Rygor i szaleństwo

"Niżyński. Zapiski z otchłani" - reż. Józef Opalski - Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Wszystko, co dzieje się na Scenie Miniatura to osobna historia. Rzecz zupełnie osobista, intymne wyznanie. Minimalizm przestrzeni i położenie poza głównym gmachem Teatru Słowackiego sprawia, że już od wejścia mamy wrażenie uprzywilejowanego uczestnictwa w czymś bardzo ważnym.

Nagle w ciszy rozlegają się oklaski. Nie te prawdziwe, ale nagrane. Na scenie widzimy wyrzeźbione ciało tancerza w pozie kończącej występ. Niemal idealne, przypominające wręcz rzeźby greckich bogów. Za chwilę jednak okaże się, że mamy przed sobą artystę złamanego. Kogoś, kto pod niemal całkowitą kontrolą posiadał ciało, jednak umysł gdzieś po drodze się wymknął. Można odnieść wrażenie, że nie patrzymy na coś, co dzieje się realnie, ale mamy przed sobą wizję chorego umysłu. Niżyński (niezwykły Grzegorz Mielczarek) jakby w szpitalu psychiatrycznym rozmawia z osobami, które ma przed sobą (kochająca żona – Agnieszka Judycka), jak również z już nieżyjącymi (matka). Szczególną grozą może napawać postać Doktora (Tomasz Zięba), który swoim spokojem i niemal niewzruszoną postawą przypomina raczej śmierć.

Surowe światło „kroi" przestrzeń. Światło wyznacza granice, nie pozwala na błąd, na wyjście poza określony fragment, gdzie panuje ciemność. Widzimy tylko to, na co pozwalają plamy światła w formie geometrycznych kształtów. Tam rozgrywa się akcja. Nie znamy treści czarnej otchłani. Podobnie jest w tańcu: ruchy tancerza są precyzyjne, mają swoje obliczone odchylenia. Przekroczenie ich może być niebezpieczne. Momentami przestrzeń wydaje się klaustrofobiczna. Stół i krzesła – tyle wystarczy w tym dziwnym pokoju, z którego nie wychodzi główny bohater. Pokoju pełnego nagromadzonych emocji. Niżyński chodzi szybko wokół stołu: jest w błędnym kole. Kocha swoją żonę, jednocześnie nie mogąc uwolnić się od swojego demonicznego mistrza oraz partnera: Sergiusza Diagilewa (Sławomir Maciejewski). To jego cień, jego drugie ja, pierwszy i ostatni element psychicznej mozaiki.

Spektakl „Niżyński. Zapiski z otchłani" w reż. Józefa Opalskiego to dramat geniusza, dramat człowieka. Jednostki zagubionej w sobie i świecie. Nagle okazuje się, że przyjęty przez zawodowego tancerza styl życia był tylko przypadkiem: dawał mu zarobek, stał się ucieczką od biedy. Natomiast uwikłanie się w trójkąt miłosny sprawiło, że przestał radzić sobie z całą sytuacją. Wnętrze jego umysłu powoli zapełnia się jedynie strzępami wspomnieć, a pomiędzy nimi widoczne są przebłyski świadomości. Uczucia, które rządzą człowiekiem to otchłań, której nigdy nie poznamy do końca. Natomiast ich skomplikowania i wszystkich niuansów nie da się opisać. Niżyński, który przekazywał na scenie emocje za pomocą obrazów, nie mógł precyzyjnie nazwać tego, co działo się w jego duszy. Dlatego jego krzyk pozostał niemy, zamknięty w klatce ciała.

 

Joanna Marcinkowska
Dziennik Teatralny Kraków
16 października 2014

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia