Rozmowa z reżyserką Magdaleną Piekorz

"Oliver!" - o spektaklu w Chorzowskim Teatrze Rozrywki

Spektakl "Oliver!" w chorzowskim Teatrze Rozrywki, który będzie miał premierę już w sobotę, 25 kwietnia, jest pani debiutem musicalowym.

Wygląda na to, że już zawsze będę debiutantką. Gdy biorę się za kolejny projekt, to okazuje się on debiutem w jakiejś dziedzinie. Tu jednak przetarła mi już drogę realizacja charytatywnego przedstawienia "Królewna Śnieżka", wyprodukowanego przez "Polskę Dziennik Zachodni". Nie było ono co prawda musicalem, ale jednak rozbudowanym spektaklem muzycznym. To w dużej mierze zadecydowało, że dyrektor Teatru Rozrywki Dariusz Miłkowski powierzył mi realizację musicalu.

Lubi pani musicale?
Uwielbiam, i już od dawna myślałam o tym, aby zmierzyć się z taką formą. Kiedy tylko mam okazję, to staram się oglądać ciekawe realizacje. Na przykład na Brodwayu widziałam "Producentów" i "Mamma Mia!". Mam swoje ulubione musicale i na pewno "Oliver!" jest jednym z nich. Zarówno ze względu na formę muzyczną, bo jest tam wiele genialnych utworów, jak i sam tekst. Historia jest dosyć klasyczna. Opowiada o chłopcu z dobrego domu, który z powodu splotu różnych zdarzeń trafia na ulicę, do gangu. Piękny tekst znakomicie przetłumaczył Daniel Wyszogrodzki. Myślę, że to dla mnie wielkie wyzwanie.

Chorzowski zespół jak dotąd poznawała pani jako widz.

Od dziecka chodziłam na spektakle w Teatrze Rozrywki. Teraz dostałam możliwość pracy z aktorami, których zawsze podziwiałam: Elżbietą Okupską, Jacentym Jędrusikiem, Martą Tadlą, Mirosławem Książkiem. Są także aktorzy gościnni, na przykład Jan Bógdoł. Na scenie stanie ponad 100 osób. To przedsięwzięcie ma ogromny rozmiar. Zupełnie inaczej pracuje się nad mniejszymi formami w teatrze dramatycznym, gdzie za całość akcyjną odpowiadam ja, reżyserka. Tu część odpowiedzialności spoczywa na choreografie, część na przygotowaniu wokalnym. Potem wszystko musi zostać spięte w całość. Nie ukrywam, że w działaniach logistycznych wielkim wsparciem jest mój asystent Krzysztof Knurek, który wciela się też w rolę Noego.

Długo szukała pani dzieci, które wystąpią spektaklu?

Bardzo długo, bo wiedziałam, że stoją przed nimi trudne zadania. Poszukiwania wyszły poza Śląsk. Ale udało się! Po wielu castingach mamy 13 fantastycznych chłopaków w bandzie Fagina, dwie Bettinki i jednego, jedynego Olivera, bo drugiego Piotrka Janusza nie da się znaleźć. To ogromny talent. Zachowuje się na scenie jak profesjonalista. Podpowiedział mi go choreograf Jacek Badurek, bo Piotrek grał Adasia Niezgódkę w "Akademii Pana Kleksa". Wiele z wybranych przez nas dzieciaków ma już doświadczenie aktorskie bądź estradowe. Mamy dwóch odtwórców roli Szelmy: Kacpra Andrzejewskiego, który wygrywał konkursy piosenki i Rogera Karwińskiego, znanego chociażby z serialu "Niania". Ania Buczkowska związana jest z zespołem Słoneczni, a Klaudia Walencik brała udział w programie "Mam talent". W zespole mamy chłopców ze szkół muzycznych i baletowej.

Tymczasem w teatrze mówi się, że najgorzej jest pracować z dziećmi i zwierzętami…

Z dziećmi pracuje mi się fantastycznie. Przyszedł wprawdzie i taki moment, kiedy musiałam na nich huknąć, ale była to dla mnie najbardziej stresująca chwila. Każdy z nich jest silną osobowością, mają tysiące pomysłów. Szybko jednak zapamiętują, chłoną uwagi. Każdy z nich ma rekwizyty, o które musi dbać. Każdy nadał sobie sceniczne imię i musiał wymyślić życiorys bohatera, zanim trafił on do bandy, zastanowić się nad relacjami z pozostałymi członkami grupy.
(mw)

Regina Gowarzewska -Griessgraber
Dziennik Zachodni Katowice
24 kwietnia 2009

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski