Sacrum i profanum

"Ojciec" - reż: Agata Duda-Gracz - Teatr im.Słowackiego w Krakowie

Spektakl zbudowany na motywach opowiadania galicyjskiego pisarza Oskara Tauschinskiego, przedstawia maniakalne dążenie artysty do osiągnięcia doskonałości. Jaką wartość ma życie ludzkie, przy chęci stworzenia arcydzieła?

Krucyfiks, będący przedmiotem zamówienia, staje się obsesją podstarzałego artysty.Pragnie on uwięzić w kamieniu moment śmierci człowieka. Kolejne gipsowe ciała Chrystusa rozbijają się, zrzucane ze stołu - nie są wystarczająco martwe. Obsesja. Po ataku furii spowodowanym bezsilnością, przychodzi nowa nadzieja. Czas kolejnej próby sięgnięcia ideału.  

Agata Duda-Gracz w ciekawy sposób aranżuje przestrzeń teatru im. Juliusza Słowackiego. Miejsca przedmiotów są podpisane wielkimi, białymi literami, a na balkonach przemykają operatorzy świateł. Wbrew pozorom można ulec iluzji, nawet w obnażonych kulisach. Ogromna hala upodobniona zostaje do wnętrza kościoła. Figury świętych: Julianny, Dionizego i Sebastiana, ustawione po bokach, uciszają wchodzących na salę widzów. Stół przy którym rodzina artysty jada wspólne posiłki, jak ołtarz - stoi głęboko w centrum sceny, a jeden z aktorów, siedzący na widowni intonuje pieśń kościelną. W całym konstruowaniu rzeczywistości teatralnej, na wzór katolickiej świątyni, brakuje tylko krucyfiksu, ale i ten pojawia się w scenie finalnej, gdy pośrodku sceny zostaje zawieszony ukrzyżowany Jur. 

Pracownia plastyczna jest miejscem, gdzie profanum uderza w świętość. Proces tworzenia, będący jakimś rodzajem sacrum, zakłócany jest przez prozę życia. Podczas gdy rzeźbiarz wykańcza jedną ze swych prac, jego żona tłukąc łyżką w talerz narzeka, że drożeją jajka i buraki. Takie zderzenie powtarza się wielokrotnie. Prosty chłopak imieniem Jur, w oczach rzeźbiarza, okazuje się być idealnym ucieleśnieniem Jezusa Chrystusa (i do samej śmierci nosi na nadgarstkach pieszczochy). Figury świętych widząc gwałt na córce artysty, złośliwie rechoczą, a dziewczyna, która jest notorycznie wykorzystywana przez czeladnika, próbuje wejść w intymną relację z rzeźbą św. Sebastiana.  

Wielopłaszczyznowy, monumentalny obraz, stworzony na scenie jest silniejszy i wyraźniejszy niż tekst. Symbolika zawarta w przekazie wizualnym, miesza się z nachalną dosłownością niektórych scen. Brutalny gwałt, czeladnik przybijający swoją rękę do stołu, czy wbijanie gwoździ w nadgarstki Jura, stawiają widza w niewygodnej sytuacji milczącego współuczestnika (dopóki nie zaczyna lać się farba).

Trzy posągi obserwujące scenę z wysokości, nucąc na głosy, wprowadzają niepokojącą atmosferę. Światło wlewa się do misek rodziny rzeźbiarza i wydobywa postaci ze stonowanego tła. Reżyserka snuje malarską narrację. Zderza konkret z ogromem niezagospodarowanej przestrzeni.

Scena podzielona jest na poziomy, a przypisane do każdego z nich postacie, nie spotykają się bezpośrednio. Jedynie Jur, poświęcony jako model dla sztuki sakralnej, podniesiony zostaje w sferę gdzie przebywają święci.

Rzeźbiarz zamknął w materii moment śmierci i popełnił śmiertelny grzech, tworząc figurę zbawcy. Na ołtarz sztuki polała się farba. Ofiara została spełniona.

Adrianna Markowicz
Dziennik Teatralny Kraków
4 grudnia 2010

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

Artyści w spocie przec...
Andrzej Seweryn, Magdalena Boczarska,...