Sacrum profanum Trelińskiego

"Ognisty anioł" - reż. Mariusz Treliński - Teatr Wielki - Opera Narodowa w Warszawie

W niedzielę w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej w Warszawie odbyła się premiera "Ognistego anioła" Siergieja Prokofiewa w interpretacji Mariusza Trelińskiego. Dzieło tak demoniczne, że sami Prokofiew i Walerij Briusow, na podstawie powieści którego powstało libretto, mogliby wystraszyć się tego, co uczynili. Trelińskiemu jak zwykle nie zabrakło fantazji i odwagi, ale tym razem również... umiaru.

Brak owacji na stojąco dla twórców z operowym Oscarem na czele mówi bardzo wiele. Bo niemal każdy spektakl Trelińskiego, nie tylko premierowy, kończył się w Teatrze Wielkim - Operze Narodowej owacjami na stojąco. Goś, co jest szczególnym zaszczytem dla twórcy, dla Trelińskiego już dawno stało się normą. Lecz nie tym razem. Czy brak "standing ovation" to kara? Oczywiście, że nie. Ale obserwując dotychczasowe dokonania tego twórcy, to wyraźny sygnał, że coś poszło nie tak.

W duszach kłęby czarnego dymu, w sercach szaleństwo grzesznej miłości, wkoło parada demonów. "Ognisty anioł" to mroczne dzieło o opętaniu. Renata, będąc młodą dziewczyną, oddaje serce aniołowi, który jej się ukazuje. Zmusza go, by przybrał ludzką postać i rozpoczął z nią wspólne życie.

Anioł spełnia ten warunek, ale niebawem odchodzi. Kobieta szaleje. Postanawia go odnaleźć. Pomaga jej w tym Ruprecht, który sam zakochuje się w Renacie. Czy jednak upragniona zjawa to anioł, czy szatan? Czy Renata jest świętą, czy opętaną, która obcowała z diabłem?

Bohaterami są tu widma, wróżki, Faust, Mefisto i inni, którzy w mniejszym bądź większym stopniu mają uosabiać zło. Materia dla Mariusza Trelińskiego, który w nowatorski sposób traktuje operę, kierując ją na drogę widowisk i tworząc hybrydę klasycznego teatru z efektownym kinem grozy, wydaje się idealna. Ale nie tym razem. Narkotyczne stany, magiczne seanse i diabelskie sztuczki nie są tu koniecznym tłem do oddania myśli Prokofiewa, duszną aurą, w której reżyser zanurza swoje postacie. To sens całego przedstawienia. "Ognisty anioł" to właściwie nie spektakl, to seans spirytystyczny. I w taki sposób to, co jest u Trelińskiego zazwyczaj efektowne, tu stało się efekciarskie. Tym samym Treliński wykazał się szaleństwem bliskim swoim bohaterom.

Sylwia Krasnodębska
Gazeta Polska Codziennie
16 maja 2018

Książka tygodnia

Gilliamesque
Wydawnictwo Planeta
Terry Gilliam

Trailer tygodnia