Rzetelna praca i szczera rozmowa

Rozmowa z Ewą Pilawską

Odmienianie słowa awangarda przez wszystkie przypadki, w związku z obchodami stulecia, sprowokowało mnie do zastanowienia się nad tym, na ile awangarda jest obecna dziś. Jak ideały twórców awangardy historycznej wpłynęły na współczesną sztukę, w tym również teatr? I wreszcie co to oznacza być artystą awangardowym? Dlatego stało mi się bliskie hasło "awangarda jako stan umysłu", o którym mówił André Breton i dadaiści. Mam nadzieję, że ów awangardowy stan umysłu odnajdą Państwo w propozycjach twórców, których spektakle zaprezentujemy.

Z Ewą Pilawską, dyrektorką Teatru Powszechnego w Łodzi i 23. Międzynarodowego Festiwalu Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych w Łodzi, rozmawia Beata Ostojska z portalu Rynek Łódzki.

Beata Ostojska: 4 marca ruszył XXIII Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. Jakie gwiazdy zobaczymy w tym roku na festiwalu?

Ewa Pilawska: Gwiazd chyba nie zobaczymy, za to wybitnych aktorów z Polski i Austrii. W tym roku na Festiwalu zaprezentujemy spektakle m.in. trzech scen narodowych - Teatru Narodowego z Warszawy, Starego Teatru w Krakowie i Narodowego Teatru z Wiednia. Wierzę, że będziecie mieli Państwo okazję obejrzeć ważne spektakle i ciekawe kreacje aktorskie i - jak co roku - jestem bardzo ciekawa opinii widzów.

Jak to się robi, że każdego roku Festiwal jest takim sukcesem, że w momencie uruchomienia sprzedaży ludzie stoją w kolejce po bilety?

- Myślę, że za sukcesem Festiwalu stoi rzetelna, wieloletnia praca. To nie urodziło się z dnia na dzień. Unikam kategoryzowania, ale mam głębokie przekonanie, że przez ponad 20 lat prowadzę z widzami Festiwalu szczerą rozmowę, proponując im coraz odważniejszy i coraz bardziej wymagający repertuar. Trudno nas porównywać do Festiwali, które na stracie mają kilkumilionowy budżet. Nasz miał zupełnie inną drogę - zaczynaliśmy od zera. Dla mnie Festiwal, teatr w ogóle, są przestrzenią dialogu. Nic nie dzieje się bez przyczyny i w oderwaniu od miejsca oraz ludzi, dla których go tworzymy. I myślę, że nasi widzowie to doceniają, dlatego obdarzają nas takim zaufaniem i wyczekują kolejnej edycji.

W tym roku festiwal nosi podtytuł - "Awangarda jako stan umysłu". Dlaczego taki temat?

- Odmienianie słowa awangarda przez wszystkie przypadki, w związku z obchodami stulecia, sprowokowało mnie do zastanowienia się nad tym, na ile awangarda jest obecna dziś. Jak ideały twórców awangardy historycznej wpłynęły na współczesną sztukę, w tym również teatr? I wreszcie co to oznacza być artystą awangardowym? Dlatego stało mi się bliskie hasło "awangarda jako stan umysłu", o którym mówił André Breton i dadaiści. Mam nadzieję, że ów awangardowy stan umysłu odnajdą Państwo w propozycjach twórców, których spektakle zaprezentujemy. Będzie on również tematem dyskusji "Awangarda, teatr i cała reszta", z udziałem artystów z całego świata, którą przygotowuje prof. Ryszard Kluszczyński,.

W zasadzie wszystkie festiwalowe prezentacje odbędą się w budynku Teatru Powszechnego. Będzie to ostatni Festiwal na Dużej Scenie Teatru przed jej modernizacją. A co z przenosinami do Bałtyku?

- Zostały już przypieczętowane. Otrzymaliśmy informację o dofinansowaniu z Ministerstwa Kultury na zakup sprzętu do montażu systemu oświetlenia sceny, dzięki któremu będziemy mogli prezentować spektakle w kinie Bałtyk. To był niezwykły dzień, kiedy się o tym dowiedziałam, bo jest to fenomenalna wiadomość dla zespołu, który nie traci pracy, ale i dla publiczności.

To w dużej mierze Pani sukces, jako dyrektora, a od nowego roku dyrektor teatru stał się oficjalnie zawodem. Czy Pani czuje się zawodowym dyrektorem teatru?

- Tak.

A jaki jest przepis na bycie dyrektorem z sukcesem?

- Najważniejsza w teatrze jest wizja artystyczna, trzeba mieć koncepcję prowadzenia teatru i konsekwentnie ją realizować. Trzeba wiedzieć, jaki chce się prowadzić teatr, ale także, w jakim kontekście ten teatr powstaje. Jeśli uda się stworzyć drużynę, którą łączy wspólny cel, można osiągnąć naprawdę wiele. Dyrektor z jednej strony powinien mieć odwagę marzyć, a z drugiej musi mieć pewność, że teatr działał profesjonalnie od strony administracyjno-rachunkowej. Choć za to odpowiadają zastępca dyrektora i główna księgowa, to bywa, że za ich niekompetencje cięgi spadają na dyrektora. Dlatego tak bardzo istotne, by mieć merytorycznych współpracowników, ale proporcje muszą być zawsze zachowane. Wszak sercem teatru jest scena, którą reszta wspiera. Przepis na dobrego dyrektora: talent i nos - jak mówi Maciej Englert - nie ma szkoły dyrektorów teatru.

Dziękuję za rozmowę i życzę kompletu widzów.

___

Ewa Pilawska - teatrolog. Od 1995 dyrektor Teatru Powszechnego w Łodzi. Autorka projektu Polskie Centrum Komedii, mającego na celu zainicjowanie dyskusji o miejscu i randze komedii we współczesnym świecie. Stworzyła Międzynarodowy Festiwal Sztuk Przyjemnych i Nieprzyjemnych. W 2013 ukończyła współfinansowaną ze środków unijnych, budowę Małej Sceny. Pomysłodawczyni jedynego w Polsce i unikatowego w Europie Teatru dla osób niewidomych i słabo widzących. "Człowiek Kultury 2015 roku".

Beata Ostojska
Rynek Łódzki
18 marca 2017
Portrety
Ewa Pilawska

Książka tygodnia

Amantka z pieprzem
Wydawnictwo Prószyński i S-ka
Grażyna Barszczewska, Grzegorz Ćwiertniewicz

Trailer tygodnia