głębi dostrzegamy okno, a za nim oglądającego telewizję mężczyznę, zaczyna rodzić się napięcie.

Do mężczyzny podchodzi kobieta. Staje w oknie, zapala papierosa. Typowy wieczór bezdzietnej pary w średnim wieku. Mężczyzna idzie wynieść śmieci, wraca i nagle... Do ich mieszkania wpada zamaskowany człowiek i dwoma strzałami, bez ostrzeżenia, zabiera małżeństwu życie. Jeszcze większy szok następuje w chwili, kiedy przestępca siada na ich kanapie i zaczyna oglądać kreskówki. Od początku nic nie jest oczywiste, a początek rodem z amerykańskiego filmu sprawia, że z szeroko otwartymi oczami śledzi się dalszą akcję.

Opowiadania Etgara Kereta to historie na przecięciu fantazji i realizmu. Narracja prowadzona jest w sposób, który pozwala uwierzyć w nawet najbardziej nieprawdopodobne historie. Zwykle pisze on o sobie, swoich krewnych i znajomych, przytaczając różne wspomnienia i fakty z życia. Spektakl „Goodman" w reż. Agaty Dyczko pozostaje wierny charakterowi prozy Kereta – mieszanie czasów i mieszanie światów, dzieje się dużo oraz szybko, a każda kolejna scena kontrastuje się z poprzednią, pozostając jednocześnie w logicznym ciągu zdarzeń.

Mamy tu wyraziste, dobre, równe i mocne aktorstwo. Każda postać to osobny, indywidualny charakter. Przebywając ze sobą na jednej, małej, ograniczonej kratami przestrzeni, stają się od siebie zależni, wpływają na siebie nawet nieświadomie. Podzielona kratami przestrzeń symbolizuje różne granice, które stawia nam świat lub tworzymy sobie sami. Nigdy też nie mamy do końca świadomości, co dzieje się w naszej głowie pod wpływem różnych wydarzeń. Nie do końca wiemy też, z kim mamy do czynienia, bo człowiek nie jest w pełni przewidywalny.

Wielogłosowość to kolejna ważna sprawa – ustami kolejnych bohaterów poznajemy tę samą historię z różnych stron. Każdy ma inną perspektywą, nieco inne też wyobrażenie. Tomi Perez (Rafał Sadowski) wraz ze swoim przyjacielem Amirem Goodmanem (Antoni Milancej) mają za sobą szalone czasy szkolne oraz traumę służby wojskowej. Mimo właściwego dla ich wieku, dawnego buntu, nie udało im się wyrwać z mundurów i zrealizować ucieczki w stronę wolności. Jest jeszcze wyzywająca, ale mimo wszystko wrażliwa dziewczyna Dafne Avraham (Karolina Kamińska) ze względu na swoją płeć i zachowanie musiała też nauczyć się pewnego funkcjonowania w oddziale żeńskim. Mamy także perspektywę Matki Tomiego (Lidia Bogaczówna) – kobiety, która wychowywała niejako tytułowego Goodmana, a teraz stara się znaleźć powód, dla którego chłopak dopuścił się morderstwa, bo przecież nic nie zapowiadało u niego skłonności do przemocy.

Młodość, seks, brutalizm, przygoda, nieliczenie się z konsekwencjami – życie jak z komiksu czy kreskówki. Przekonanie o własnej nieśmiertelności i niekaralności. Nagromadzenie huczących w głowie emocji, które nie znajdują ujścia. Wtórująca im głośna muzyka, właściwa dla młodego człowieka, lubiącego czasem „ogłuszyć się" i dać się ponieść energii, która go rozpiera. Muzyka Wieszczy Niespokojnych jest intensywna jak cały spektakl. Młodzi twórcy, współczesny tekst i dobre aktorstwo – „Goodman" to widowisko zdecydowanie wartościowe. Twarda, bezkompromisowa teraźniejszość, która nie ma nic wspólnego z idealną rodziną, miłością, młodością, przyjaźnią. Są za to skrzywienia, odchyły, błędy i świadomość, że nie ma człowieka, który nie zrobił w życiu nic złego czy kiedykolwiek nie postąpił okrutnie.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
5 grudnia 2014
Portrety
Agata Dyczko

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia