Rękopis znaleziony w tramwaju nr 6

"Poczet Królów Polskich" - reż. Krzysztof Garbaczewski - Stary Teatr w Krakowie

Wtorek, wczesne popołudnie, tramwaj "szóstka”, drugi wagon, prawie pusto, pod krzesłem przy drzwiach – tornister w szkocką kratę. Podnoszę, rozglądam się – żadnego ucznia w pobliżu. Siadam, grzebię w tornistrze, szukam nazwiska, adresu, przecież trzeba zwrócić zgubę. Brak danych.

Są książki, jest piórnik, drugie śniadanie i zeszyt. Zeszyt do polskiego. Na okładce tylko: "Klasa VI a”. W środku wypracowanie domowe na temat: "Twoje przemyślenia po wizycie w Narodowym Starym Teatrze”. Czytam.

Na lekcji plastyki przerabialiśmy portrety polskich władców, które namalował pan Jana Matejko. Później pani od polskiego wzięła naszą klasę do teatru na przedstawienie pana Krzysztofa Garbaczewskiego Poczet królów polskich. Przedstawienie bardzo mi się podobało i chcę powiedzieć, że pan Matejko jest mniej pouczający od pana Garbaczewskiego. Chodzi mi o to, że u pana Matejki nie ma gałęzi, a u pana Garbaczewskiego są gałęzie. Jedna z aktorek występuje z badylami na głowię. Przypominała jelenia. Badyle były dwa, oba suche. Bardzo smutno mi się zrobiło. Pomyślałem, jaka przyszłość czeka polskie lasy, bo kominy dymią bardzo. Za chwilę pomyślałem, że lasy sobie jakoś poradzą, bo dużo ich, i że gorzej mają rośliny w moim mieście. Jak o tym pomyślałem, to do końca przedstawienia nie mogłem myśleć o niczym innym.W naszym mieście roślin mało, a samochodów sporo i dymią bardziej niż kominy. Dlatego rośliny są dziwne, niewyrośnięte, jakby im jeść nie dawali. Jest parę dużych, ale większość mała. I dziwny kolor mają. Wszystko z winy brudnego powietrza. No i jest tylko trawa, krzaki i drzewa. Innej przyrody brak. Od lat nie ma w naszym mieście ani borowików, kozaków, kani, maślaków, muchomorów i opieńków, ani borówek, ani jeżyn, ani poziomek. Znikła też huba. Od dawna niedźwiedź nie żeruje na placu Szczepańskim, orzeł bielik nie wije gniazda na dzwonie Zygmunta świstak nie gwiżdże pod Barbakanem, kozica nie skacze po Bramie Floriańskiej, dzik nie ryje na Plantach i żubr nie skubie trawy na wiślanych bulwarach. I nawet moja babcia nie pamięta kiedy ostatni raz złapała w Krakowie zaskrońca. Złe powietrze zabija przyrodę naszego miasta. Dwa suche badyle na głowie aktorki są tego smutnym symbolem. Badyle są też apelem, że trzeba coś zrobić. Dzięki teatrowi - wiem już, co.

Dziękuję teatrowi. Okazało się, że teatr jest potrzebny. Nie miałem pojęcia a teraz mam: teatr rozwija pozytywne myślenie. Moje rozwinął bardzo. Dziękuję również panu Garbaczewskiemu za inspirację. Dzięki niej odnalazłem cel w życiu. Dzięki smutnym badylom pana Garbaczewskiego mam pewność: jak dorosnę, zostanę leśniczym Krakowa i ocalę badyle". Podpisano: Zdziś.

Jest czwartek. Martwię się, czy zdołam oddać tornister, lecz o przyszłość Zdzisia jestem spokojny, zupełnie spokojny. Nawet jeśli nie uda mu się zostać leśniczym Krakowa, śmiało może być recenzentem teatralnym - ważnym członkiem oddziału zwanego Nową Siłą Krytyczną. Co tam jutro! Zdziś już dziś pisze jak oni! Oto skupił się na "Poczcie królów polskich", myśl napiął niczym cięciwę, palec w usta wsadził i ssanie rozpoczął, a gdy skończył, przedstawieniu fatalnemu tak, że go w istocie nie ma, lekko dopisał, co wyssał: szlachetną ideę, przesłanie strzeliście humanistyczne. Trzeba ratować naszą przyrodę! Jeśli o mnie chodzi - w pełni to popieram.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
16 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia