Robimy "Halkę" z miłości do tego utworu

"Halka" - reż. Jarosław Kilian - Teatr Wielki w Łodzi

Moniuszko w "Strasznym dworze" rzeczywiście dla publiczności światowej może nie być odebrany wprost, bo historia jest tak bardzo polska. Natomiast "Halka" jest historią uniwersalną. Historią o miłości, która dodatkowo posiada ten niezwykły kolor Polski. I to jest arcydzieło, o które powinniśmy walczyć, żeby przebijać się z nim do świadomości melomanów, zwłaszcza na świecie. Chciałbym, aby nasza produkcja została zarejestrowana. Mogłaby być wydana i pokazana w świecie, bo uważam, że za mało robimy w tym kierunku, aby "Halka" Moniuszki stanęła na czele polskich oper eksportowych.

O Halce Stanisława Moniuszki rozmawiają Wojciech Rodek, kierownik muzyczny oraz Jarosław Kilian, reżyser spektaklu.

Jarosław Kilian: Zacznę od tego, że bardzo sobie cenię, że dyrektor Wojciech Rodek z tak wielkim respektem podchodzi do partytury Halki. Wszystkie vide są starannie omawiane i dyskutowane. Wszelkie zmiany w tej partyturze są bardzo przemyślane. Wydaje mi się to bardzo słuszne, bo mamy do czynienia właściwie z arcydziełem – utworem świetnie skomponowanym, ze znakomitym tekstem muzycznym i jednym z pierwszych w ogóle na świecie dramatów muzycznych.

Wojciech Rodek: To jest także czas, kiedy rozpoczął swoją twórczość Ryszard Wagner, ale inne kierunki narodowe były kompletnie różne. Stanisław Moniuszko, zapewne w jakiś sposób zainspirowany Wagnerem, stworzył arcydzieło. Pisał Halkę jak gdyby dwukrotnie, ponieważ pierwsza wersja tej opery powstawała w Wilnie – ona była trochę krótsza, prostsza, dwuaktowa...

JK: Bez słynnych arii, bez Gdybym rannym słonkiem, bez Szumią jodły na gór szczycie...

WR: Tak, bez najsłynniejszych fragmentów, które w tej chwili stanowią o jej wartości największej. Powróćmy jednak do kwestii, dlaczego w ogóle trzeba zastosować jakieś skróty. De facto nie wiadomo jak wyglądała premiera Halki. Wiemy, że opera była przerabiana z wersji wileńskiej do wersji warszawskiej, że wszystkie fragmenty wileńskie włączał Moniuszko do wersji warszawskiej, natomiast ostatecznie nie mamy źródła, które powiedziałoby jak wyglądała Halka na premierze. A trzeba pamiętać, że nie mieliśmy wtedy do dyspozycji wspaniałych wydawnictw. Polska wówczas nie istniała. To jest zupełnie inny przypadek niż przykład tradycji włoskiej, niemieckiej czy rosyjskiej tamtego okresu. Nasze skróty są tylko takie, które przyjęła tradycja i które wydrukowane są w partyturze. Opracowywali Moniuszkę wielcy twórcy: Kazimierz Sikorski, Grzegorz Fitelberg, Witold Rowicki. To nie jest tak, że oni coś zepsuli. Oni pomagali tej partyturze. Być może w tej chwili brzmi ona bardziej nowocześnie, ale nic na tym nie traci. Wręcz przeciwnie. Opracowania powstały po to, żeby poprawić ewidentne błędny, drobiazgi w instrumentacji, które nie wpływają kompletnie na dzieło Moniuszki.

JK: Z respektem traktuję doskonałą, dramaturgiczną strukturę tej opery. Halka Moniuszki i Wolskiego to jest po prostu dramat. Dramat, w którym nośnikiem jest nie tylko libretto, ale też muzyka. Pomysł, aby bohaterem partytury była kobieta z ludu jest pionierski – przecież to XIX wiek! Kobieta, która chce walczyć o swoją miłość staje się bohaterką. To jest niezwykłe. Jest to jedna z pierwszych tak odważnych decyzji dramaturgicznych w literaturze operowej. Muzycznemu dramatowi towarzyszą znakomicie skomponowane melodie.

WR: Są niesłychanie wzruszające. Ciarki chodzą po plecach, kiedy po raz ostatni pokazuje się Halka, kiedy Jontek śpiewa swoją słynną arię, ale jest też mnóstwo innych fragmentów. Te melodie są tak dobre, że naprawdę jest wielką tajemnicą, dlaczego Halka nie jest grana na całym świecie jako pozycja repertuarowa stała, stojąca na równi, a może nawet ponad wieloma dziełami?

JK: Ponad Smetaną na pewno.

WR: Nie mówiąc o już operach włoskich. Nawet (może to się komuś nie spodoba) ponad Donizettim, Rossinim. Naprawdę jest to dzieło wyjątkowe. Co ciekawe wśród internetowych źródeł jest nagranie z 1952 roku z Teatru Bolszoj w Moskwie z najwybitniejszymi artystami tego teatru i wybitnym dyrygentem Kiryłem Kondraszynem. To nie jest przypadek, że w Teatrze Bolszoj największe gwiazdy śpiewały właśnie Halkę. Był czas kiedy Halka była rzeczywiście niezwykle znana i często grywana. Niestety, teraz jest inaczej. To się wiąże również z sytuacją, kiedy Halka powstała. Nie miał jej kto promować. Nie było Polski. Kultura polska była ukrywana, to nie było coś, czym można było się wówczas chwalić. I to jest według mnie powód, dla którego Halka nie weszła do repertuaru światowego, a obecnie – przez to, że Moniuszko nie ma takiej pozycji jaką ma Verdi czy nawet Dworzak lub Weber, już nie mówię o wybitnych twórcach rosyjskich – wciąż jest niedoceniona.

JK: Halka jest uniwersalnym dziełem sztuki, mimo tego, albo właśnie dzięki temu, że tak silnie jest wpisany w dzieło Moniuszki idiom polskości. Ta opera dlatego jest uniwersalna, że tak bardzo zakorzeniona została w konkretnej kulturze – w kulturze poloneza, w kulturze mazura, w kulturze polskości. Ten idiom polskości jest tam niesłychanie widoczny. Opera ma w sobie pierwiastek słowiańskiej melancholii. Ale ta nostalgia okazuje się być bliska słuchaczom w innych kręgach kulturowych. Rzeczywiście ja też przeżywam wzruszenie, słuchając niektórych fragmentów. Mam nadzieję, że to też stanie się udziałem widzów, że to, co znane usłyszymy na nowo i na nowo doznamy tych wzruszeń, które towarzyszą istnieniu tej opery w polskiej kulturze od ponad 150 lat.

WR: Niestety, Polacy bardzo często lekceważą swoją twórczość. Uważamy, że wszystko co niepolskie jest znacznie lepsze. Moniuszko, który jest w Strasznym dworze, jest innym Moniuszką niż ten w Halce. Moniuszko w Strasznym dworze rzeczywiście dla publiczności światowej może nie być odebrany wprost, bo historia jest tak bardzo polska. Natomiast Halka jest historią uniwersalną. Historią o miłości, która dodatkowo posiada ten niezwykły kolor Polski. I to jest arcydzieło, o które powinniśmy walczyć, żeby przebijać się z nim do świadomości melomanów, zwłaszcza na świecie. Chciałbym, aby nasza produkcja została zarejestrowana. Mogłaby być wydana i pokazana w świecie, bo uważam, że za mało robimy w tym kierunku, aby Halka Moniuszki stanęła na czele polskich oper eksportowych.

JK: Jak widać obydwaj robimy tę operę z miłości do tego utworu. Rzeczywiście nie ma współczesnej rejestracji muzycznej Halki w całości. O ile wiem, jest tylko scenkowa, raz nagrana i nawet nie zdigitalizowana. To się nie mieści w głowie, że nie można kupić w Polsce nagrania Halki, narodowej opery polskiej.

WR: W tej chwili bardzo trudno ją zdobyć. Ja zdobyłem – francuska firma wydała to w 1986 roku. A i tak wydanie to nie jest do końca kompletne, powstało w latach siedemdziesiątych, zatem niedługo minie pół wieku...

JK: Ja jeszcze słowo o inscenizacji powiem. Myślałem o tym, że to jest Halka wpisana w żywioły. Tam każda z postaci jest też poddana działaniu żywiołów, potężnych namiętności. I te Jodły, które mają szumieć na gór szczycie... Tutaj posłużyłem się inspiracją zaczerpniętą ze zdjęć wybitnego polskiego fotografa Edwarda Hartwiga, który sfotografował wiatrołomy w górach, puszczę jodłową i świerkową po przejściu halnego. Ze zdjęć połamanych drzew skomponował jeden ze swych albumów fotograficznych. W scenografii posługuję się wręcz cytatami z fotografii Edwarda Hartwiga. Ekipa techniczna Teatru zwiozła potrzaskane przez wiatr drzewa zwalone huraganem w Puszczy Noteckiej. Z tych potężnych wiatrołomów komponowałem dekoracje. Jako od wichru krzew połamany, / Tak się duszyczka stargała – śpiewa Halka i ten żywioł wiatru tam powraca przy pomocy maszyny do wiatru, która też jest głosem w kanale orkiestrowym. Każdy z bohaterów Halki przeżywa swój dramat. Mamy do czynienia z bogatymi i skomplikowanymi postaciami: Janusz – bardzo współczesna figura mężczyzny, który nie bierze odpowiedzialności za swoje czyny, a którego przecież dręczy sumienie; Zofia, która traci swoją miłość i wiarę już na samym początku małżeństwa; Stolnik, który w gruncie rzeczy pogardza Januszem, bo traktuje go pomimo wszystko jak niegodnego zaufania bawidamka z dobrej familii, a oddaje mu jedyną córkę; Jontek – targany zazdrością, miłością i nienawiścią. Ludzkie dramaty są wpisane w ten utwór i staramy się wydobyć to, co jest tkanką ludzką tej opowieści. Halka to jednak coś więcej niż dobrze napisany melodramat. Opera ma dla mnie wymiar antycznej tragedii, w której protagoniści mierzą się ze swoim losem.
W ascetycznej scenografii pojawią się kostiumy historyczne – góralskie gunie i pasy, kontusze i fraki zaprojektowane przez Weronikę Karwowską. Kilometry tkanin żakardowych tkanych na starych krosnach, powstawały na specjalne zamówienie Teatru. Siła opery Moniuszki polega na jej pięknie i przejmujących emocjach. Nie chcemy nic na siłę uwspółcześniać. Halki naprawdę nie trzeba umieszczać w świecie korporacyjnych biur, by udowadniać, że to opera żywa i współczesna.

WR: Trzeba dodać, że w produkcji opery Halka biorą udział wspaniali artyści. Każda z postaci jest inna. Przez to, że te emocje są takie silne i osobiste, nie da się stworzyć dwóch takich samych Halek, dwóch takich samych Jontków, dwóch takich samych Januszów. Każdy przedstawia to jeszcze w inny sposób, więc warto może pójść nie jeden raz na Halkę, a nawet częściej, żeby zobaczyć, że ten utwór jest formą żywą. To nie jest tak, że my potrafimy zbudować kształt przedstawienia i możemy go reprodukować. Każde przedstawienie jest inne.
JK: To jest bardzo ciekawe, bo rzeczywiście obsada w niektórych partiach jest bardzo rozbudowana, tzn. ilość artystów, którzy przygotowują się do danej roli jest duża. Ja też nie szukam w rozwiązaniach scenicznych jakiejś jednej, narzuconej, uśrednionej wersji. Staram się iść za tym, co wnosi osobowość tych artystów. Nawet niektóre sytuacje nie są tożsame. Szukam czegoś, co każdemu pozwoli odnaleźć własnego bohatera w muzycznym dramacie.

WR: Podobnie jest w przebiegu muzycznym. Każdy śpiewa w inny sposób, każdy głos jest inny i z każdym głosem pracuje się w inny sposób, co warunkuje czasem inna pauzę, inne tempo. To wszystko jest tym elementem, który można nazwać „żywym wykonaniem". Ono nigdy nie jest takie samo.

JK: Bardzo się cieszymy, że współpracuje z nami Emil Wesołowski, wybitny polski choreograf, autor kilku ważnych realizacji w historii teatru polskiego XX i XXI wieku. Mamy doskonałego choreografa, który czuje ten „idiom polskości".

WR: Oby zbliżający się jubileusz 50-lecia naszego Teatru nie przytłoczył naszych działań. Zresztą jubileusz jest właśnie tą okazją, dzięki której Halka Moniuszki pojawi się na scenie teatru.

JK: Nie wiem jak pan dyrektor, ale ja mam tremę.

WR: Ja o tym w tej chwili kompletnie nie myślę. Rozpoczynając przedstawienie, myślimy tylko o nim. Nie myślimy czy to jest premiera, czy szeregowe przedstawienie. Nie ma to znaczenia. Za każdym razem utwór trzeba wykonać na nowo.

JK: W moim przypadku jest to trema połączona z nadzieją.

___

Jarosław Kilian - reżyser teatralny i operowy. Dziekan Wydziału Reżyserii Akademii Teatralnej i pedagog w Collegium Civitas. Dyrektor Teatru Lalka w Warszawie. W latach 1999-2010 był dyrektorem artystycznym Teatru Polskiego w Warszawie.
Wywodzi się z rodziny od trzech pokoleń związanej z teatrem (jest synem scenografa Adama Kiliana). Ukończył historię sztuki na Uniwersytecie Warszawskim i reżyserię w warszawskiej PWST. Odbył staż u Petera Brooka w Wiedniu. Stypendysta British Council i Departamentu Stanu USA. Od 1990 roku pracuje w teatrach dramatycznych i operowych w całej Polsce.
Jako reżyser realizował dramaty klasyczne, polski dramat romantyczny, sztuki współczesne, a także widowiska dla dzieci. Reżyserował opery Jaś i Małgosia Engelberta Humperdincka (Teatr Wielki w Łodzi, 1991), Kynolog w rozterce Henryka Czyża (Teatr Wielki – Opera Narodowa, 1993), Antygona Zbigniewa Rudzińskiego (Warszawska Opera Kameralna, 2001), Halka Stanisława Moniuszki (wersja wileńska; Pałac w Radziejowicach, 2008), Cud albo Krakowiaki i Górale Wojciecha Bogusławskiego / Jana Stefaniego (Teatr Wielki – Opera Narodowa, 2015) oraz widowiska plenerowe (Misterium, Świątynia Opatrzności, 1999). Był współautorem cyklu „Muzyka łagodzi obyczaje" w TVP. Zrealizował ponad czterdzieści spektakli teatralnych, widowisk plenerowych i telewizyjnych. Był współautorem scenariuszy wystaw plastycznych w najważniejszych muzeach warszawskich. Tłumaczył z angielskiego i francuskiego książki z dziedziny historii sztuki oraz literaturę dla dzieci (m.in. Przygody Tintina i Przygody Asterixa). Pełnił funkcję eksperta Europejskiej Komisji Kultury w Brukseli (program „Culture 2000").
Do jego ważniejszych realizacji teatralnych należą: Komedia omyłek Williama Szekspira (Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu, 1991), Balladyna Juliusza Słowackiego (Teatr Powszechny im. Zygmunta Hübnera w Warszawie, 1994), Kartoteka Tadeusza Różewicza (Teatr Miejski w Gdyni, 1994) oraz spektakle w Teatrze Polskim w Warszawie: Pastorałka Leona Schillera (1996), Sen nocy letniej (1998, 2003), Burza (2003), Jak wam się podoba (2006) i Opowieść zimowa (2009) Szekspira, Igraszki z diabłem Jana Drdy (1999), Zielona Gęś wg Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego (2000), Don Juan Moliera (2001), Balladyna Juliusza Słowackiego (2004), Odyseja wg Homera '(2005), Zemsta Aleksandra Fredry (2008). W Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie zrealizował m.in. Czarnoksiężnika z Krainy Oz Lymana Franka Bauma (2011) oraz dramat muzyczny Toma Stopparda i Andre Previna Pacjent EGBDF (Every Good Boy Deserves Favour, 2012). W Teatrze Muzycznym w Gdyni – musical Przygody Sindbada Żeglarza wg Bolesława Leśmiana z muzyka Grzegorza Turnaua (2014), a w roku 2015 wyreżyserował autorski spektakl Podróże Guliwera wg Jonathana Swifta w Teatrze Polskim w Warszawie.

___

Wojciech Rodek - absolwent dyrygentury w klasie prof. Marka Pijarowskiego w Akademii Muzycznej we Wrocławiu (2003). Ukończył również Filologię Słowiańską na Uniwersytecie Wrocławskim oraz Instytut Języka Rosyjskiego im. Puszkina w Moskwie. W 2005 roku wygrał konkurs na stanowisko asystenta Antoniego Wita w Filharmonii Narodowej w Warszawie, gdzie pracował w latach 2005-2007. Prowadzi klasę dyrygentury w Akademii Muzycznej we Wrocławiu. Posiada tytuł doktora sztuki. Jest laureatem II nagrody na III Przeglądzie Dyrygentów im. Witolda Lutosławskiego w Białymstoku (2002). W 2011 roku został wyróżniony Teatralną Nagrodą Muzyczną im. Jana Kiepury w kategorii: Najlepszy Dyrygent. W 2015 roku odznaczony medalem Zasłużony Kulturze-Gloria Artis.
Od 2010 roku związany był z Filharmonią Lubelską (dyrektor artystyczny, I dyrygent) i Gliwickim Teatrem Muzycznym (kierownik muzyczny, dyrygent). W 2014 roku został dyrektorem artystycznym Filharmonii Dolnośląskiej w Jeleniej Górze. We wrześniu 2015 roku Wojciech Rodek został zastępcą dyrektora ds. artystycznych Teatru Wielkiego w Łodzi.
Dyrygował wieloma zespołami symfonicznymi m.in. Orkiestrą Filharmonii Narodowej w Warszawie, Orkiestrą „Sinfonia Varsovia", Narodową Orkiestrą Polskiego Radia w Katowicach, Polską Orkiestrą Radiową, Orkiestrą „Sinfonia Iuventus", niemal wszystkimi orkiestrami filharmonicznymi w Polsce, licznymi zespołami kameralnymi. Stale współpracuje z Ankara Presidential Symphony Orchestra, Antalya State Symphony Orchestra, Bursa Regional Symphony Orchestra, Izmir State Symphony Orchestra, European Johann Strauss Orchestra, INSO-Lviv, Lviv Philharmonic Orchestra.
Przygotowywał premiery w Theatre Montansier w Wersalu (Apollo i Hiacynt W.A. Mozarta), Teatrze Muzycznym „Capitol" we Wrocławiu (My Fair Lady F. Loewego), dla festiwalu Wratislavia Cantans (Mały kominiarczyk B. Brittena), Gliwickiego Teatru Muzycznego (Wesoła wdówka F. Léhara, Noc w Wenecji J. Straussa, The Sound of Music R. Rodgersa, The Addams Family A. Lippy – Teatralna Nagroda im. J. Kiepury 2015 za najlepszy spektakl), w Teatrze Wielkim – Opery Narodowej (Oresteja A. Zubel). Od 2002 roku gości regularnie z zespołem „Opera Polska" w najważniejszych salach koncertowych Europy i Chin. Brał udział w renomowanych festiwalach, w tym Wratislavia Cantans, Xanten Sommerfestspiele, „Wirtuozi" we Lwowie. Od 2013 roku prowadzi orkiestrę Międzynarodowych Kursów Muzycznych w Łańcucie, a od 2014 roku dyryguje w Teatrze Muzycznym w Poznaniu.
W swoim dorobku posiada ogromną ilość nagrań muzyki symfonicznej, filmowej i rozrywkowej. Nagranie VII symfonii Angela Illaramendi zdobyło prestiżowe wyróżnienie hiszpańskiego czasopisma „Compact CD" jako najlepsze nagranie muzyki hiszpańskiej roku 2009. Nagranie to zostało wykorzystane również jako ścieżka dźwiękowa do filmu La Buena Nueva w reżyserii Heleny Taberna i uzyskało nagrodę XIV Festiwalu Filmowego w Tuluzie.

(-)
Materiał Opery
12 stycznia 2017

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia