Rezygnując ze szczęścia

"Prześwit" - reż: Jacek Orłowski - Teatr im. Jaracza w Łodzi

Każdy człowiek w swoim życiu pragnie zdobyć szczęście. Tworzy plany, marzenia, a następnie dąży do ich realizacji. Niepowodzenia często bywają bardzo bolesne i potrafią zmienić całą rzeczywistość.

Taki problem dotyka Kyrę (Anna Sarna), bohaterkę sztuki Davida Hare’a „Prześwit”. Miała wszystko - wspaniałego kochanka Toma (Bronisław Wrocławski), przyjaźń jego żony Alice i dzieci. Twierdziła, że nie robi nikomu krzywdy, bo przecież miłość krzywdzić nie może. Niestety szczęście nie trwa wiecznie - żona dowiaduje się o romansie, a Kyra decyduje się zniknąć.

Bohaterów sztuki poznajemy po kilku latach od rozstania, kiedy Alice umiera i wydawać by się mogło, że nie ma powodów, żeby kochający się ludzie nie mogli znowu być razem. Jednak rzeczywistość okazuje się być inna. Niezapowiedziana wizyta Toma w mieszkaniu Kyry i wielogodzinna rozmowa pokazuje, jak wiele się zmieniło i jak bardzo wydarzenia z przeszłości wpłynęły na ich losy. Kyra prowadzi ascetyczny tryb życia - w jej mieszkaniu nie ma ogrzewania, jada nieświeżą żywność, a praca, w której rzekomo się spełnia, to opieka nad trudną młodzieżą, w której nikt nie jest w stanie wytrzymać. Tom natomiast stał się osobą, od której nawet syn (Marcin Łuczak) się wyprowadził, nie mogąc znieść dziwacznego zachowania ojca.

Rozmowy, które prowadzą ze sobą bohaterowie, odsłaniają wydarzenia z przeszłości oraz pokazują jak bardzo wpływają one na teraźniejszość. Sześcioletni romans, jaki prowadzili Tom i Kyra, okazał się bowiem najpiękniejszym okresem w ich życiu, ale również czasem, który ich zniszczył. Tom odsunął się od świata, a Kyra zrezygnowała ze szczęścia aby odkupić swoje winy. Pomimo uczucia, jakie ich łączy i wielkiej namiętności porozumienie staje się bardzo trudne.

Ta banalna historia okazała się świetnym materiałem do pokazania aktorskiego kunsztu. Całe sceniczne działanie stanowią rozmowy, a więc uwaga zostaje skupiona tylko na aktorach, którzy grają na niemalże ogołoconej scenie. Sarna i Wrocławski zarysowują wspaniałe portrety psychologiczne swoich postaci. Świetnie wchodzą w swoje role, wciągając publiczność w problemy bohaterów. Gra aktorska jest bardzo precyzyjnie wyważona, a przy tym niezwykle przejmująca, ale bez zbędnego przerysowania. Grając z takim duetem na porażkę nie mógł sobie też pozwolić młody Marcin Łuczak, wcielając się w postać Edwarda, syna Toma.

Było dużo wzruszeń, świetna gra aktorska oraz ciekawy zamysł reżyserski, czyli wszystko to, czego po „jaraczowej” scenie można się spodziewać.

Kamila Golik
Dziennik Teatralny Łódź
6 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...