Samotność, która tańczy samą siebie

"Tango Piazzolla" - Teatr im. Słowackiego w Krakowie

Tango to, jak powiedział Ernesto Santos Discépolo, "smutek, który sam siebie tańczy". Oprócz smutku tańczy miłość, zazdrość, nienawiść, najsilniejsze namiętności, jakich doznaje człowiek. Bez nich byłby jak kukła wisząca na sznurkach; byłby tylko oddechem śpiącego, który całe życie przeżywa we śnie. "La vida es sueño" - stwierdził kiedyś Pedro Calderon de la Barca. A potem... "Życie jest snem" - potwierdziła Anna Burzyńska i Józef Opalski. I do tegoż snu nas zaprosili

Jest późna noc, kiedy kelnerka Maria (Katarzyna Zawiślak-Dolny) sprząta małą knajpkę po klienteli. Zjawia się On: młody nieznajomy (Rafał Sadowski), poeta. Prosi o możliwość noclegu, gdyż zapada noc. Z początku niechętna dziewczyna nabiera zaufania do przybysza. Chyba poczuła zbliżającą się szansę do zatańczenia jej ukochanego tańca, w ulubionej czerwonej sukience, chowanej skrzętnie za barem. Plakat, wiszący na ścianie, przedstawiający piękną dziewczynę, Manuelę Frenetico, zaciekawia młodzieńca. Marysia tańcem opowiada jej historię. Tańczy, rozwiewając czerwony pył – tango, mgła, mrok... Niczym z „Piotrusia Pana” i musicalu Baz’a Luhrmann’a „Moulin Rouge”. Młodzieniec i marząca o dźwiękach bandoneonu dziewczyna, przenoszą się do argentyńskiej knajpki z lat trzydziestych ubiegłego wieku, do świata „El sueño”, jak głoszą kolorowe, wiszące światła. Trzy pary, otaczają osamotnionego Marco, tańczą tango. Maria znika niepostrzeżenie, wraca niekiedy, ta piękna tajemnicza zjawa, ingerując nieco w ciągle zmieniające się obrazy (np. unosząc misterny plakat, by stojąca za nim „prawdziwa” piosenkarka, ucharakteryzowana na słynną Milvę (muzę Józefa Opalskiego), zaśpiewa pięknej i nieszczęśliwie zakochanej w „niemłodym” Jorge’u Lucii „Zapomnienie” („Oblivion”).  

Marco szybko odnajduje się w świecie, do którego niespodziewanie trafił. Flirtuje z Margaritą, właścicielką „El sueño”, za dobrą monetę przyjmując jej zainteresowanie swoją osobą. Jest świadkiem obcych perypetii miłosnych: groteskowego pojedynku Carlosa i Pedra (przypominającego bardziej kreskówkę lub amerykańską parodię: ich ruchy są przedstawione w zwolnionym tempie, pomimo szybkiej muzyki). Gdy Carlos (Wojciech Skibiński) zostaje wyrzucony z pracy, przybysz szybko zajmuje jego stanowisko. Po powrocie próbuje odzyskać dawne miejsce, unikając ślepo kochającej go Niny („Pójdę z nim, będę spać na jego progu”), która o swym uczuciu śpiewa do pięknej kompozycji Astora Piazzolli, pt. „Adios nonino”. Carlos nie potrafi i nie chce jej kochać, potrafi to natomiast umiłowana Dolores (Dorota Godzic). Uwodzi ona Ninę (Joanna Mastalerz), skutecznie, choć nie bez jej wahania: w tangu wpada w ramiona Carlosa, zamierzającego zadowolić się jedynie obsesyjnie zakochaną kobietą. Nina jednak zostaje nie z mężczyzną, ale z delikatną kobietą. A Marco... Marco dokonuje wyboru pomiędzy snem Marii, a jego własnym marzeniem, które zaczęło nagle żyć własnym życiem: dołącza do bywalców knajpki, do sennego tańca w objęciach Morfeusza.

Sztuka, przypominająca swą ramą ów „Moulin Rouge” Luhrmann’a, jest specyficzną kroniką przypadków i wypadków miłosnych, napisanych staccatem kroków i szybkimi calesitami. Zarówno taniec, jak i śpiew, opowiadają historie, w szczególności te bez szczęśliwego zakończenia. Ogromne wrażenie wywiera muzyka grana na żywo przez kwintet Tango Bridge (pod kierownictwem Grzegorza Frankowskiego), kompozycji wirtuoza bandoneonu i tanga argentyńskiego, nieżyjącego już Astora Piazzollę: zwłaszcza wykonane na zakończenie genialne „Libertango”. Muzycy zostali umieszczeni na podwyższeniu, znajdującym się na tyłach sceny, zasłaniając niektóre przejścia bohaterów (np. pojawienie się i zniknięcie Marii w czasie odwiedzin lokalu przez Manuelę). Nie są niezależni od akcji sztuki: Margarita zwraca się do nich wprost, wręczając im pieniądze, choć być może ich kontakt z bohaterami jest trochę zbyt nikły.

Miłość i sen – to esencja „Tanga Piazzolli”. Magiczna, muzyczna, rytmiczna... Wprost nie można przestać słuchać tego Piazzolli...

Maria Anna Piękoś
Dziennik Teatralny Kraków
7 marca 2011

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia