Samotny Mały Książę

"Desert" - reż: Paulina Wycichowska - Polski Teatr Tańca w Poznaniu

Najnowszy spektakl Polskiego Teatru Tańca zainspirowany został "Małym Księciem" Antoine\'a de Saint-Exupéry\'ego. Paulina Wycichowska spojrzała na tę piękną powieść poetycką z pespektywy dorosłego, dojrzałego czytelnika. W spektaklu "Desert" wyeksponowana została samotność

W najnowszym dziele wykorzystano m.in. wiersz Walta Whitmana „To ty jesteś tą nową istotą, która ma się ku mnie?”, fragmenty „Małego Księcia” oraz „Innego świata” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego. Do ich prezentacji wykorzystano ekran bądź ciała aktorów, po których przesuwały się wyświetlane słowa. W trakcie spektaklu można było również usłyszeć utwór Vesperi Szymona Brzoski w wykonaniu Mosaic String Quartet.

O czym opowiada Wycichowska? Za pomocą ruchu maluje obraz Małego Księcia. Nie jest to jednak dokładnie taka postać jaką znamy z powieści. Wspólnym mianownikiem dzieła Francuza oraz spektaklu jest samotność oraz pustynia. To właśnie na niej bohater poznaje sam siebie. To ona jest pustkowiem, na którym młody człowiek musi pozostać sam ze sobą i stać się dorosłym. Jest tym, z czym człowiek musi się uporać, tym czego się często obawia. Pustynia jest symbolem tego, co nieznane bądź wyparte.

Wycichowska w swym spektaklu przedstawiła publiczności zagubionego chłopca, ale również mężczyznę. Na scenie można było zobaczyć proces dojrzewania, konfrontacji z rzeczywistością. To opowieść o dorastaniu do miłości, szacunku wobec niej oraz przyjaźni. To próba odpowiedzi na pytanie, czym jest odpowiedzialność:

- To tu. Pójdę sam jeden krok naprzód. 
Usiadł jednak, ponieważ bał się. Powiedział jeszcze:
- Wiesz... moja róża... jestem za nią odpowiedzialny. A ona jest taka słaba. I taka naiwna. Ma cztery nic niewarte kolce dla obrony przed całym światem.
Usiadłem, nie mogłem utrzymać się na nogach.
- Tak... to wszystko... - powiedział.
Wahał się jeszcze chwilę, później wstał. Zrobił krok. Nie mogłem się poruszyć.

Autor „Małego Księcia” prawdopodobnie napisał książkę tę w 1941 roku podczas swojego pobytu w szpitalu. Był wówczas w Stanach Zjednoczonych. Czuł się samotny. Był chory, ale również w tym czasie opuścił Francję, rozstał się ze swoją matką oraz jego związek z żoną pozostawiał wiele do życzenia, z powodu jej problemów psychicznych. Kobieta ta była neurotyczką, często nie reagowała adekwatnie do zaistniałej sytuacji. To ona prawdopodobnie była pierwowzorem róży z powieści. Pilotem był sam autor, który opowiedział swoją historię. 

Antonie de Saint-Exupéry napisał niezwykle mądrą książkę. Autor zawarł w niej mądrości całego świata. Nie bez powodu jego dzieło zostało przełożone na ponad dwieście języków. Spektakl Wycichowskiej, tak ubogi w słowa, nie potrzebowałby tłumacza. Język gestu, ruchu, tańca oraz plastyka jest ponad werbalnym językiem, zrozumiałym dla każdego. Między innymi dlatego widownia w trakcie spektaklu była istną wieżą Babel. Aktorzy posługiwali się językiem, który pokonuje wszystkie przeszkody, jakie stoją na drodze w porozumiewaniu się ludzi różnych kultur. W omawianym przeze mnie przypadku nie wykorzystano tylko tematu, który jest obecny w każdej nacji, ale również uniwersalną formę przekazu.

Metaforyczna opowieść stała się idealną podwaliną dla teatru, w którym pierwsze skrzypce gra taniec. Uwagę zwraca również kolorystyka spektaklu. Aktorzy ubrani byli w odcienie, szarości, bieli bądź ostrej czerwieni. Różne emocje kłębiły się w postaciach i kontrastowały ze sobą jak kolory na scenie.

Czułem, że dzieje się coś niezwykłego. Ściskałem go mocno w ramionach, lecz mimo to wydawało mi się, że zsuwa się pionowo w przepaść, z której nie będę mógł go wyciągnąć... Wzrok miał poważny, zagubiony w dali. 
- Mam twojego baranka. I mam skrzynkę dla niego... I mam kaganiec...
Uśmiechnął się smutno. Długo czekałem. Wyczuwałem, że powoli ożywia się. 
- Mały przyjacielu, bałeś się... 
Bał się, na pewno. Zaśmiał się cichutko: 
- Dzisiejszego wieczoru będę się bał znacznie bardziej... 
I znowu zmroziło mnie przeczucie czegoś nieodwołalnego. Nie słyszeć więcej jego śmiechu - ta myśl mnie zadręczała. Ten śmiech był dla mnie jak studnia na pustyni. 
- Mały przyjacielu, chcę usłyszeć twój śmiech... 
Odpowiedział: 
- Tej nocy mija rok. Moja gwiazda znajdzie się dokładnie nad miejscem, gdzie spadłem rok temu... 
- Mały przyjacielu, prawda, to był tylko zły sen o żmii, o spotkaniu i o gwieździe...
Nie odpowiedział na moje pytanie. 
- Tego, co najważniejsze, okiem zobaczyć nie można... 


Tak naprawdę można by zacytować pół powieści, ale na scenie to pokazano! Poprzez taniec widzieliśmy samotność bohatera, który po wielekroć błądził na scenie w delikatnej mgle. Każdy człowiek jest samotny w pewnym okresie swojego życia. Na MTP można było tego doświadczyć, siedząc w wielkiej chłodnej sali, w której panował półmrok.

Monika Nawrocka
Dziennik Teatralny Poznań
1 grudnia 2011

Książka tygodnia

Osobliwy dom pani Peregrine. Tom 4. Mapa dni
Wydawnictwo Media Rodzina
Ransom Riggs

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski