Rozmowy nie do końca poufne

"Rozmowy poufne" na Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych

Po zaskakujących rozwiązaniami formalnymi spektaklach na Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych mieliśmy okazję obejrzeć przedstawienie klasyczne w formie - oparte prawie wyłącznie na słowie, ponieważ jego części składowe stanowią rozmowy, podczas których bohaterowie opowiadają o swoich emocjach, najintymniejszych przeżyciach, zdradach, występkach i lękach. Wszystko to w bardzo skromniej oprawie wizualnej.

Rzeczywiście nie było szaleństwa inscenizacyjnego, zaskakujących zwrotów akcji, wideoscenografii i innych atrybutów współczesnego teatru. Za całą dekorację posłużyły trzy czarne ściany, stół i ośmioro krzeseł, czasem łóżko. Fabułę spektaklu idealnie podsumowuje jego tytuł - mieliśmy okazję wysłuchać kilku rozmów poufnych, które były czymś w rodzaju spowiedzi. Poznajemy Annę (Dominika Bednarczyk), która zdradza swego męża Henryka (Sławomir Maciejewski) z Tomasem (Tomasz Augustynowicz). Kobieta jest żoną duchownego, co pogłębia jej rozterki, jednak nie jest w stanie zakończyć romansu, który doprowadza zakochanego w niej męża do szaleństwa. Tego, że Henryk trafił do szpitala, że pobił syna trzepaczką aż do krwi, nie będzie dane nam zobaczyć. Wszystkiego dowiadujemy się z rozmów, z relacji Anny. Bohaterowie opowiadają o swoich przeżyciach nie tylko swoim bliskim, zwracają się także bezpośrednio do widowni mówiąc o tym, co ich spotkało, w trzeciej osobie, jakby przytaczali didaskalia.  

Reżyserce udało się wzbudzić i utrzymać nastrój kameralnego spotkania, który budują charakterystyczne bergmanowskie dłużyzny, wymagające od widza nieustannego skupienia, zatopienia się w wewnętrznym świecie postaci. Nie każdego stać na taki rodzaj zaangażowania, zważywszy, że forma pozostaje niezmienna przez cały spektakl. Istota jest treść, myśl przekazywana za pomocą słów. Dowiadujemy się, co się dzieje w momencie, kiedy umiera miłość, kiedy po oględzinach domu okazuje się, że „w mrocznych pokojach wszystko jest na swoim miejscu - ani śladu uczuć”. Wujek Anny Jakub (Tomasz Międzik) jest jej spowiednikiem i to on dochodzi w pewnym momencie do wniosku, że „gramy tyle ról, że powoli umyka nam to, co nie jest rolą” Jednak mądrość nie ochroni go przed najgorszym - umiera na raka w męczarniach pozostawiając zrozpaczoną żonę, która przeżyła z nim 40 lat. Takie jest życie - nieliczne drogowskazy, które ktoś stawia na naszej drodze nie zawsze okazując się pomocne, te natomiast, które mogłyby stanowić podpowiedź, często mijamy niezauważone. 

Oczywiście przy takich założeniach inscenizacyjnych ciężar odpowiedzialności za spektakl przeniesiony zostaje niemalże w pełni na aktora - to od umiejętności warsztatowych zależy, na jak długo zagarnie on uwagę widza. W „rozmowach poufnych” obserwujemy siedmioro aktorów, z których nikt specjalnie się nie wyróżnia. Toczące się w niespiesznym rytmie rozmowy sprawiają, że powoli zaczynamy się zanurzać w nostalgicznym, pełnym emocji świecie, który jednak wydaje się być nieco czarno-biały. Z drugiej jednak strony dobrze znane historie, jak brak szczęścia w małżeństwie, zdrada, szaleństwo z miłości, śmierć sprawiają, że tym silniej odczuwamy powtarzalność i przewidywalność losu ludzkiego, przy jednoczesnym braku jakichkolwiek narzędzi do uodpornienia się na jego ciosy. Wiedza w niczym nie pomaga bohaterom, tak, jak przeżycie dramatów wraz z bohaterami nie pomoże widzom. Anna na początku boi się konsekwencji swoich czynów, analizuje swoje postępowanie, próbuje znaleźć wyjście z sytuacji - w końcu jednak stwierdza, że „boi się, dlatego nie myśli”. Jednak wyhamowanie uczuć nie przychodzi jej już tak łatwo jak uśpienie rozumu.  

„Rozmowy poufne” to kameralny spektakl dla miłośników słowa i gruntownego aktorskiego warsztatu oraz dla wszystkich, którzy lubią wysłuchiwać problemów innych by móc oderwać się od własnych. W erze nowinek technicznych, gdy inscenizatorzy prześcigają się w opracowywaniu coraz wymyślniejszych rozwiązań wizualnych, taki spektakl stanowi dużą odmianę. W czasach naznaczonym czymś, co Tony Kushner nazwał poczuciem wykorzenienia, tradycjonalizm - także w teatrze - razi, dziwi, zaskakuje. Ale też staje się czymś niezwykłym.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
16 marca 2009

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia