Różne oblicza miłości

"Wizje miłości / Mity" - reż. Zofia Rudnicka - Opera na Zamku w Szczecinie

Opera na Zamku co roku na walentynki robi prezent swoim widzom. Rok temu wystawiła z rozmachem premierowo "Romea i Julię", w tym roku trochę skromniej ze względu na pandemię, ale również w temacie - balet "Wizje miłości / Mity".

Spektakl początkowo był przygotowywany w formie nagrania, ale skoro w weekend otworzyły się teatry, widzowie mogli go obejrzeć na żywo.

W pierwszej części "Wizje miłości" widzimy historie pięciu kobiet w różnym wieku. Poznajemy marzenia, nadzieje i oczekiwania bohaterek: Dziewczynki, Panienki, Młodej, Dojrzałej i Przegranej. Muzyka Chopina w wykonaniu Olgi Bilas oddaje charaktery kobiet. Widzimy je gdzieś w parku przy nadmorskim bulwarze. Są w różnym wieku, nudzą się, marzą... Podczas półgodzinnego spektaklu z muzycznym Chopinowskim tłem poznajemy ich problemy. W ich życiu pojawiają się mężczyźni, odchodzą, one zostają same. Podstawą muzyczną są preludia Chopina w wykonaniu Marty Argerich.

Szkoda, że historie kobiet zostały tylko lekko "muśnięte". Nie wiem, czy spowodował to zbyt krótki spektakl, czy sentymentalna muzyka Chopina, ale zabrakło mięsistego kawałka historii, a przecież miłość to silne emocje. W zasadzie tylko w przypadku Dojrzałej (Emma McBeth) widzimy wielką burze uczuć, namiętność, kłótnię kochanków. Tu również Chopin staje się bardziej namiętny. Przyjemnie ogląda się także sceny z udziałem Dziewczynki (Stephanie Nabet) i Panienki (Chiara Belloni) w towarzystwie Chłopca (Patryk Kowalski). Widzimy ich bezstroskę, radość, zabawę. Oni jeszcze nie wiedzą, jak okrutne może być życie. Wszystko to podkreśla muzyka.

Druga część spektaklu to świat antycznej mitologii do muzyki Karola Szymanowskiego, w której fantastyczne przemiany bóstw i herosów wyjaśniają zachodzące w przyrodzie zjawiska. Oglądamy tragedię zakochanego w sobie Narcyza oraz metamorfozy leśnych nimf uciekających przed zalotami lubieżnych bożków. Każdy mit to inny obraz, taniec i nastrój.

Paweł Wdówka jako Narcyz to klasa sama w sobie. To solista baletu, który swoim tańcem zmienia energię nie tylko na scenie, ale również na widowni. Nie tylko za jego sprawą, ale także za sprawą pozostałych tancerzy oraz muzyki Szymanowskiego, zagranej na fortepian (Olga Bila) i skrzypce (Krzysztof Buszczyk), w drugiej części robi się znacznie dynamiczniej i ciekawiej.

Nie należy zapominać, że miłość ma także swoje ciemne oblicze, czasem niszczące, i Zofia Rudnicka w swoim spektaklu to uwzględniła.

Zespół baletowy Opery na Zamku już wielokrotnie pokazał swoje wysokie umiejętności. Nie zabrakło ich także w tym spektaklu. Przy minimalistycznej scenografii i kameralnej muzyce bez orkiestrowych szaleństw, tym bardziej skupiamy się tancerzach, ich grze. Może dlatego odczuwamy lekki niedosyt. Chciałoby się więcej, dłużej, mocniej. Chociaż taka kameralna koncepcja też ma swoje uroki. To taneczne pocztówki, które pozwalają zobaczyć kunszt tancerzy.

To spektakl delikatny, malarski, subtelny, barwny. Spektakl, który się ogląda z przyjemnością.

Małgorzata Klimczak
Dziennik Teatralny Szczecin
17 lutego 2021
Portrety
Zofia Rudnicka

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...