Refleksje o społeczeństwie

"Pasażerka", Wrocławski Teatr Współczesny / Katarzyna Łuczyńska

"Pasażerka" Natalii Korczakowskiej jest prapremierową realizacją sceniczną powieści Zofii Posmycz z 1962 roku. Na jej podstawie w 1963 roku Andrzej Munk nakręcił film, którego dokończeniem ma być przedstawienie Teatru Współczesnego we Wrocławiu.

Spektakl rozgrywa się w przestrzeni okrętu płynącego z Europy (a ściślej – z pronazistowskich Niemiec) do Ameryki. Scena zaaranżowana jest na pokład statku pasażerskiego – podłoga wyłożona drewnianymi deskami, które po prawej stronie zataczają łuk, tworząc burtę.

„Pasażerka” to historia niemieckiego małżeństwa – Lizy i Waltera, których związek został wystawiony na próbę. Podczas podróży na statek wsiada bowiem kobieta, która przypomina Lizie polską więźniarkę z Auschwitz – Martę. Na jaw wychodzi wtedy okrutna prawda – Liza służyła kiedyś w kobiecych formacjach SS w Auschwitz. Jej mąż przez cały czas żywił jednak przekonanie, że mimo, iż służył w Wehrmachcie, to i tak nie skaził się doktryną hitlerowskich Niemiec. Wierzył, że po zakończeniu wojny nie ma się czego obawiać. Nagle okazuje się, że jest zupełnie inaczej…

Przedstawienie rozpoczyna się wykładem reguł jakie obowiązują na okręcie – te zdecydowanie różnią się od, panujących na lądzie, zasad współżycia obywatelskiego. Świat statku to swoisty mikrokosmos, który rządzi się on swoimi prawami. Najważniejszy jest tu Kapitan, który sprawuje władzę absolutną – to on podejmuje kluczowe decyzje o tym czy np. zatopić trzydzieści osób, aby uratować pozostałe sześćdziesiąt.

Akcja spektaklu zawiązuje się, gdy małżeństwo zostaje zaproszone na obiad. Przed spożyciem posiłku mężczyzna z obsługi daje wykład sztuki savoir-vivre’u. Podczas jedzenia bohaterkę nachodzą głosy stewardów, mówiących o tym, jak zachowywać się przy stole. Drobne podpowiedzi urastają w tej scenie do rangi stręczycielsko wpojonych reguł, które przetasowują się w świadomości Lizy. Nie tylko ona jednak pada ofiarą pouczeń obsługi hotelowej, ponieważ nieoczekiwanie światło przenosi się ze sceny na widownię. Troje stewardów, którzy swoją postawą przypominają SS-manów, rozpoczyna indoktrynację widzów – następuje ponowny wykład sztuki dobrego zachowania się przy stole, który, z grzecznego tonu, przechodzi w krzyk, nakaz wzbudzający niechęć i podejrzliwość.

Najważniejsza jest w tym przedstawieniu postać Lizy. Od samego początku jest ona dziwnie obca, nie do końca przytomna. Coraz gorzej się czuje, a powodem jej przygnębienia nie jest choroba ciała, lecz ducha. Kilkanaście lat po wojnie to nie Marta, ale Liza staje się więźniarką – niewolnicą świata luksusu i własnego lęku. Do głosu jej myśli dochodzi to, co wyparte ze świadomości To, o czym nie chce pamiętać, lub nawet o czym udało jej się zapomnieć, nie jest w rzeczywistości tym, czego w ogóle nie było. Liza – tak jak każdy człowiek – żyje obciążona balastem przeszłości. Jak chce się od niego uwolnić? Od natarczywie powracających w myślach wspomnień nie ma ucieczki. Pozostaje jedynie próba konfrontacji z nimi, dlatego też główna bohaterka zaczyna szukać Marty. Wraz ze stewardem schodzi na coraz to niższe poziomy statku tak, jakby schodziła w głąb własnej psychiki – do sfery tego, co zapomniane i wyparte. Jeszcze raz spotyka się z byłą więźniarka obozu koncentracyjnego. Nie jest to jednak spotkanie po latach, lecz przywołanie wspomnień. Bardzo ciekawym zabiegiem jest sprowadzenie postaci Marty do statycznej figury, której sylwetka co jakiś czas jawi się przed oczami widzów i bohaterki. Schodzi ona ze sceny, zasiada na widowni, po czym ponownie ingeruje w sceniczny świat. Można pokusić się o stwierdzenie, że jest ona uosobieniem sumienia Lizy.

W niepozornej historyjce, w której prym wiedzie relacja między Walterem, Lizą i Martą reżyserka przemyca refleksje dotyczące współczesnego społeczeństwa. Korczakowska w swoim przedstawieniu stawia znak równości pomiędzy: zniewoleniem jednostki, które miało miejsce w Auschwitz, a tym które ma miejsce we współczesnym świecie. Zajmuje się tutaj, nie tyle cierpieniem i doświadczeniem obozowym, ile mechanizmem jego funkcjonowania i swoistym stanem wyjątkowym jaki jest weń wpisany. Podpierając się filozofią Georgia Agambena realizatorka ujawnia, że mechanizm władzy jest taki sam. Mimo, że żyjemy w demokratycznym państwie – pod powłoką tego co ugładzone, luksusowe, bezpieczne czyha to, co zagraża szeroko rozumianemu człowieczeństwu. 

Przedstawienie Natalii Korczakowskiej jest niezwykle bogate w sensy. Na uwagę zasługują wybrane sceny tj. działanie Waltera z wiosłem, który opowiadając historię z przeszłości manewruje nim tak, jakby cofał wskazówki zegara. Niezwykle kontrowersyjnym zabiegiem jest obraz tresury żywego psa. Początkowo ten wskakuje na stół, reaguje na komendy zyskując sobie sympatię widzów. Po uderzeniu ręki – batem – pies przystępuje jednak do ataku – na naszych oczach przemienia się w bestię. W pamięć zapada też obraz monotonnego demontowania pokładowych desek – odczytywanie ich numerów i segregacja – na lewo, na prawo, który przywodzi na myśl sceny selekcji ludzi w Auschwitz.

„Pasażerka” Korczakowskiej to mocne i odważne odczytanie tekstu Zofii Posmycz. Choć może ono budzić skrajne opinie trzeba przyznać, że jest to inteligentny i ważny głos w refleksji nad współczesnym światem i demokracją, która, z pozoru tylko daje człowiekowi wolność. Pod powłoką pełnych troski o obywatela haseł buduje bowiem szczelne aparaty zniewolenia człowieka, które są dla niego zagrożeniem.

Katarzyna Łuczyńska
Dziennik Teatralny Wrocław
25 lutego 2009

Książka tygodnia

Życie niedokończone
Wydawnictwo Żywosłowie
Lech Raczak, Jacek Głomb

Trailer tygodnia