Rekonstrukcja zbrodni zwanej okresem dorastania

"Panna Nikt" - reż. Paweł Passini - Wrocławski Teatr Współczesny

Paweł Passini zrealizował w Teatrze Współczesnym we Wrocławiu spektakl na kanwie powieści Tomka Tryzny „Panna Nikt", zostawił zarówno tytuł, jak i wiele literackich opisów, szczególnie przeżyć wewnętrznych głównej bohaterki. Marysia Kawczak jest mieszanką Ani z Zielonego Wzgórza i dziewczyn z „Cześć, Tereska" albo „Galerianek".

Przybywa z rodzicami z małego Jawiszowa do Wałbrzycha na wielotysięczne osiedle mieszkalne. Jednak blokowisko, zamiast awansem społecznym, staje się tragedią rodzinną. I to jest punktem wyjścia przedstawienia, analiza motywów popełnienia samobójstwa przez spokojną do tej pory, grzeczną nastolatkę. Widzowie zostają wrzuceni w opowieść niejako od jej finału, obserwują jałowe dyskusje dorosłych : rodziców jej i jej przyjaciółek, pedagoga szkolnego , nauczycielki i młodzieży z jej otoczenia o powodach jej decyzji. Tylko w tej jednej scenie widać jakąś ich wspólnotę, potem już rozpada się na dwa światy : „przegranych" i zepsutych dorosłych oraz pewnych siebie, widzących drugie dno, ich dzieci.

Spektakl jest jak pudełko pełne niespodzianek, opowieść o pannie Nikt widziana jest z perspektywy tajemniczego chłopca, Pana Nikt, jej alterego ( wyrazisty i liryczny Krzysztof Boczkowski) , który porozumiewa się z nią za pomocą listów. Ich metafizyczne porozumienie nadaje scenom poetycki klimat. W ogóle reżyser nasyca prozę Tryzny maksymalną dawką baśniowości, maskującej strach i wulgarność. Wydaje się, że znalazł w tym pewien mechanizm obronny na doświadczanie tak silnych emocji i przeżyć u istot, przeżywających życiową inicjację. Nie brak scen podkreślających animalizm i demoniczność ludzkiej natury, już od zarania ( taniec Kasi, ukryty w klatce potwór – komentator). Każdy ma jakby swoje dwa oblicza, główna bohaterka Marysia z początku grzeczna i wręcz aspołeczna, szybko adaptuje się w nowym środowisku i przeżywa metamorfozę w bezwzględną, zimną i wyrachowaną dziewczynę. Reżyser genialnie oddaje psychologizm, łatwość manipulowania drugim człowiekiem i tragiczne jego skutki. Jej przebojowe „przyjaciółki" czyli Kasia i Ewa ( Aleksandra Karpiuk, Milena Staszuk) bawią się naiwną Majką, przebierają ją, uczą zachowań, w końcu kumulują w niej swoje najgorsze cechy. Ich bogate domy, rodzice są pokazani jako mało odpowiedzialni o rozwój dziecka, puści i egoistyczni ludzie, zapewniający tylko pozorną uwagę (karykaturalni, nowocześni Maciej Tomaszewski i Renata Kościelniak, skandują co chwila : " lecę", „pędzę" „już mnie nie ma"). Największą jednak uwagę przyciąga właśnie Kasia, zarówno w teatrze ,jak i w powieści kreuje się nią na wielką artystkę, skomplikowaną, o dużych problemach psychicznych. Aleksandra Karpiuk, aktorka o wielkiej charyzmie, balansuje na najwyższych emocjach, oddaje stan psychicznego rozedrgania, tęsknoty za miłością i uwagą. Kłębi się w niej jakaś prawieczna, nieokiełznana kobiecość, która nieujarzmiona przeradza się w szaleństwo.

Marysia czyli Katarzyna Pietruska, aktorka grająca gościnnie, związana z teatrem Wierszalin, tworzy swą rolę na schizofrenicznych odcieniach, od subtelności przechodzi w chłód emocjonalny, od nadmiernej skromności w megalomanię i obojętność na los swojej rodziny. Oddala się na lata świetlne od swojego rodzeństwa, rodziców, których uważa za nie pasujących do nowego otoczenia. Jej monodramy przykuwają dawką szczerych emocji, nadmierną, egzaltowaną wyobraźnią i poetycką delikatnością w percepcji świata. Pozornie poprawnie funkcjonujący świat osiedla, szkoły w makroskali okazuje się chory, zagmatwany i patologicznie „niedorosły". Nikt nie ponosi odpowiedzialności. Winny zła jest Dżigi , fikcyjny potwór, stworzony przez rozbudzoną intelektualnie i artystycznie Kasię, chorą z samotności. Dżigi istnieje na pograniczu światów, zabiera ,posłusznym jemu bohaterkom, duszę, w zamian za talent i bajeczne życie. Poruszający jest ten wątek obrazowania zła przez dojrzewające nastolatki, pociąga je strach i wydaje się być atrakcyjniejszy niż nudna rzeczywistość, w której trzeba funkcjonować jak automat. Nieobce jest im okrucieństwo ( przemoc w scenie bójki Kasi i chłopca).

Klamrą spektaklu jest scena 50 – tych urodzin Marysi zrealizowana w szekspirowskiej poetyce. Bohaterowie w bajkowych, barokowych kostiumach stają się dworem podstarzałej „dziewczyny", której nastoletnie truchło straszy smrodem z piwnicy. Zepchnięte w podświadomość, niechciane i zabite przez zdrowy rozsądek dorosłych. Realizm przegrywa z marzeniami. Nie wiemy do końca, co jest prawdą, a co tylko koszmarem sennym. Bohaterka upada symbolicznie czy naprawdę? Zostańmy z tą tajemnicą.

Dla mnie jest to przede wszystkim jednak spektakl o złu, o jego genezie. Czy uosabia je śmieszny, biegający po scenie i straszący głosem rodem z „Przyjaciela wesołego diabła" stworek? Nie, rodzi się ono znacznie głębiej, w środku zarówno dziecka, dorosłego i najbardziej podatnego na nie, przeżywającego wszystko silniej, nastolatka. Trzy piękne, mądre dziewczyny, grzech, samotność i zło. Ten nierozerwalnie ze sobą związany łańcuch snuje się przez cały czas po scenie, oplatając coraz szczelniej i silniej. Okrucieństwo, władza, która sprawia perwersyjną przyjemność ( scena wydawania rozkazów przez Majkę i Ewę), myślę, że Passini poszedł dużo dalej w interpretacji „Panny Nikt" niż Wajda. Choć niektóre sceny bardzo przypominają te filmowe, może to też być zarzutem, chyba, że ktoś jest sentymentalny. Myślę, że bardziej adekwatny tytuł spektaklu z Teatru Współczesnego to : Egzorcyzmy Panny Nikt.

 

Justyna Nawrocka
Dziennik Teatralny Wrocław
8 czerwca 2017
Portrety
Paweł Passini

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

12. Festiwal Sztuk Alt...
Paweł Wrona
Odkrywanie świata sztuk alternatywnyc...