Refleksja nad odchodzeniem

"Lament. Pamięci Tadeusza Różewicza" - reż. Ewa Wycichowska, Janusz Stolarski - Polski Teatr Tańca w Poznaniu gościnnie w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie

Ostatni spektakl Ewy Wycichowskiej "Lament. Pamięci Tadeusza Różewicza" ma szczególne znaczenie dla twórczyni tego przedstawienia. Ewa Wycichowska, choreograf, reżyser, pedagog, dyrektor Polskiego Teatru Tańca, tym spektaklem żegna się ze swoim zespołem. Odchodzi z teatru, któremu szefowała przez 28 lat. Ale ten spektakl ma również konotację osobistą artystki.

Inspiracją do powstania widowiska był tomik wierszy Tadeusza Różewicza "Matka odchodzi" poświęcony jego umierającej matce, gdzie poeta sięga do wspomnień domu rodzinnego, dzieciństwa, młodości, za pomocą symboliki, metafory i języka poetyckiego ukazując synowskie relacje z matką i wielki żal po stracie najbliższej osoby. Ewa Wycichowska zaś rozpoczęła pracę nad przedstawieniem w okresie, gdy odchodziła jej matka, z którą była silnie związana emocjonalnie.

"Lament" w bezpośredniej perspektywie jest spektaklem o odchodzeniu matki, ale w przesłaniu uniwersalnym jest refleksją tyczącą śmierci każdego człowieka, który odchodząc, pozostawia tutaj, na ziemi, kogoś bliskiego z jego bólem i niekończącą się tęsknotą. Spektakl Ewy Wycichowskiej wychodzi też poza perspektywę stricte osobistą i próbuje pokazać sytuację sztuki i kondycję artysty we współczesnym świecie, w którym wartości są spychane na margines. To prowadzi do upadku sztuki.

Te jakże istotne refleksje niestety nie zawsze są tu czytelne. Kształt inscenizacyjny spektaklu ma niektóre sceny dużej urody plastycznej, lecz niestety myśl przewodnia i przesłanie ginie gdzieś poprzez nadmierne nagromadzenie symboliki przynależnej do różnych porządków oraz elementów pochodzących z rozmaitych gatunków sztuki, w tym multimediów. Przy tym brak logicznej ciągłości w narracji budującej wypowiedź artystyczną wprowadza chaos i zamęt w odbiorze. Niektóre sceny, niezwykle wymowne i wyraziste artystycznie, na pewno pozostaną w pamięci. Na przykład bardzo piękny Prolog, rozgrywany w foyer Teatru Wielkiego, który można odebrać jako metaforę ludzkiego losu.

Oto główny bohater spektaklu, alter ego Różewicza lub w ogóle poeta, syn (gra go aktor Janusz Stolarski) wraz z postacią kobiety (w tej roli Ewa Wycichowska), która może być matką, a może córką zbolałą po odejściu matki - wędrują po dziwnych miejscach, które są wspomnieniem lat przeszłych. A może jest to cmentarz, gdzie można spotkać stare kobiety, matki, a także młode, może to ich córki. Ta wędrówka przebiegająca na krawędzi dwóch rzeczywistości: realnej i nierealnej, to pielgrzymia wędrówka człowieka przez życie. Ale też można spojrzeć na prolog z perspektywy bardziej realistycznej, jako pożegnanie i hołd oddany przez Różewicza i Wycichowską starym kobietom, matkom, osobom niezastąpionym i jedynym. Ta metaforyczna scena przypomina także o przemijalności zdarzeń i naszego życia tu, na ziemi. Zresztą w zależności od własnych przeżyć i doświadczeń życiowych można ów Prolog nasycony uniwersalnymi treściami odbierać indywidualnie.

Interesująco pomyślany jest też finał Prologu, gdzie publiczność wraz z artystami, udając się na widownię teatru, przechodzi jak gdyby do następnej "stacji" spektaklu, podróży, życia. Lecz już na scenie Ewa Wycichowska przeładowała swój spektakl cytatami i różnymi środkami artystycznymi pod względem stylu, techniki, estetyki. Owo przeładowanie może być zrozumiałe w scenach pokazujących odejście od myśli w teatrze, sztuce na rzecz komercjalizacji.

Ale w scenach nawiązujących na przykład do metafizyki twórczyni "Lamentu" nie znalazła odpowiedniego, czytelnego artystycznego środka wyrazu na zbudowanie tej wyjątkowej i zawsze trudnej do pokazania w teatrze przestrzeni. Myślę tu o scenie prowadzącej do skojarzeń z ukrzyżowanym Chrystusem, zdjęciem z krzyża, złożeniem w grobie. A także o scenach z upadłymi aniołami czy o tajemniczych postaciach w czarnych długich płaszczach z kapturami, przywodzących na myśl śmierć, która przychodzi do człowieka, czasem za wcześnie, i wycofuje się.

Szkoda, bo główna myśl spektaklu, refleksja nad odchodzeniem człowieka i upadkiem wartości, to rzecz bardzo na czasie.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
4 lipca 2016

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...