Ryzyko tylko dla dorosłych

Felieton Agnieszki Kochanowskiej

Kongres Kultury Pomorskiej ma na celu przedstawienie stanu posiadania oraz próbę opisu i charakterystyki działań kulturalnych na Pomorzu w kontekście regionalnym i ogólnopolskim. Stolik „Teatr i taniec" odbył się 3 kwietnia 2017 w Teatrze Wybrzeże, a uczestniczyli w nim artyści, menedżerowie, dziennikarze i teatrolodzy. Zgodnie z zapisem organizatorów: „Dyskurs nad rolą teatru na Pomorzu stoi od dawna na niezadowalającym poziomie. Obrady w Teatrze Wybrzeże mogą stworzyć okoliczności do nowego otwarcia. Stanie się tak wtedy, gdy w odważnej i merytorycznej dyskusji wezmą udział zainteresowani losem teatru w Regionie i w Centrum".

Rozmawialiśmy podczas stolika „Teatr i taniec" o podejmowaniu ryzyka jako wyznaczniku teatru artystycznego. Piotr Wyszomirski podał definicję odwagi w tym kontekście jako działania wbrew władzom. Rozwinęła się dyskusja o braku teatru artystycznego w Trójmieście, teatru artystycznego, którego definicja jednak zbyt często pokrywała się z teatrem krytycznym czy politycznym. Czy to jedyne miejsce ryzyka? Na pewno jedyne interesujące współcześnie krytykę i wykładowców zajmujących się tematyką teatralną.

Podczas tej dyskusji jako przedstawicielka teatr lalkowego/dla dzieci poczułam się zupełnie wykluczona. Wszyscy z góry zakładają – nawet padło to w wypowiedzi Michała Kowalskiego, aktora Teatru Wybrzeże – że teatr dla dzieci nie oznacza żadnego ryzyka. To wręcz gwarancja pełnych sal i żywej gotówki. To gorszy teatr, który robi się dla pieniędzy i frekwencji. Oczywiście zawsze rzecz rozbija się o „detale", czyli jaki teatr dla dzieci się robi.

W teatrze dla dzieci też można rozróżnić teatr komercyjny i teatr artystyczny, choć tej granicy nawet tak doświadczeni teatrolodzy jak prof. Ewa Nawrocka najwyraźniej nie zauważają. Właśnie z ust pani profesor padła kwestia, że „Miniatura nie robi już spektakli lalkowych" i nie ma na co prowadzić swoich wnuków. „A dzieci tak lubią lalki". I tu właśnie natykamy się na pierwsze ryzyko w teatrze lalkowym – ma być kukła, marionetka albo pacynka, inne formy nie są już interesujące, to nie lalki.

Pracując jakiś czas w teatrze dla dzieci/teatrze lalkowym, mamy mniej więcej pojęcie, co się sprzedaje. I na pewno jest to klasyczny teatr lalkowy, właśnie kukły, marionetki i pacynki. Spróbujcie jednak poeksperymentować – zróbcie lalki z gliny („Krzyżacy") czy z piany („Fahrenheit"), a nasi piewcy teatru eksperymentalnego i poszukującego albo nie zwrócą na to najmniejszej uwagi, albo ponarzekają, że nie ma lalek. Takich lalek, jakie oglądali w dzieciństwie. Jakby teatr dla dzieci/teatr lalkowy był wykluczony z poszukiwań i eksperymentu, jakby akurat na tym obszarze eksperyment czy poszukiwania nie były interesujące. Musi być ładnie, żywo, kolorowo i zabawnie. Idealny przepis na teatr dla dzieci. Jesteśmy przyzwyczajeni, że przekraczającego utarte schematy teatru dla dzieci nie cenią nauczyciele, że każda nietypowa forma czy treść powoduje czasem ostre i nieprzyjemne dyskusje, ale że nie będą potrafili tego docenić specjaliści od teatru? Ci, których powinno cieszyć to, co świeże i nowe?

Czy to jest tak, że teatr poszukujący/eksperymentalny jest tylko dla dorosłych, a naszym dzieciom chcemy proponować tylko bezpieczną klasykę? Że w teatrze dla dorosłych mogą funkcjonować artyści, a w teatrze dla dzieci jest miejsce tylko dla rzemieślników?

Jako Teatr Miniatura nie robimy teatru krytycznego – wg Piotr Wyszomirskiego artystycznego – a jednak ryzykujemy przy większości spektakli, które tworzymy. Ryzykujemy robiąc coś dla widowni 10+, a nie dla zwyczajowego odbiorcy teatru dla dzieci, czyli widzów z przedszkola i wczesnej podstawówki. Ryzykujemy nie robiąc znanych tekstów albo przepisując je w niestandardowy sposób. Ryzykujemy stosując nietypowe formy lalkowe. Ryzykujemy zapraszając artystów teatru dramatycznego, którzy tworzą swoje pierwsze spektakle dla dzieci w teatrze, w którym znajomość adresata jest ogromnie ważna.

Nasza działalność jest cały czas próbą balansowania. Poszukiwania, ale też bycia w kontakcie z naszą publicznością. A jednak cały czas słyszymy te głosy – dlaczego nie ma „Czerwonego Kapturka", a jak już jest, to dlaczego taki współczesny albo dlaczego w teatrze cieni, przecież ekran mamy w kinie itd. itp.

Teatr dla dzieci jest przedmiotem wyobrażeń, stereotypów, dawno przebrzmiałych skojarzeń i oczekiwań. I nikt tego nie dyskutuje. Specjalistów od teatru to nie interesuje. Nikt nie zastanawia się nad artystycznym teatrem dla dzieci. Jakby tu nie było miejsca na teatr artystyczny, teatr ryzykujący i eksperymentujący. Z tej dyskusji jesteśmy wykluczeni.

Agnieszka Kochanowska
Za kulisami
12 kwietnia 2017

Książka tygodnia

Wróg publiczny i inne dramaty węgierskie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia