Romantyczna mistyfikacja

"Król_Duch" - reż. Łukasz Kos - Teatr Nowy Łódź

"Król_Duch" w reż. Łukasza Kosa powstał z przekonania o nowoczesności tekstu Juliusza Słowackiego. Widz chce, żeby czterogodzinna gimnastyka aktorów z tekstem i przestrzenią do czegoś prowadziła. Ale niektórym cierpliwości starczyło tylko na pierwszą z trzech części spektaklu.

Wizjonerskie dzieło o Duchu wcielającym się w kolejnych władców Polski, Słowacki pisał kilka lat. Nie skończył. W wydaniu z 1952 r. utwór i dołączone do niego warianty treści z odrzuconymi wierszami, pomysłami na kolejne części, dodatkowymi fragmentami, składają się na 600-stronicowy tom. Trzeba śmiałości, żeby ten tekst - nie na scenę przecież napisany - rozpracować w teatrze. Z edycją "Króla Ducha" specjaliści zmagają się od lat. Z drugiej strony struktura, którą dziś nazwalibyśmy postmodernistyczną, podporządkowana strumieniowi nieuchwytnych wizji, może uwodzić reżyserów. Tak jak pokusa wskrzeszenia w teatrze romantycznego ducha.

Łukasz Kos nie ukrywa tych fascynacji. Już zapis tytułu, z internetowym podkreślnikiem między słowami, zawiera przekonanie o nowoczesności literatury Słowackiego. Tyle, że utwór wymyka się reżyserowi, a wielkie dzieło pozostaje hermetyczne. Opakowane w awangardowe zabiegi, wcale nie nabiera życia.
Już od wejścia jest "alternatywnie". Najpierw obsługa przeprowadza publiczność przez szatnię i kręte korytarze zaplecza, by od strony sceny wpuścić ją na widownię. W trakcie spektaklu zapalają się światła i aktorzy oznajmiają, że dalszą część mamy oglądać na scenie. Na premierze zdezorientowane panie w eleganckich kostiumach usiłowały znaleźć miejsce pomiędzy stosami opon samochodowych. Stało się jasne, że szeleszczące białe folie, rozciągnięte od balkonu po podłogę, to kulisy. Jesteśmy w teatrze, wszystko jest grą z tekstem. Brzmi banalnie? Tak też wygląda.

Sławomir Sulej w białej halce i czerwonych rajstopach krąży po balkonie jako ekscentryczny bocian, a między rzędami krzeseł, w rytm podawanej przez mikrofon pieśni, kiwają się aktorki w robotniczych portkach. Słów się nie słyszy, bo zlewają się w bełkot. Nie wiadomo, o co chodzi i nie ma czasu się zastanowić, bo oto w dźwięku przejmującej muzyki rozsunie się brama bocznej kieszeni sceny. Publiczność wypuszcza się na przerwę. 

Kto zna prawdziwą atmosferę offu, wie, że nie tak się ją stwarza. W Nowym mamy być uczestnikami teatralnego misterium, ale czujemy, że to tylko mistyfikacja. Wymuszony klimat wspólnotowości budzi wyłącznie konsternację. Podobnie jak nachalny kostium scenicznej awangardy. Aż by się chciało, żeby aktorzy po prostu usiedli przy stole z książką i dali się wsłuchać w tekst. A tu barbarzyńskie czasy pierwszych Słowian muszą mieć za bohaterów współczesnych rycerzy w "zbrojach" z motocyklowych kombinezonów. W jakimś garażu czy magazynie dokona się krwawa egzekucja czerwoną farbą. Potem aktorki przez kilkanaście minut będą tę farbę zmywać mopami. Irytacja na widowni wzrasta...

Czytelna interpretacja historii - rozliczenie z narodowymi mitami - dokona się dopiero w ostatniej, najlepszej części spektaklu. Zaczyna się rozbitą na słowa recytacją "Mazurka Dąbrowskiego", która jest kpiną z polskiej skłonności do patosu. Akt ochrzczenia Polski ilustruje występ misjonarza-showmana śpiewającego slogany o miłości Jezusa. Ma to ilustrować płytki obrzędowy katolicyzm. Aktorskim talentem popisze się Michał Bieliński jako ślepy chłopiec - jedyny, który tekstem Słowackiego zbudował naprawdę współczesną i żywą postać. Jedyny, którego chce się słuchać.

Jeśli ktoś nie zna "Króla Ducha" (kto go dziś trzyma na nocnej szafce?), prawdopodobnie zamęczy się już po kilkunastu minutach spektaklu. Tekst płynie nieprzerwanym potokiem przez prawie cztery godziny. Widzowie nerwowo rozglądają się po sali. A z eksplozji teatralnych sztuczek wyłania się jedynie historia inscenizacyjnej bezradności.

„Król_Duch” wg Juliusza Słowackiego, reż. Łukasz Kos, dramaturgia i opracowanie muzyki Tomasz Śpiewak, scenografia Thomas Harzem, premiera 19 kwietnia 2009 r. w Teatrze Nowym

Monika Wasilewska
Gazeta Wyborcza Łódź
21 kwietnia 2009

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia