Rozmowa babuchy ze śmiercią

"Trzy ćwierci do śmierci" - reż. Karolina Martin i Mateusz Smaczny - Akademia Teatralna w Białymstoku

Tegoroczną, dziewiątą już edycję festiwalu Kontekstu otwiera monodram Karoliny Martin pod tytułem ,,Trzy ćwierci do śmierci". Absolwentka Wydziału Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku po raz kolejny gości w Poznaniu, a swym spektaklem wzrusza i skłania do refleksji.

Historia staruchy, która narzeka na swoją długowieczność. Otóż przed laty prababcia Weronika przeniosła śmierć przez rzekę ściągając tym samym klątwę na wszystkie kobiety w rodzinie. Każda z nich musiała musiała długo czekać na wieczne spoczywanie.

W modlitwie staruch mówi, że przeszła w swym życiu wiele - liczne plagi i katastrofy - modli się o naturalną śmierć dla siebie. Prosi Boga o spotkanie ze śmiercią. Nadchodzi moment rozliczenia się się ze swoją przeszłością - wspomina ukochanego Staszka i ich dziecko. Twierdzi, że klątwa wiedźmy odebrała jej męża i straciła syna. W trakcie projekcji wspomnień rozmawia z Bogiem, domaga się wyjaśnień i twierdzi, że życie było dla niej niesprawiedliwe i jedyne czego oświadczyła to zło. Starucha niejako poddaje się decyzjom losu, przez całe swoje życie nie próbuje włączyć o siebie i swoich bliskich. Czy człowiek nie ma wpływu na swoje życie? Czy zamiast życzyć komuś źle i domagać się zemsty lepiej skupić się na najbliższych by być dla nich i nimi? Może to wcale nie obcy ludzie, a my sami wyrządzamy sobie krzywdę wierząc w zabobony?

Ta dość prosta historia stawia istotne pytania, na które każdy we własnym sumieniu powinien sobie odpowiedzieć. Na bazie tekstu Jerzego Machowskiego inspirowanego podlaskimi legendami i wierzeniami, powstaje spektakl magiczny. Pełen precyzji, wyczucia i szczerości monodram po prostu zachwyca. Karolina Martin, która wciela się w rolę babuszki animuje lalkę i robi to z taką lekkością jakby były jednością. Każdy ruch, każde słowo i najmniejszy gest ma znaczenie. Tutaj nie ma przypadku - czuć zaangażowanie, prawdę i serce płynące
z tej opowieści. Karolinie towarzyszą: Magdalena Słowik i Zofia Straczycka, które zajmują materiał i wspierają aktorkę śpiewem. O muzykę zadbali: Paula Kowalczyk na altówce i Piotr Kauza na wiolonczeli. Z kolei Mateusz Smaczny objął realizację opieka artystyczną. Razem, cała ta grupa kreuje spektakl kompletny.

Karolina Martin odkrywa wiele kart swego talentu, ale robi to powoli, czarując widza. Prócz genialnej animacji lalki, artystka śpiewa i wykłada puentę całego monodramu. Gdy odsłania swą twarz i staje się śmiercią, z którą musi zmierzyć się starucha, to gra dwie postaci. Uwięzione w jednym ciele – babucha i śmierć - sumienie grane przez jedną aktorkę stają się metaforą ludzkiego życia i motywu odwiecznej walki człowieka ze śmiercią, która być może jest nim samym. W tym spektaklu wszystko zdaje się być przemyślane – różnorodne funkcje materiału, który w jednej chwili może być rzeką, by następnie owinięty wokół kolana imitował niemowlę. Delikatne, ciepłe światło, które pada na muzyków tworzy mistyczną atmosferę, a w połączeniu z tekstem zdaje się naśladować ludowa przypowieść lub legendę. W spektaklu nie brakuje przyśpiewek i słownictwa przywołującego na myśl babcine opowieści zasłyszane gdzie w dzieciństwie. Monodram ten cofa widzów niejako w czasy dzieciństwa matek, babć, a może i wcześniejszych pokoleń, a jednak mówi o sprawach wciąż tak bardzo aktualnych i ważnych. Dzięki całej aranżacji muzycznej i sercu, jakie zespół włożył w tę realizację, widz ma okazje doznać czegoś prawdziwego i szczerego, czegoś co zostanie z nim na dłużej. Warto zatrzymać się na chwilę i pomyśleć o pytaniach rodzących sie w trakcie oglądania, zastanowić się na odpowiedziami, może poszukać ich w samym sobie.

„Trzy ćwierci do śmierci" to doświadczenie absolutne, spektakl, który stawia wiele pytań. Wydawać by się mogło, ze wiele z nich to kwestie bardzo oczywiste, ale czy na pewno?

W czasach, w których tak wiele stawia się na postęp, zanika kwestia człowieczeństwa, a jeden dla drugiego staje się wrogiem. Monodram Karoliny Martin utwierdza ludzi w przekonaniu, że w obliczu śmierci wszyscy jesteśmy tacy sami, a nasze złorzeczenia, brak pomocy okazywanej względem innych obróci sie przeciwko nam. To człowiek, mimo ostatecznego wyroku boskiego, decyduje o tym, jak prowadzi swoje życie, jakie decyzje podejmuje i jaki jest względem bliźnich. Niezależnie od wiary, są pewne prawdy, które dotyczą każdego człowieka i łączą ludzi we wspólnotę i jednym z tych aspektów jest śmierć, która przecież przyjdzie po każdego.

Natasza Thiem
Dziennik Teatralny Poznań
6 grudnia 2019

Książka tygodnia

Cztery Dramaty
Wydawnictwo Ossolineum
Cyprian Norwid

Trailer tygodnia