Rozczarowanie

"Odyseja" - reż: Krzysztof Garbaczewski - gościnnie w Teatrze Polskim w Warszawie

"Odyseja" Homera to jeden z najstarszych i najpopularniejszych tekstów kultury europejskiej. W warszawskim Teatrze Polskim miała miejsce gościnna prezentacja spektaklu pod tym tytułem. Każdy, kto myśli, że sztuka jest odwzorowaniem utworu antycznego pisarza dozna dużego rozczarowania, ponieważ na tytule kończą się podobieństwa między obiema "Odysejami"

Reżysera Krzysztofa Garbaczewskiego nie interesowało odtworzenie antycznego świata przedstawionego przez Homera. Zainspirowany tekstem, stworzył własne dzieło. Jego celem najprawdopodobniej było wciągnięcie widzów w inteligentną grę opartą o metafory i skojarzenia. Jednak dłużące się nudne sceny, które nie mają ze sobą żadnego związku, sprawiają, że, zamiast intrygować, spektakl rozczarowuje. Sceny są pomieszane, przez co widz gubi się i trudno mu uchwycić sens tej „Odysei”. Tuż po obejrzeniu sztuki w głowie jest dokładnie to, co na scenie, czyli chaos. Przedstawieniu celowo nadano tytuł, który zwodzi, może nawet oszukuje, ponieważ w rzeczywistości nie ma nic wspólnego z oczekiwaniami, jakie rozbudza. Mógłby to być bardzo skuteczny i zadziwiający zabieg, gdyby wywołane przezeń zaskoczenie było pozytywne. Niestety, dzieje się dokładnie odwrotnie.

Głównym bohaterem spektaklu jest Telemach (Paweł Smagała), syn Odyseusza, dorastający bez ojca. Jego monolog rozpoczyna przedstawienie. Mężczyzna próbuje wykrztusić z siebie słowa "A – a – nie – aniele – a nie lęk – bo moc – pomoc – help – chleb”. Taki początek wzbudził ciekawość, zaintrygował. Niestety, na tych pierwszych kilku minutach skończyła się interesująca część sztuki.

Trudno mówić tu o jakiejkolwiek akcji. Kolejne sceny nie wnoszą nic do spektaklu, trudno jest odnaleźć w nich sens. Nuda kilka razy przerywana jest wykładami akademickimi Wykładowcy i Performera. Zapewne miało to służyć konfrontacji świata bohaterów ze światem nauki, ale w rezultacie wprowadziło jeszcze większy zamęt. Obecność pary siedzącej z boku sceny, obserwującej zdarzenia jest całkowicie bezsensowna. Jedynym ogniwem łączącym „Odyseję” Homera z tą stworzoną przez Garbaczewskiego jest motyw poszukiwania celu. Odyseusz podczas swojej dziesięcioletniej wędrówki dążył do odnalezienia domu, którym była Itaka, a główny bohater spektaklu Telemach poszukuje swojego miejsca w życiu.

Telemach występuje wyłącznie w spodniach dresowych. Trzy Penelopy ubrane są w takie same sukienki koloru beżowego. Pierwsze sceny odgrywane są na pustej scenie. Światło skierowane jest w kierunku widowni, tak, aby scena wydawała się czarną przestrzenią, pustką, a uwaga widzów koncentrowała się na Telemechu wygłaszającym monolog. W dalszej części przedstawienia wystrój zaprojektowano w delikatnej, ciepłej tonacji. W tyle sceny ustawiono kilka mebli mających pozorować mieszkanie. Na środku sceny znajduje się dziura wypełniona piaskiem, na początku przedstawienia przykryta dywanem.

Spektakl „Odyseja” trwa trzy godziny, czyli o wiele za długo. W rezultacie widz wychodzi bardzo znużony po tej teatralnej „wyprawie”. Wygląda na to, że Garbaczewski, podjąwszy próbę stworzenia niezwykle intrygującego, w efekcie oferuje widzom nieudany produkt.

Żaneta Ziółkowska
Dziennik Teatralny Warszawa
12 marca 2012

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia