Robaczywa rzeczywistość a codzienność

"Przemiana" - reż: M. Miklasz - Teatr Stary, Kraków

Symultaniczne zderzenie dwóch rzeczywistości - porządku życia zwykłej, mieszczańskiej rodziny i porządku życia Gregora Samsa - jest dla reżyserki spektaklu "Przemiana" Magdaleny Miklasz bazą, na której buduje swój spektakl. W efekcie czego powstaje bardzo intrygujący i poruszający sceniczny obraz zderzenia Kafkowskiego "robactwa" z monotonią życia codziennego.

Gregora Samsa (Wiktor Loga-Skarczewski) poznajemy już w foyer teatru Starego. Prokurent (Andrzej Rozmus), którego osobowość i sposób bycia to ewidentny kontrapunkt wobec Kafkowskiego głównego bohatera, wbiega do teatru, wskakuje na jedną z teatralnych lad i ogłasza wszystkim, że przed chwilą całował się z dziewczyną. Jego monolog jest bardzo ekspresyjny, zdradza potrzebę emocjonalnych uniesień, którymi otwarcie dzieli się z przypadkowo zebraną grupą ludzi. Gregor to wyobcowany spokojny mężczyzna, który przemawia do widzów spod ściany. Od samego początku przejawia tendencję do alienacji, brak umiejętności otwartego obcowania z innymi. Życie to dla niego zbiór mechanicznie wykonywanych czynności – czego najlepszym wyrazem będzie scena, w której Gregor kilkakrotnie, w ten sam nerwowy i nienaturalny sposób będzie się zrywał z łóżka, wybiegał z podłużnymi gąbkami na plecach i wracał. Nie na rękę jest mu bezpośrednie i odważne zachowanie Prokurenta.  

Pokoje mieszkania, w którym rozgrywa się akcja to podesty o różnej wysokości, na której znajdują się pojedyncze meble lub przedmioty konkretyzujące każdą małą – wyodrębnioną z całej, estetycznie spójnej całości – przestrzeń. W kuchni jest więc stół i krzesła, na stole jabłka. Pokój Gregora to łóżko wtapiające się w podłogę i okno. W salonie znajduje się tylko duży, żółty fotel i wisząca pod sufitem paprotka. Obok kuchni domowy kącik krawiecki, w pokoju Grety natomiast mata, wykorzystywana do praktyki jogi. Dom zaprogramowany jest życiem poszczególnych domowników, które mijają się zazębiają co jakiś czas przy wspólnym stole w kuchni. Każdy z nich posiada swój własny, bardzo widoczny, charakteryzujący go kontur. Matka to niespełniona projektantka mody, której nie pozostało nic innego jak szycie niekończącego się, wychodzącego z podłogi, żółtego materiału. Ojciec to uroczy choć mocno już nie dzisiejszy (mimo zamiłowania do radiowych, współczesnych hitów) starszy człowiek, dla którego dzień zaczyna się od czytania gazety codziennej, a kończy w fotelu. Greta to dobrze zapowiadająca się młoda skrzypaczka, w wolnych chwilach oddająca się produkcją dobrej energii poprzez jogę. Konturowość i jednoznaczność nie przeszkadza. Jest znakomitą kontrą wobec „przemiany” zachodzącej w pokoju Gregora, która intryguje, swą niejednoznacznością. Widz skonfrontowany jest z uporządkowanym dniem rodziny Samsa, w której nieoczekiwanie dochodzi do przełamania konwencji codzienności.

Gregor-robak to bardzo estetyczny i ruchowo precyzyjnie poprowadzony twór sceniczny. Reżyserka robactwo głównego bohatera potraktowała na wpół dosłownie i na wpół metaforycznie, co w efekcie wypada naprawdę bardzo ciekawie. Biała zwykła koszulka, którą Gregor naciąga na swoją głowę i kolana sprawia, że obraz robaka, który mamy przed sobą jest niezwykle poruszający. Apatyczność Gregora spowodowana jego niecodziennym przeobrażeniem miesza się ze zwykłymi czynnościami charakterystycznymi dla każdego owada. Mężczyzna przyjmuje formę bezkształtnego androida, który żyje swoim własnym życiem, w swojej małej ciasnej i skorumpowanej przestrzeni. Próbuje pełzać po ścianach albo znika pod podłogą.

Niezwykle ważne w spektaklu są dłonie, zarówno na poziomie tekstu (o nich mówi i Prokurent i Gregor na samym początku), jak i na poziomie formy (to przy ich pomocy Greta będzie probowała porozumieć się ze swoim bratem). W przedstawieniu są symbolem piękna, przemijania (im starsze tym mniej subtelne, bardziej pomarszczone i niesforne w swoich ruchach). Poprzez co w jakiś sposób stają się również symboliczną przestrzenią zmian zachodzących w człowieku. Ponadto to właśnie za pomocą dłoni ojciec Gregora zacznie gwałtownie, w akcie rozpaczy i bezradności, roztrzaskiwać jabłka znajdujące się na stole. Piękne czerwono-zielone owoce okażą się być przecież robaczywe. Atmosfera i porządek życia w rodzinie Samsa zostanie zatruty przez małego owada, którego próba akceptacji nie powiedzie się. Ostatecznie bowiem współmieszkańcy postanowią otworzyć okno w pokoju Gregora, by ten mógł im pozwolić wrócić do „normalnej” rzeczywistości.

Punktem kulminacyjnym spektaklu, do momentu którego sukcesywnie budowane jest napięcie przedstawienia, to scena próby wdarcia się do pokoju Gregora przez Prokurenta i ojca. Scena niezwykle mocna, bardzo dobrze zagrana, pełna krzyku, furii a jednocześnie bezsilności i rozpaczy. Bardzo bolesne obnażenie przemiany Gregora, który swą „nową” fizyczność manifestuje bardzo gwałtownym i niezwykle przejmującym rozebraniem się a w zasadzie zdarciem z siebie ubrań. Jej następstwem będzie próba zdeptania Gregora, który od pewnego momentu stanie się ciężarem dla swojej rodziny.

Spektakl kończy się bardzo wyciszoną sceną, w której Greta bardzo powoli gryzie podniesione z ziemi jabłko, jedno z niewielu, które nie zostanie zniszczone przez ojca. Wszystko wraca do punktu wyjścia. Okno zostało otwarte, problem został rozwiązany. Jabłka znów nadają się do jedzenia.

Magda Jasińska
Dziennik Teatralny Kraków
24 grudnia 2010

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia