Romeo i Julia 2009

"Romeo i Julia" - reż: Izadora Weiss - Opera Bałtycka w Gdańsku

Izadora Weiss wzięła na warsztat Szekspira i na kanwie tragedii "Romea i Julii" zbudowała własną, współczesną wizję dramatu nieszczęsnych kochanków. I chociaż "na mieście", a także w internecie niektórzy załamywali ręce nad "szarganiem świętości" nie uważam, aby mieli rację.

Tradycja 

Historia Romea i Julii, stara jak świat, posłużyła wielu kompozytorom do stworzenia dzieł muzycznych - na wielu scenach baletowych wystawiane były niejednokrotnie jednoaktówki Hektora Berlioza czy Piotra Czajkowskiego. Najbardziej znany, szczególnie ze względu na piękną muzykę, balet Sergiusza Prokofiewa, wystawiony został po raz pierwszy w roku 1940 w leningradzkim Teatrze im. Kirowa. 

Nie sposób zliczyć, ile razy był realizowany, partie głównych bohaterów mieli w swoim repertuarze najbardziej utytułowani artyści baletu. I od ich talentu, artystycznej osobowości zależało powodzenie przedsięwzięcia, bowiem spektakle oparte na libretcie Prokofiewa i Leonida Ławrowskiego, wielokrotnie przekształcane przez następców, są dla dzisiejszego widza nieco nużące. Spośród wielu, które miałam okazję obejrzeć, najwyżej cenię kreacje Natalii Biessmiertnowej z Wiaczesławem Gordiejewem oraz Carli Fracci z Rudolfem Nuriejewem. Do historii polskiego baletu przeszły role Barbary Bittnerówny i Witolda Grucy, w Gdańsku przed laty oglądaliśmy Alicję Boniuszko z Zygmuntem Jasmanem. Jako niedościgły wzór w roli Mercutia zapisał się w Operze Narodowej Andrzej Marek Stasiewicz. Dziś na scenę wkraczają następne pokolenia artystów, w zmienionej scenerii i technice tanecznej. Ale niezmiennie bohaterami są Romeo i Julia. 

Julia z Bagdadu 

Rok temu, w maju, po premierze "Eurazji" Izadory Weiss pisałam: "Dobrze byłoby wesprzeć się porządnie napisanym librettem, z dramaturgicznym nerwem, wyraziście zarysowanymi wątkami i postaciami. I wtedy skupić się na jego choreograficznej realizacji". 

Najnowsza premiera baletowa w Operze Bałtyckiej spełnia w pewnej mierze te oczekiwania. Choreografka Izadora Weiss wzięła na warsztat Szekspira i na kanwie tragedii "Romea i Julii" zbudowała własną, współczesną wizję dramatu nieszczęsnych kochanków. I chociaż "na mieście", a także w internecie niektórzy załamywali ręce nad "szarganiem świętości", wcale nie uważam, aby mieli rację. Prawem choreografa czy inscenizatora jest przeniesienie bohaterów w dzisiejszą rzeczywistość, tym bardziej że waśń włoskich rodów Capulettich i Montecchich w czystej, szekspirowskiej postaci niewielu może dziś obchodzić. Dlatego Julia jest zakwefioną Irakijką z Bagdadu, a Romeo wywodzi się z kontyngentu wojsk stabilizacyjnych, pewnie hiszpańskiego. 

Muzyka 

Z takiej decyzji wyniknął dobór muzyki do spektaklu. Klasykę reprezentuje tylko słynna Pawana Sergiusza Prokofiewa i fragment VII Symfonii Ludwiga van Beethovena. Reszta jest współczesna, dostosowana do dzisiejszego wątku fabularnego - Weiss czerpie z twórczości australijskiej kompozytorki Lisy Gerrard, w spektaklu są fragmenty muzyki Gustavo Santaollali i Philipa Glassa, a także piękna piosenka zespołu Bebe. 

Realizacja 

Do tej sugestywnej, ekspresyjnej muzyki trzeba było poszukać nowej formy ruchu. Było to dla choreografa wyzwaniem, Weiss spróbowała zastosować jego skrót i syntezę, nową wyrazistość gestu. Całość oparta jest na technikach modern, nawet słynna Pawana Prokofiewa, świetnie uwiarygodniona przez przekaz multimedialny, w takiej konwencji tańca znalazła swoje miejsce. 

Weiss podzieliła spektakl na kilkanaście obrazów, przedzielonych co rusz opadającą kurtyną. Rozumiem konieczność zmiany miejsca akcji i ustawienia wykonawców, ale spektakl na takim rozbiciu traci część napięcia, widz zostaje wyłączony z toczącej się akcji. Zaradzić temu powinna większa sprawność zespołu technicznego, a wtedy możliwe jest uniknięcie rozpraszających "dziur". Najsłabszym choreograficznie ogniwem, z powtarzającymi się do znudzenia układami są - Dyskoteka oraz Żołnierze i ulicznice, odbiegające od tematu. Rezygnacja, szczególnie z Dyskoteki, przydałaby spektaklowi subtelności. Inscenizatorkę wsparła interesująca, robiąca wrażenie scenografia multimedialna Radosława Moenerta i Pawła Nurkowskiego oraz kostiumy Hanny Szymczak. 

Sugestywne duety 

Propozycja choreografki jest przekonywająca w sferze "romantycznej", tyczącej uczuć i przeżyć, czyli przede wszystkim duety sugestywnie skomponowane, przemawiające do każdego widza. Do najbardziej wyrazistych należą te tańczone zarówno przez głównych bohaterów, szczególnie scena finałowa, jak i duety Julii z Tybaltem (Piotr Nowak), z ojcem (Leszek Alabrudziński), a przede wszystkim z Nianią (Sylwia Kowalska-Borowy). Nowak, Kowalska, Alabrudziński, a także Aleksandra Michalak w roli Matki tworzą wiarygodne postacie, pokazują pełny profesjonalizm w poszczególnych pas baletowych i kreowaniu roli. Na uwagę zasługuje scena śmierci Tybalta i Mercutia, w tej roli znakomity Filip Michalak, którego, toutes proportions gardées, odważę się przyrównać do wspomnianej kreacji Stasiewicza. 

Rolę Julii powierzono dwóm tancerkom. Bardziej podobała mi się Beata Giza, dysponująca lepszym warsztatem technicznym, przekonywająca w budowaniu postaci. Franciszka Kierc ma plastyczne ciało, a na uwagę zasługuje praca rąk tancerki. 

Michał Łabuś został obsadzony w roli Romea wbrew własnym warunkom fizycznym i nie potrafi przekonać do swojej postaci. Na dodatek tancerz wywodzący się z offu ma małe umiejętności jako partner, a przez to nie pomaga tancerce. W drugiej obsadzie jako Romeo wystąpił Łukasz Przytarski, lepiej wykorzystujący środki aktorskie, własną prezencję, jest szlachetniejszy w geście, choć też nie dysponuje klasyczną bazą. Oczywiście można powiedzieć, że spektakl Weiss nie jest propozycją klasyczną, ale powtarzam, do znudzenia, że w technice współczesnej prawidła klasyki można odrzucić, zmodyfikować szukając nowego ruchu i gestu, ale trzeba je znać i przez nie przejść. 

Zespół baletowy naszego teatru ćwiczy codziennie tzw. lekcję, właśnie w technice klasycznej, proponuję zatem do współpracy, na specjalne zajęcia z partnerowania, zaprosić pracującego w Gdańsku, najlepszego polskiego partnera Kazimierza Wrzoska. Jego kunszt potwierdzają liczne sceniczne partnerki, m.in. Ewa Wycichowska, Liliana Kowalska, a pedagogiczne umiejętności jego uczniowie zdobywający laury konkursowe. 

Dwie pierwsze prezentacje baletu Izadory Weiss zostały ciepło przyjęte przez publiczność, można mu, mimo widocznych mankamentów, wróżyć powodzenie. Chociaż nie sposób nie zauważyć, że przed zespołem ogrom pracy i widoczna potrzeba kontaktu z choreografami wywodzącymi się z różnych gatunków i technik tańca.

Barbara Kanold
Gazeta Wyborcza Trójmiasto
20 maja 2009

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...