Rzeczywistość przesłodzona

"Emigranci" - reż. Franciszek Szumiński - Teatr J. Osterwy w Lublinie

Premierowa sztuka reaktywowanej sceny Reduta w Teatrze Osterwy w Lublinie.

3 listopada w niedzielę odbyła się premiera spektaklu „Emigranci" w reżyserii Franciszka Szumińskiego. Na nowej, reaktywowanej scenie Reduta, która po 9 letniej przerwie mogła wznowić swoją działalność, w kameralnym gronie widzowie zostali zaproszeni do małego mieszkania dwóch emigrantów, na co dzień zmagających się z samotnością i trudem życia poza swoją ojczyzną, gdzieś w kraju rządzącym się Euro i wyzyskiem pracowniczym, dającym wytchnienie być może tylko w ten jeden wieczór. W Nowy Rok.

Młody reżyser Franciszek Szumiński podjął się trudnego wyzwania ukazania dwóch mężczyzn - młodego intelektualisty AA ( Paweł Kos), jak również robotnika XX (Wojciech Rusin) - w płaszczyźnie współczesnych problemów polskiej emigracji. Nie stara się usilnie przenosić akcji do lat 70 tych dwudziestego wieku, rzeczywistość jest tu i teraz, aby widz mógł odnieść ją do swojego życia. Na scenie - mały zniszczony przez lata stół, dwa łóżka i dwa krzesła, wszystko jest minimalistyczne, tak, jak potrzeby tych, którzy tam wyjeżdżają. Chcą zarobić na dom i rodzinę albo tworzyć, rozwijać się intelektualnie - warunki materialne przestają wtedy mieć znaczenie. W Polsce każdy z nich czuł się jak zwierzę w klatce. Lecz czy Zachód dał im wolność? Zarówno młody intelektualista, jak i robotnik tej wolności nie czują. Spracowany polski robotnik staje się zniewolony poprzez swoje ciągłe dążenie do sukcesu materialnego, gromadzenia co raz to większej ilości pieniędzy. Mały pluszowy miś skarbonka wypchany walutą Euro uzależnia, zniewala swoją obecnością do tego stopnia, że obietnice o powrocie stają się utopią, mrzonką wobec marzeń bycia bogatszym o jeszcze kilka banknotów.

Młody intelektualista pragnie tworzyć, pisać lecz zniewala go irytacja, gniew, brak wewnętrznej zgody na rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę. Wszystkie notatki w rezultacie płoną w umywalce a zapach popiołu na widowni przypomina o marności starań bycia sobą w obecnym zmaterializowanym świecie. Chłopaki, nie darzą się wzajemną sympatią, mogą się albo nawzajem pozabijać, albo odnaleźć wspólny mianownik i dojść do konsensusu. Dłoń z siekierą Wojtkowi zamiera. Cisza. Zapala się nagle jaskrawa żarówka nie tylko na scenie ale również w umysłach. Że jednak jest wspólny cel, wspólna przestrzeń, którą wypełniają razem, swoimi tęsknotami i marzeniami.

Ból istnienia jest bardzo silny, odczuwalny nie tylko w rzucanych przez Wojtka krzesłach czy w stawianych na sztorc przez Pawła łóżkach. Jest wyczuwalny w każdym geście i w drżeniu rąk z trudem utrzymujących gasnącego papierosa. Emocje są jak ogień, a jeśli jest ogień, to również jest dym. Pieniądze porwane "w drobny mak", próba samobójcza. Jedynym ratunkiem pozostaje list do rodziny. Puentą spektaklu, którą niewątpliwie przekazuje Szumiński jest miłość, która ratuje od szaleństwa i głupoty. Spektakl niewątpliwie jest kontynuacją jego wcześniejszego spektaklu "Dzika Kaczka" na podstawie powieści Henryka Ibsena w Teatrze Żeromskiego. Podobnie, jak to zrobił na deskach teatru w Kielcach, tak i tu, na nowej małej scenie Reduta w Lublinie dotyka tematu prawdy i walki o nią.

Widownia jest blisko aktorów, czuje dym palącego się papierosa, czy też słyszy szum gotującej się wody na herbatę. Jest tuż obok, jako kolejny emigrant, w stanie umysłu uciekającego przed szarą rzeczywistością. Widzów i aktorów oddziela tylko jedno: niewidoczna prawie, subtelna moskitiera. Aktorzy w ten sposób mimowolnie są jak w klatce, tracąc swoje człowieczeństwo. Nie chcą być ani psem, ani wołem czy też świni. Są ludźmi pragnącymi czuć smak wolności. Moskitiera szczelnie chroni, ale za nią nie ma ani jednej muchy, za którą się tęskni jak za małym wspomnieniem, dającym nadzieję na normalność.

Uczucie wyobcowania jest wszechobecne. Dworzec kolejowy, czy kino, pozwalają na moment zapomnieć, że jest się obcym, gdyż w tych dwóch miejscach nikt na nikogo nie zwraca uwagi, każdy jest wpatrzony albo w pociąg albo w ekran kinowy. Jest to jednak iluzja. Wracając do swojej sutereny nie mając po raz kolejny pieniędzy na papierosy - uczucie wyobcowania powraca.

Konflikt pomiędzy intelektualistą AA a robotnikiem XX dzieje się nie tylko w obszarze kulturowym ale i obyczajowym. Czym innym dla nich dwojga jest pojmowanie wolności. Czy wolnością jest decyzja o samobójstwie? Z pewnością nie, jeśli odbiera to, co najbardziej kochamy. Poruszająca scena końcowa, gdy Wojtek drży po nieudanej próbie samobójczej, a Paweł nie wiedząc jak poradzić sobie z emocjami chce wyskoczyć przez okno - przekreśla śmierć jako rozwiązanie problemów. Nie daje ona bowiem odpowiedzi na żadne z postawionych tez - czym jest kres niewolnictwa i czym jest tak naprawdę wolność. Rzeczywistość często bywa za granicą przesłodzona tak, jak herbata w szklance Wojtka i często mylona z mięsem najwyższej wartości z puszka karmy dla psa. Odbierane jest człowieczeństwo, odbierana jest wolność i odbierana jest godność bycia sobą.

Nowy Rok, nowe nadzieje, które wtedy się rodzą, przywołują jednak depresję i osamotnienie, a jedynym ratunkiem może być tylko miłość.

Spektakl „Emigranci" w reżyserii Franciszka Szumińskiego z pewnością daje dobry początek kolejnym spektaklom na nowej scenie Reduta, która pozwala wyciągnąć dłoń i przyjrzeć się dramaturgi teatralnej jeszcze bliżej i jeszcze uważniej niż do tej pory.

Dorota Pogorzelska
Dziennik Teatralny Lublin
7 listopada 2019

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski