Robale rządzą teatrem

"Co w trawie piszczy?" - reż. Radosław Kasiukiewicz - Wrocławski Teatr Lalek

"Co w trawie piszczy?" to najnowszy spektakl Wrocławskiego Teatru Lalek adresowany do dzieci. Sobotnia premiera była niewątpliwym sukcesem - entuzjastyczny odbiór miał wynagrodzić wielomiesięczne trudy sztabu osób pracujących nad przedstawieniem.

Dyrektor teatru Roberto Skolmowski nie krył zmęczenia, lecz przede wszystkim: satysfakcji. Tradycyjnie już osobiście witał najmłodszych widzów i ich rodziców, zapraszając na widownię. W bocznych salach foyer ustawiono komputery z edukacyjną grą komputerową o owadach, przygotowaną na zamówienie teatru przez Jacka Szleszyńskiego – artystę wideo, grafika i multimedialistę. Dzieci z wielką ochotą poznawały tę grę (dostępną też w Internecie). Pełna energii, głośna dziecięca publiczność oczekiwała przedstawienia z dreszczem emocji. Bywały też, raczej wśród dorosłych, sceptyczne głosy: bo cóż można powiedzieć o robakach – w dodatku w teatrze? Czy to na pewno odpowiednie miejsce na lekcję biologii i pokazywanie nudnych insektów?…

Już od pierwszych scen spektakl oczarował publiczność. Głównie za sprawą perfekcyjnie stworzonych kostiumów i dekoracji. Żmudna praca specjalnego odlewania wszystkich tych form z żywicy, prowadzona pieczołowicie na przestrzeni wielu miesięcy, opłaciła się! Wrażenie prawdziwości łączki, larw i innych kolejno pojawiających się owadów było kapitalne! Równie wysoko ocenić należy technikę światła, ogólną kolorystykę i dopieszczoną warstwę muzyczną.

Treść przedstawienia to historia żywych istot zamieszkujących łączkę – głównymi bohaterami są tu dwie larwy – które, jak same śpiewają, jeszcze nie wiedzą, co z nich wyrośnie. Od starego chrząszcza dowiadują się one, że łące grozi zagłada – nadjeżdża groźny traktor! Sam chrząszcz heroicznie rzuca się do walki z traktorem (którą, jak głosi wieść, przegrywa), a dwoje robaków zaczyna nawoływać pozostałych mieszkańców do ucieczki. Wyjawiają przy tym swoje owadzie lęki, lecz również nadzieje i marzenia – pełni są optymizmu i przekornego humoru. Z postaciami tymi miały zapewne identyfikować się same dzieci. Jest to możliwe – robale są beztroskie, wesołe i lubią zabawę. Wymaga wszakże refleksji, czy język, jakim mówią, to na pewno jest język dzieci.

W skądinąd fantastycznym opracowaniu dramaturgicznym Mateusza Pakuły ci bohaterowie mówią dość niechlujnie (co nie wyklucza, że twórczo) w tzw. młodzieżowym slangu z natrętnym „joł joł joł” na czele. Czy to jest bogata mowa dzieci, czy zubożona mowa ich nastoletnich kolegów, oddaję pod rozwagę twórcom. W każdym razie larwy konsekwentnie rapują i nie tracą swego oślizłego, robaczego ruchu. Leksykalnie za trudny dla najmłodszych jest np. dialog ze skolopendrą (abstrakcyjne słowa i zwroty) – być może to zamierzone. W kreatywnej warstwie językowej, połączonej z udaną aktorską interpretacją, przoduje m.in. żuk – przybyszka amerykańska, z charakterystycznym akcentem informujący, ze wraca do Manhattanu. Podobnie inne postacie i ich głosy, jak flegmatyczny patyczak Gosia, sfrustrowany świerszcz czy upiorna czarna wdowa, to wierne kopie oryginałów ze świata przyrody, ubarwione cechami osobowości. Są jednocześnie imponująco animowane przez artystów. Robaki rozmawiają z mieszkańcami łączki, pomysłowo reagują na inwazję szarańczy, by w końcu przejść metamorfozę… A co stanie się z łączką: przetrwa czy zginie? I czy możliwe, byśmy ujrzeli jeszcze raz chrząszcza? Na te pytania odpowie już czytelnikom-widzom Teatr.

Przesłaniem, stanowiącym kluczowy motyw spektaklu, jest szacunek do najmniejszych stworzeń i ochrona przyrody. Powstanie takiego scenariusza uzasadnia zapewne ekologiczna postawa jego twórców: Lidii Amejko i Marcina Czuba. Przy czym nie jest to manifestacja, lecz pełna interesującej wiedzy biologicznej sztuka teatralna. Informacje o życiu owadów podane są lekko i przystępnie, a zakończeniem jest krótka prelekcja pracownika wrocławskiego Zoo (podczas premiery jego dyrektora, Radosława Ratajszczaka) prezentującego żywe owady i zachęcającego do zauważenia ich. Wyciągane z pojemników owady (niegroźne) dyrektor trzymał w ręce i opowiadał o ich warunkach życia oraz obyczajach. Kamera pozwalała, by na scenicznym telebimie widzieli je dokładnie widzowie z dalszych rzędów.

Zdaje się, że grupowe wyprawy do Wrocławskiego Teatru Lalek będą organizować odtąd nie tylko nauczycielki przedszkoli i młodszych klas szkół podstawowych, lecz również nauczyciele przyrody. Zainteresowanie przedmiotem może okazać się bezcenne.

Zespołowi Wrocławskiego Teatru Lalek należą się wielkie gratulacje. Trafność produkcji mogą najlepiej potwierdzić mali widzowie – i przypuszczam, że tak uczynią: przez swoją obecność.

Amelia Kiełbawska
Dziennik Teatralny Wrocław
14 września 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia