Rodzice niedoskonali

"Ojciec matka tunel strachu" - reż. Wojciech Klemm - Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

Łatwo jest zostać ojcem czy matką. Nie jest to wielki problem. Pytanie brzmi natomiast, na ile jest to działanie świadome. Kwestia tego, jak postąpi się później – nie każdy zdaje sobie sprawę, że jest to odpowiedzialność na całe życie. Można próbować uciec – ale tak naprawdę się nie da. To jest przerażające. Właśnie z tym mierzą się bohaterowie spektaklu „Ojciec matka tunel strachu" w reż. Wojtka Klemma.

Na początku wpada mężczyzna, który zwraca na siebie uwagę tym, że ma na sobie... strój smoka. Taki, jaki dzieci, które idą na zabawę karnawałową. Szybko okazuje się, że to Dominik Strycharski – siada za konsoletą. Tworzona przez niego muzyka na żywo będzie w dużej części skomponowana z dźwięków, które wydają zabawkowe instrumenty. Ten element od początku zbuduje specyficzny klimat.

Potem widzimy trzy dorosłe osoby, które beztrosko bawią się pośród wielkich, kolorowych poduch, służących najczęściej do siedzenia. Z niemal przedszkolnej beztroski płynnie przechodzą do konkretnych ról. To ciekawy trójkąt relacji międzyludzkich: Błażej Peszek gra Ojca, a przy tym męża Matki, w którą wciela się... jego prawdziwa żona: Katarzyna Krzanowska. Otto, czyli ich syn to nie kto inny, tylko sam Jan Peszek. Odgrywają gorzki, surrealistyczny nieco kabaret rodem z „Latającego cyrku Monthy Pythona", próbując na różne sposoby pokazać powrót Ojca z pracy do domu. Popadają ze skrajności w skrajność: kłótnię starają się zastąpić wizją idealistyczną.

Dziwne, kabaretowe wrażenie potęguje postać Jana Peszka – ten genialnie wchodzi w rolę dziecka – już sam moment, kiedy leży na poduszce z czystym, niewinnym spojrzeniem i wkłada sobie smoczka do ust wywołuje salwę śmiechu. To aktor, który nie musi nic specjalnego robić: swoją obecnością i energią wywołuje niebywały efekt. Dodatkowo ubrany jest jak przyzwoity, starszy pan: spodnie w kant, eleganckie buty, marynarka i koszula. Całość wygląda tak, jakbyśmy oglądali „Ciekawy przypadek Benjamina Buttona" w reż. Davida Finchera: codzienne życie Benjamina z rodzicami.

„Ojciec matka tunel strachu" to brawurowa opowieść o rodzicach, którzy nie potrafią poradzić sobie z własnym życiem, a co dopiero zapanować nad istnieniem, które stworzyli. Niechcący wchodzą do „tunelu strachu", w którym nie można naprawić błędu, a iść można tylko do przodu. Ich surrealistyczny świat wśród wesołej scenografii – którą tworzą głównie wielozadaniowe poduchy (stające się fotelem, zjeżdżalnią itp.) oraz palmy w doniczkach – jest w gruncie rzeczy rozedrgany i szary. Powielają schemat, jakby byli jedną z tysięcy odbitek (swoją drogą Ojciec pracuje w punkcie ksero) nieszczęśliwych rodzin.

Matka znika na pół roku, dziecko jest mądrzejsze od rodziców. Ojciec nawiązuje kontakt z synem, mówiąc: „Skocz mi po gazetę", a na pytanie Ottona: „Dlaczego mam ci skoczyć po gazetę?" odpowie „Bo cię zrobiłem". Chciałoby się powiedzieć „patologia pełną gębą". I jest to opowieść o patologii. Krótka – bo trwająca tylko godzinę – historia o tym, że rodzina jest najbardziej podstawową i (paradoksalnie!) najbardziej dysfunkcyjną komórką społeczną. Grająca w tym widowisku rodzina Peszków pokazuje nam dobitnie rewers charakteru mitycznej „Matki Polki" i skutki źle rozumianego patriarchatu. Bunt wobec nieporadności, który prowadzi do ucieczki – od „skrzywionego" życia, którego samemu jest się mimowolnym kreatorem lub uczestnikiem.

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
26 stycznia 2016
Portrety
Wojtek Klemm

Książka tygodnia

Trojanki Jana Klaty
Wydawnictwo Universitas
Olga Śmiechowicz

Trailer tygodnia