Romantyzm świetnie uwspółcześniony

"Judyta"- reż. Wojtek Klemm - Teatr Współczesny w Szczecinie

Tradycyjnie odwiedziłem Teatr Współczesny (aż wstyd mi za to, że tak dawno nie zawitałem do Teatru Polskiego). Przypadek sprawił, że pojawiłem się na prapremierze "Judyty" w reżyserii tajemniczego, urodzonego w Polsce i kontynuującego karierę w Niemczech, pana Klemma

"Judyta" to romantyczne dzieło Friedricha Hebbla, które dzięki wyśmienitej adaptacji wspomnianego wcześniej Klemma zdało egzamin i (mam nadzieję) pozwoliło wspiąć się na wyżyny refleksji widzom obecnym na sali (należy wspomnieć, że niektórzy zmuszeni byli oglądać spektakl na stojąco). Dlaczego uważam, że Hebblowski romantyzm tak dobrze wpasował się w dzisiejsze ramy czasowe? A dlatego, że ewidentnie czujemy zmęczenie - po kapitalistycznej pogoni mamy ochotę odpocząć i zastanowić się, czy aby na pewno warto brać udział w tym opętańczym wyścigu. 

Kiedy "Rowerzyści" Anny Augustynowicz są definicją problemu, to "Judyta" Klemma jest wezwaniem do walki, chociażby tej, która toczyć się może tylko w naszych głowach. Przyznaję, iż "poczułem" teatr współczesny w pełnym tego słowa znaczeniu. Wreszcie doznałem olśnienia i wiem, czemu służą: rozsypywanie piasku, rozrzucanie jedzenia, kąpanie się w basenie i negliż na scenie. Chociaż możliwe, że ta sztuka potrzebowała tych atrakcji właśnie dla przykucia uwagi znudzonego życiem widza. Wróćmy jednak do samego dzieła.

Początek wyśmienity! Cudowny monolog głównej bohaterki przy akompaniamencie fagocistki, wygrywającej mroczne dźwięki, wprowadza w stan grozy, sprawia, iż mamy ochotę albo uciec, albo bliżej poznać tajemniczą Judytę. Niestety, zachwyt w Teatrze Współczesnym nie ma prawa bytu i już za chwilę mamy okazję zapoznać się z udziwnioną wizją reżysera - trzech mężczyzn zaczyna ryczeć i growlować do mikrofonów tekst, którego pomimo usilnych prób nie byłem w stanie zrozumieć. Pomijając jednak to małe faux pas, dalej, coraz bardziej zagłębiając się w fabułę Hebbla, było lepiej.

Judyta to z początku niewinna izraelska niewiasta pełna niepewności, typowa kobieta, której łatwo przypisać męski punkt widzenia, dotyczący zmienności i ogólnego niezdecydowania. Ta pobożna chrześcijanka staje się nagle pełną wigoru i chęci walki kobietą, równą późniejszej Joannie d\'Arc.

Pierwszy raz poczułem sens uwspółcześniania starszych sztuk, pierwszy raz ujrzałem umiejętne podanie widzowi tematów takich jak feminizm czy problem męskiego, "zakrzywionego" szacunku do kobiet. A wszystko przez pryzmat sztuki względnie już zamierzchłej, której jednak rozsądne odgrzanie przez Klemma zaważyło na mojej opinii. Doskonale wpasował Judytę nie tylko w problematykę kultury masowej, ale także zwrócił uwagę na sposób traktowania kobiet w obecnej, miejskiej strukturze społecznej. I jeśli sam Friedrich Hebbel nie przewraca się w grobie, to Klemm sprawił, iż sztuka - prócz sugestii do zastanowienia się nad sprawami życia codziennego - zgrabnie i z gracją zahacza o równie istotne tematy feminizmu i pozycji kobiety w społeczeństwie.

A owa "dawczyni gamety żeńskiej" to według Hebbla ktoś niezbędny, ktoś tak istotny, ktoś, kto wręcz rządzi poczynaniami mężczyzn, jest w stanie pojąć prostotę ich natury i owinąć ich sobie wokół palca. Nie inaczej czyni Judyta z Holofernesem (świetny Arkadiusz Buszko), zwierzchnikiem Nabuchodonozora. Pokazuje swym dzisiejszym odpowiedniczkom, jak odnaleźć się w świecie testosteronu, jak sprytnie dawać mężczyznom wrażenie (którego wciąż desperacko potrzebują), że wszystko jest pod ich kontrolą. Niekoniecznie istotna jest sama idea walki Judyty, gdyż widz o nic walczyć w swoich realiach nie musi. Stąd moja fascynacja współczesnymi zabiegami Klemma, który ukazuje plastykę ciała i zachowań ludzkich, jego skupieniem się nie na fabule, a na samych portretach psychologicznych głównych postaci, co pozwala obserwatorowi spojrzeć z dystansu na siebie i swoje, często zepsute, otoczenie.

Oddaję pokłon Marcie Malikowskiej-Szymkiewicz - odtwórczyni roli tytułowej Judyty, chociaż wciąż zastanawiam się, czy to nie moja płeć w połączeniu z jej seksapilem, sprawiła, iż mogę wypowiadać się o niej jedynie w samych superlatywach...

Wspomniany uprzednio feminizm sztuki to jednak wartość, którą dostrzeże przeciętny obserwator, bo ten uważniejszy usłyszy apel do kobiet, aby pozwoliły bawić się mężczyznom "w mężczyzn", zamiast starać się dopasować do ich świata, na siłę często chamiejąc. Winny skupić się na rozwijaniu swojej sensualności, instynktu, których to tak bardzo brak mężczyznom. Judyta czuła, że musi udowodnić swą wartość w świecie zmaskulinizowanym i jasno widzimy, do czego ją to doprowadziło - do najwyższego aktu agresji, do morderstwa, a tym samym unicestwienia swej cnotliwości i kobiecości, a przede wszystkim idei Chrystusa, w którą tak silnie uwierzyła.

Gorąco polecam przeżyć batalię Judyty u jej boku, czym prędzej udać się na Wały Chrobrego i dać się zaskoczyć. Stać się szczurem doświadczalnym reżysera - skupić się na swoich, może zbyt stereotypowych reakcjach i osądach, na wydarzeniach mistrzowsko odgrywanych na scenie przez aktorów już przeze mnie lubianego Teatru Współczesnego.

WAFEL
Kurier Szczecinski
11 maja 2011
Portrety
Wojtek Klemm

Książka tygodnia

Alef
Państwowy Instytut Wydawniczy
Jorge Luis Borges

Trailer tygodnia