Role same nie przychodzą

rozmowa z Alicją Juszkierwicz

- Najbardziej ekscytuje mnie to, że przyszłość to jeden wielki znak zapytania. Trudno przewidzieć, do jakiego teatru trafimy, na planie jakiego filmu się znajdziemy. Nie wiemy, czy to będzie za granicą, w górach, czy nad morzem. I to jest najciekawsze - mówi Alicja Juszkiewicz, olsztynianka, studentka PWSFTViT w Łodzi, która zadebiutowała w Teatrze TV

Ewa Mazgal: Pani Alicjo, lubipan sushi? Pytam o to, ponieważ jest to potrawa symbolizująca dziś wielkomiejski styl życia w nowej Polsce. I sushi w "Branczu", sztuce zrealizowanej w Teatrze Telewizji, w której pani wystąpiła, jest daniem przeciwstawionym tradycyjnym klopsikom.

Alicja Juszkiewicz: Bardzo lubię shushi, tak samo jak Nela, moja bohaterka, którą gram.

Jest bardzo zwariowaną, peną życia, czasem zbuntowaną i silnie broniącą swojego zdania młodą osobą, bardzo mocno związaną ze swoją mamą i babcią. Myślę, że mamy sporo cech wspólnych. Pan Julek Machulski, reżyser, podczas castingu powiedział, że poszukuje aktorów, którzy będą pasowali do wyobrażeń, jakie powstały w jego głowie podczas pisania sztuki. A jeżeli znajdzie taką osobę, daje jej na planie dużą wolność. I tak też było podczas mojego debiutu w Teatrze Telewizji. Na planie miałam dużo swobody.

Co trzeba zrobić, żeby dostać rolę w Teatrze Telewizji i wystąpić obok tak wybitnych aktorek jak Stanisława Celińska i Anna Seniuk?

- To szkoła wytypowała mnie i moją koleżankę na casting do sztuki. Bo Juliusz Machulski chciał, żeby aktorki były już po wstępnej selekcji. Wzięłam udział w zdjęciach próbnych. Na planie była na nich cala ekipa filmowa, łącznie z reżyserem.

Czym się różni casting od zdjęć próbnych?

- Casting to pierwsza selekcja, zdjęcia próbne to jej drugi etap. Na castingu aktorzy są przesiewani i wybierani m.in. na podstawie warunków fizycznych i wyglądu, choć mówią też tekst. W zdjęciach próbnych bierze udział już mniejsza grupa osób, która rywalizuje o rolę. W przypadku "Branczu" do zdjęć dopuszczono 15 dziewczyn. Konkurencja była więc duża. Często chodzi pani na castingi?

- Teraz jestem na IV roku studiów. Ostatnio mieliśmy próby do przedstawienia dyplomowego. Jest to spektakl "Kamień" reżyserowany przez Grzegorza Wiśniewskiego i byłam zajęta. Już 4 października mamy premierę. A przy okazji kręcimy też film w reżyserii Mariusza Grzegorzka. Jeżdżę na castingi, jeżeli mogę, ale teraz w szkole jest naprawdę gorący czas.

W "Branczu" spotkała się pani z wybitnymi aktorkami i utalentowanym reżyserem. Jak się pani z nimi pracowało?

- Pan Julek bardzo mnie wspierał i, jak już wspomniałam, dał mi wolną rękę. Wielkie wsparcie dostałam też od pani Celińskiej i pani Gabrieli Muskały, która w szkole przez rok była moją profesorką. Udział w tym spektaklu to jest niezwykłe wyróżnienie. Podobała mi się współpraca z panią Celińską, ale też z Cezarym Pazura. Poza planem usłyszałem od nich wiele mądrości i dobrych rad technicznych.

Wystąpiła pani obok Dawida Ogrodnika, młodego aktora, którego kariera znakomicie się rozwija. Jakie on zrobił na pani wrażenie?

- Mimo że grał mojego chłopaka, na planie razem byliśmy dosyć krótko. Ale pracowało mi się z nim dobrze. Między nami była pozytywna energia.

Czy Dawid Ogrodnik, który zagrał hiszpańskiego filmowca, rzeczywiście zna hiszpański?

- Nie, ale na pierwszą naszą próbę przyszedł już po konsultacjach z kolegą Hiszpanem. Już miał hiszpański akcent.

Na stronie agencji, która panią reprezentuje, jest o pani bardzo wiele informacji: ile pani waży, ile mierzy i jaki rozmiar ubrań pani nosi. Jest też bardzo długa lista pani sportowych umiejętności: jazda konna, nurkowanie, żeglarstwo, sztuki walki i wiele innych. Naprawdę wszystkie te sporty pani uprawia?

- Musimy być sprawni fizycznie i ta lista nie kłamie. Przez rok ćwiczyłam krav magę, w szkole mieliśmy szermierkę. I jeżeli chodzi o inne wymienione tam umiejętności, to też wszystko się zgadza.

Gra pani również na gitarze i śpiewa. Operowo też?

- Jeśli chodzi o operę, to nie jest to śpiewanie profesjonalne, ale pewne umiejętności mam. Już w liceum w Olsztynie z młodym olsztyńskim muzykiem robiliśmy różne projekty. W Łodzi bardzo się rozwijam, jeśli chodzi o śpiew. Już na pierwszym roku założyłam mały zespół. Dwukrotnie wystąpiłam na Festiwalu Czterech Kultur, a w planach mam własny projekt muzyczny. Chcę też przygotować się do Przeglądu Piosenki Aktorskiej we Wrocławiu. Jest to konkurs skierowany do aktorów i studentów szkół teatralnych. Śpiewanie niezwykle mnie kręci. Teraz chciałabym zająć się muzyką elektroniczną. I poszukuję osoby, która taka muzykę tworzy.

Wiem, że już w Olsztynie występowała pani w Teatrze Nieskromnym działającym przy IIO oraz w zespole rockowo-jazzowym. Teatrem zainteresowała się więc pani bardzo wcześnie.

- Do Teatru Nieskromnego przyszłam jako uczennica drugiej klasy gimnazjum i byłam wtedy w tej grupie najmłodsza. W zespole pozostałam do czwartej klasy liceum i to przygotowało mnie bardzo dobrze do egzaminów w szkole aktorskiej. Dostałam się zresztą za pierwszym razem. Teatr Nieskromny dal mi siłę i bardzo dobre podstawy do tego, żeby wygrać.

Jaki to był teatr?

- Poszukujący. Największym naszym sukcesem było zwycięstwo w internetowym konkursie dla szkół, organizowanym przez TVP. Wygrał nasz spektakl "Zęby", zrealizowany na podstawie książki olsztynianki Joanny Wilengowskiej. Realizowaliśmy też przedstawienia oparte na poezji XX-lecia międzywojennego oraz Zbigniewa Herberta.

Wspomniała pani o tym, że Teatr Nieskromny dał pani silę. Jakich cech wymaga zawód aktora? Wiadomo, że talentu, sprawności fizycznej i odwagi. Czego jeszcze?

- Talent i chęci to nie wszystko. W tym zwodzie trzeba być nie tylko dobrym aktorem, ale też trzeba być bardzo silnym, trzeba walczyć i samemu starać się o to, żeby zostać dostrzeżonym, szczególnie kiedy się startuje. Role same nie przychodzą. Trzeba pracować i trzeba być swoim własnym menedżerem, żeby w tej branży zaistnieć. Na rynku jest bardzo duża konkurencja. Oprócz szkól państwowych są prywatne szkoły aktorskie. Aleja się nie boję. Mam bardzo dużo pomysłów na siebie. I chyba mam dużo siły.

Przyjeżdża pani do Olsztyna?A może wraca przynajmniej myślami? Tęskni?

- O, tak! Na castingu złapałam nić porozumienia z Juliuszem Machulskim, bo okazało się, że urodził się w Olsztynie. Ja jestem z Olsztynem bardzo silnie związana i zawsze podkreślam, że jestem dziewczyną z Warmii.

Bardzo się tym szczycę.

Pani najbliższe plany to Przegląd Piosenki Aktorskiej, dyplom teatralny i filmowy. A w jakim miejscu chciałaby pani znaleźć się za 10 lat?

- Oj, nie mam pojęcia. Najbardziej ekscytuje mnie to, że przyszłość to jeden wielki znak zapytania i że ta niepewność jest przypisana do naszego zawodu. Trudno przewidzieć, do jakiego teatru trafimy, na planie jakiego filmu się znajdziemy. Nie wiemy, czy to będzie za granicą, w górach, czy nad morzem. I to jest najciekawsze. Nie mam konkretnego marzenia. Chciałabym ciągle poszukiwać i mieć otwartą drogę. Chcę przeżyć wiele przygód aktorskich - filmowych i teatralnych.

Ewa Mazgal
Gazeta Olsztyńska
17 września 2014

Książka tygodnia

Biała jak mleko, czerwona jak krew
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak
Alessandro D'Avenia

Trailer tygodnia