Rodzice odrobinę szaleni potrzebni od zaraz

"Być jak Pippi" - reż: Lech Chojnacki - Teatr Kubuś w Kielcach

Gdyby tak głębiej zastanowić się nad najważniejszymi tematami współczesnej filozofii, niezależnie od jej nurtów, kierunków i dziedzin, to przebija się wszędzie, przynajmniej od kilkudziesięciu lat, problem dialogu, spotkania ludzi jako myślących i odczuwających podmiotów, sposobów porozumiewania się i wynikających stąd wartości. Nic dziwnego, skoro w czasach alienacji i wyobcowania w świecie paradoksalnie otwartym i możliwym do ogarnięcia dzięki zdobyczom techniki, tego rzeczywistego dialogu jest coraz mniej.

Przenosząc wielkie filozoficzne pytania na grunt najbliższy zwykłym ludziom, mamy do czynienia z zanikającymi coraz bardziej więziami rodzinnymi i taki jest też punkt wyjścia Lecha Chojnackiego, który sięgnął do bestsellerowej powieści "Pippi Pończoszanka" Astrid Lingren, by skomponować spektakl o dzieciach potrzebujących rodziców, a konkretnie ich twórczej obecności. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że akurat książkę szwedzkiej pisarki często interpretowano na odwrót. Bohaterką jest dziewczynka bez rodziców, bez ich stereotypowego i schematycznego wychowania, dzięki czemu zachowała w sobie świeżość dziecięcego postrzegania świata, brak jakichkolwiek uprzedzeń i niesamowitą siłę wyobraźni. Sztuka Lecha Chojnackiego jest próbą połączenia tych wykluczających się sądów o potrzebie i niepotrzebie rodziców.

Sprawa jest prosta, dzieci oczywiście potrzebują rodziców, ale nie takich, którzy duszą ich osobowość, tylko takich, którzy w dzisiejszych czasach po prostu są, fizycznie są, znajdują czas na to, by pobawić się z dzieckiem, by wysłuchać je, a przede wszystkim pobudzić do twórczego, kreatywnego, co w praktyce często oznacza wręcz szalonego myślenia. Jak to osiągnąć? Reżyser odpowiada tytułem swojego spektaklu: "Być jak Pippi". To rodzice powinni odejść od schematu zdawkowych pytań: "Co było dziś w szkole?", albo: "W co bawiliście się dziś w przedszkolu?" nawet nie wysłuchując za bardzo odpowiedzi, powinni odpuścić sobie od czasu do czasu rozmowę z dziećmi polegającą na ciągłym utyskiwaniu co wolno, a czego nie wolno. To rodzice powinni jak Pippi dać ponieść się w świat wyobraźni i zarazić nią dziecko, zainicjować pewien proces, który w bogatej dziecięcej wyobraźni na pewno się otworzy. Sam w ten sposób właśnie próbowałem odczytać ten spektakl, przypominając sobie jak szczęśliwe były moje własne, dziś dorosłe już dzieci, gdy wspólnie z nimi wymyślałem niestworzone historie o pacynce Kajtku ożywającym w mojej dłoni i pożyczającym ode mnie charakterystyczny skrzeczący głosik. Spośród kilku bezcennych rzeczy na świecie, jedną z nich jest śmiech dzieci wybuchający spontanicznie w takich sytuacjach.

W pierwszej scenie kieleckiego przedstawienia Braciszek (Zdzisław Reczyński) i Siostrzyczka (Agata Sobota) są dziećmi pozostawionymi samym sobie, mimo że rodzice krzątają się obok zajęci całkowicie swoimi sprawami, niezauważający latorośli. Do takiego domu wprowadza się w drugiej scenie kolorowa szalona Dziewczynka (Jolanta Kęćko), która znudzone dzieci uczy po prostu bawić się. Jest cały czas przy nich, cały czas prowadzi z nimi ów dialog filozofów, który ma moc kreacji nowych fantastycznych światów. Nagle w domu ożywają przedmioty, a w spektaklu pięknie jest to ukazane dzięki zastosowaniu techniki czarnego teatru. Na oczach widzów smutne mieszkanie nabiera barw, ruchu i spontanicznej radości - ożyła wyobraźnia. Dopiero na końcu spektaklu dowiadujemy się, że ową kolorową dziewczynką była po prostu mama dzieci i że one od początku o tym wiedziały, z radością poddając się tej wspólnej grze, tej cudownej zabawie w kreowanie fantastycznych światów z niczego.

Dzięki zastosowaniu różnych technik teatru lalkowego rzeczywiście świat wyobraźni pobudzany przez wspólną zabawę rodziców z dziećmi staje się niezwykle dynamiczny i najzwyczajniej radosny, choć są też w nim elementy grozy i strachu, co tym bardziej uwiarygadnia przesłanie sztuki, bo przecież wszyscy wiemy, że dzieci uwielbiają się bać, pod warunkiem, że obok są opiekuńczy dorośli. Podkreśla tę moc wyobraźni doskonałe operowanie światłem w spektaklu i scenografia Dariusza Panasa łatwo ulegająca różnym transformacjom, wreszcie muzyka Roberta Kanaana od radosnej i skocznej po groźną skończywszy na melancholijnie zadumanej.

Spektakl niezwykle udany i jak najbardziej familijny, opiekunów zachęca do spontanicznej zabawy z dzieckiem, dzieci zaś na widowni podczas przedpremierowego spektaklu co chwila wybuchały śmiechem, poddając się wyobraźni twórców, co w teatrze lalkowym zawsze jest najlepszą rekomendacją.

Ryszard Koziej
Radio Kielce SA
18 stycznia 2012

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia