Rytuały

"Nieskończona Historia" - reż. Piotr Cieplak - Teatr Powszechny w Warszawie

Groteskowy humor z domieszką musicalu – tak w wielkim skrócie można nakreślić charakter spektaklu „Nieskończona historia", który ciężko okiełznać słowami. Tutaj gra aktorska staje się melodią, a brak dosłownej treści - fabułą.

W ferworze planów i zawrotnego tempa życia, codzienność jawi się jako powtarzalna litania mechanicznych nawyków, które ułatwającnasze funkcjonowanie,równocześnie ograniczają postrzeganie człowieka, co w jaskrawy sposób pokazano w ninejszym spektaklu.

Początkowa scena rozpoczyna się interesującym, muzycznym dialogiem postaci spektaklu, który mimo hipnotycznej melodyki, zbyt wydłużony, wprowadza widza w konsternację. Z rozwojem akcji przedstawiane zostają sylwetki poszczególnych postaci, ze szczególnym uwypukleniem ich przywar oraz codziennych rytuałów, które pomagają im zmagać się z otaczającym światem. Przytoczone schematy rutynowych zachowań w relacji z drugim człowiekiem oraz w sferze religijnej, obnażają mechanizację człowieka, która prowadzi do spłycenia emocjonalnego. Wspomniane „rytuały" przekłute w groteskę, pokazują inną perspektywę postrzegania, zdawałoby się zwykłych i nieniosących w sobie głębszego sensu zdarzeń. Reżyser Piotr Cieplakpodejmując próbę uchwycenia tego,co zazwyczaj niedostrzegalne, ukazuje transcendencję codziennego życia.

Poza elementem metafizyczności przedstawienie przesycone jest humorem i życiowym absurdem. Zróżnicowane kreacjeElizy Borowskiej w roli przekomicznej ciężarnej kobiety oraz Andrzeja Mostalerza, którego bohater owładnięty manią liczenia, tworzy system chroniący przed marketingową manipulacją, bawią do łez. Również barwny wizerunek pary będącej w nieustannym konflikcie, w którą wcieliła się Karina Seweryn oraz Michał Napiątek, pokazuje powszechnie spotykany komizm, a jednocześnie pewien tragizm zawarty w ich relacji.

Niestety w całej swej złożności, spektakl chwilami dłuży się. Niektóre sceny są przeciągane i zbyt eksploatowane, co momentami nuży i utrudnia odbiór sztuki oraz uchwycenie ogólnego sensu. Również w każdej kolejnej scenie zatracany jest wspólny mianownik łączący życia bohaterów, co wprowadza do spektaklu chaos.

Sztuka Artura Pałygi w interpretacji Piotra Cieplaka przez awangardę i niedopowiedzenia,zmusza do refleksji i głębszej analizy pozornie nic nieznaczącychczynności dnia codziennego.  W przedstawieniu podkreślono, że w tej rutynie i prostocie tak podobnych do siebie dni, tkwi coś hipnotycznego i niezwykłego. Warto podkreślić, że dzięki „luźnej" konstrukcjiprzejawiającej się między innymi w wielowątkowości, abstrakcie i zróżnicowaniej dynamice,spektakl może być odbierany wyjątkowo indywidualnie, przy czym po uważnym śledzeniu na scenie biegu wydarzeń, zawsze skłoni do zadumy i pochylenia się nad istotą otaczającej rzeczywistości.

Magdalena Godlewska
Dziennik Teatralny Warszawa
5 lutego 2014

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia