Rok 2013

podsumowuje na swoim blogu dyrektor Marek Weiss

Kończę ten rok szczęśliwy z powodu artystycznych sukcesów Opery Bałtyckiej i wdzięczny moim zespołom, że mimo biedy ufali mi do końca w sprawach sztuki wysokiej. Mam nadzieję, że rok następny przyniesie szansę poprawy ich jakości życia, bo sama jakość artystyczna może i wystarczy muzykom i tancerzom, ale z pewnością nie wystarczy ich rodzinom - pisze na swoim blogu dyrektor Marek Weiss.

To był za mojej dyrekcji najlepszy rok Opery Bałtyckiej pod względem artystycznym. Po najgorszym 2011 powróciliśmy do naszej formuły pięciu premier. Pierwsza z nich pod hasłem "Szostakowicz i uczniowie" dała nam spektakl "Skrzypce Rotszylda" i "Gracze" uznany za najlepszą realizację sezonu i uhonorowany trzema statuetkami Kiepury. To był bezdyskusyjnie wielki sukces reżyserski debiutanta Andrzeja Chyry i odkrycie Jacka Laszczkowskiego jako tenora bez "kontry". Świat muzyczny gratulował nam "innowacyjności" w propagowaniu Szostakowicza i utrzymywaniu wysokiej jakości muzycznej każdego przedsięwzięcia.

Następne dwie premiery operowe potwierdziły ten upór w trzymaniu się sztuki wysokiej. "Maria" Statkowskiego, dzięki inicjatywie Instytutu Adama Mickiewicza, była odkryciem dzieła niesłusznie zapomnianego. Reżyser Michael Gieleta o polskich korzeniach, ale wychowany w teatrach angielskich, nadał tej sarmackiej opowieści zdumiewający kształt stanu wojennego z najnowszej historii, tak bolesnej dla wielu jej uczestników, którzy zapełnili widownię w czasie festiwalu "Solidarity of Arts". Największy sukces odniosła jednak trzecia premiera, czyli "Ubu Rex" w inscenizacji Janusza Wiśniewskiego. Ten arcytrudny muzycznie spektakl przygotowaliśmy z okazji 80tej rocznicy urodzin wielkiego Krzysztofa Pendereckiego, który na festiwalu w Krakowie poświęconym jego twórczości oklaskiwał naszych artystów na stojąco i uznał ten spektakl za jeden z najważniejszych w jego teatralnym dorobku. I znów tryumf święcił w Operze Bałtyckiej Jacek Laszczkowski jako król Ubu, a u jego boku objawiła się nasza nowa gwiazda wspaniała Karolina Sikora.

Mnie największą radość sprawiły zachwyty nad naszym chórem i niezawodną orkiestrą, która była jakiś czas atakowana z mojej winy, bo nie obsadziłem z premedytacją etatu dyrektora muzycznego po nieodżałowanym Jose Marii Florencju. Jednak stała obecność za pulpitem Opery Bałtyckiej wyłącznie znakomitych dyrygentów: Michała Klauzy, Przemysława Fiugajskiego, Łukasza Borowicza, Tadeusza Kozłowskiego, Wojciecha Michniewskiego i Andriya Yurkevycha sprawiła, że poziom muzyczny naszego teatru nie miał sobie równych w Polsce. Zasada, że każdy z nich jest niekwestionowanym dyrektorem muzycznym na czas swojej obecności, była dla mnie jednym z największych wyzwań i moich osobistych sukcesów ubiegłego roku.

Zaliczę do nich również rozkwit Bałtyckiego Teatru Tańca, który pod kierownictwem Izadory Weiss wszedł do ścisłej czołówki nie tylko w naszym kraju. BTT stał się powodem do dumy nie tylko mojej, ale całej naszej instytucji, władz regionu i publiczności Trójmiasta, kiedy ranga zespołu potwierdziła się w największych miastach Polski i na festiwalach zagranicznych. Ich dwie tegoroczne premiery choreografii Izadory Weiss "Cool Fire" i "Snu Nocy Letniej" wywołały zachwyty recenzentów krajowych i zagranicznych oraz wzbudziły szacunek wśród dotychczasowych oponentów nowatorskiej twórczości naszej choreografki balansującej na przełęczy pomiędzy baletową tradycją, a radykalizmem teatrów ruchu, unikających tańca, jako sztuki, którą należy w ich mniemaniu przezwyciężyć. "Sen Nocy Letniej" Izadory Weiss został przez "Dance Europe" uznany za najlepszą na świecie premierę tego roku i dostał zaproszenia na festiwale europejskie w roku przyszłym. I chociaż gdańskie środowisko tańca, dla którego Izadora jest wciąż intruzem wśród "ziomali", nastawione bywa dalej sceptycznie, to aplauz naszej trójmiejskiej widowni jest dla nas wystarczającym dowodem, że warto tu dalej ściągać z całego świata najciekawszych młodych tancerzy i tworzyć z nimi kolejne spektakle. Potwierdzeniem tego było zorganizowanie w siedzibie BTT przez TVP Kultura konkursu Eurowizji dla Młodych Tancerzy transmitowanego na całą Europę.

Warto było temu wszystkiemu poświęcić czas i energię dyrektora odkładając na później moje osobiste ambicje artystyczne. Ale jednocześnie dla mnie właśnie jako dyrektora ten mijający rok był najgorszy z jednego zasadniczego powodu. Oto po raz pierwszy za mojej dyrekcji przeciętne miesięczne wynagrodzenie artystów Opery Bałtyckiej opłacanych w systemie dwufazowym, czyli poprzez pensje i nadnormówki spadło o kilkadziesiąt złotych. Stało się tak z powodu obcięcia dotacji, które zmusiło nas do ograniczenia granych w ciągu miesiąca spektakli. Moi niedoinwestowani od lat pracownicy, którzy uwierzyli mi, że poprawa jakości artystycznej powoduje stopniowy wzrost wynagrodzeń, nagle w tym roku odczuli, że to nie jest takie pewne. Moje argumenty w rozmowach z władzami, że w naszym budżecie nie ma żadnych szans dokonania oszczędności, znajdowały zrozumienie, które jednak nie przekładało się na poprawę naszej sytuacji finansowej, skoro nie było tej poprawy również w wojewódzkim budżecie, którego byliśmy częścią.

Kończę ten rok szczęśliwy z powodu artystycznych sukcesów Opery Bałtyckiej i wdzięczny moim zespołom, że mimo biedy ufali mi do końca w sprawach sztuki wysokiej. Mam nadzieję, że rok następny przyniesie szansę poprawy ich jakości życia, bo sama jakość artystyczna może i wystarczy muzykom i tancerzom, ale z pewnością nie wystarczy ich rodzinom. Zamykam ten rok z nadzieją, że koniec kryzysu w Polsce nie pozostanie pustym sformułowaniem dla ludzi teatru i muzyki, bo bez nich ten nadciągający dobrobyt będzie psu na budę w kraju chałtur i popkultury.

Marek Weiss
www.operabaltycka.pl/blog
3 stycznia 2014

Książka tygodnia

Mewa. Egzemplarz reżyserski Krystiana Lupy
Akademia Sztuk Teatralnych
Krystian Lupa

Trailer tygodnia