Sąsiedzka życzliwość na cenzurowanym

"Napis" - reż. Grzegorz Chrapkiewicz - Centrum Kutury w Gdyni

Jak poradzić sobie z obraźliwym napisem, który pod adresem nowego sąsiada ktoś umieścił na ścianie windy w zamieszkałym przez niego bloku? Spektakl Centrum Kultury w Gdyni "Napis" jest zgrabną satyrą na pełne pustych frazesów mieszczaństwo i zacietrzewienie społecznych autsajderów.

Państwo Lebrun wprowadzają się do kilkupiętrowego bloku z windą, gdzieś na przedmieściach dużego miasta. Jednak zmiana miejsca zamieszkania oznacza nieoczekiwane kłopoty. Ktoś napisał markerem na ścianie windy obelżywy napis, w wulgarny sposób podsumowujący Pana Lebrun. Zszokowany pokrzywdzony postanawia przeprowadzić śledztwo i zorientować się, który z mieszkańców bloku miał czelność go obrazić, nie zdążywszy go nawet poznać. W tym celu odwiedza innych lokatorów, nie wahając się głośno wyrazić swojego oburzenia. Czuli na konwenanse państwo Cholley przyjmują go kwaśno. Pan Cholley tłumaczy nawet, że autor obelgi miał prawo ostrzec pozostałych przed bohaterem napisu, jeśli on, co oczywiście pozostaje jedynie w sferze przypuszczeń, faktycznie jest kimś odpowiadającym treści napisu. Wtóruje mu Pan Bouvier, niewybredny w swoich sądach wróg faszystów, wielki zwolennik tolerancji, wolności i swobód obywatelskich.

Zaskoczony Lebrun postanawia przyjąć postawę konfrontacyjną. Choć piętnujący go napis zniesmacza między innymi jego własnych teściów, Lebrun upiera się, by napis zmazał ktoś z mieszkańców bloku, właściwie zbiorowo oskarżając ich o autorstwo napisu, czego wprost żadnemu z nich wprost nie zarzuca. Choć żona Lebruna stara się ocalić resztki sąsiedzkiej sympatii, lokalna społeczność - w reakcji na presję ze strony nowego lokatora - wykazuje się zdecydowaną, bezwzględną solidarnością.

Sztuka Géralda Sibleyrasa to forma satyry społecznej o farsowym potencjale. Piętnuje mody francuskiego społeczeństwa początku XXI wieku: sytego, konsumpcyjnego, skupionego na sobie, przeżywającego fascynację nowoczesnością i "małymi ojczyznami" - poczuciem dzielnicowej, czy sąsiedzkiej solidarności. Sibleyras umiejętnie podważa fałsz powierzchownych, międzysąsiedzkich przyjaźni, wszechobecnego taktu i poprawności politycznej.

W gdyńskiej inscenizacji autorstwa Grzegorza Chrapkiewicza, który po raz drugi realizuje spektakl na Scenie SAM w Centrum Kultury w Gdyni (wcześniej była to "Piaskownica" Michała Walczaka) realia francuskiego społeczeństwa w dość banalny sposób są zuniwersalizowane. Pełen szacunek do tekstu jest zwodniczy, bo m.in. zachwyt Internetem (uzasadniony przeszło dekadę temu, gdy powstała sztuka Sibleyrasa) brzmi dzisiaj sztucznie i pretensjonalnie.

Na scenie podziwiamy imitację wielkiego okna umownego pokoju mieszkalnego, składającego się (poza nim) tylko z kilku krzeseł i stolika. Tę prościutką scenografię Wojciecha Stefaniaka uzupełniają projekcje wideo (autorstwa Marka Zygmunta), ukazujące aktorów wchodzących do bloku i wsiadających do windy, gdzie widnieje tytułowy napis szkalujący biednego Lebruna.

Powodzenie spektaklu zależy tu przede wszystkim od aktorów, którzy w tak laboratoryjnych warunkach nie mają za bardzo możliwości ukrycia ewentualnych braków czy niedomagań, bo cała uwaga widzów skupia się właśnie na nich. W tej sytuacji wszyscy wypadają poprawnie, prezentując solidne aktorskie rzemiosło, choć w większość zespołu przyzwyczajona jest do zupełnie innego typu aktorstwa, opartego na szerokich, musicalowych gestach i afektach. Okazuje się, że w bazującej na detalach, drobiazgowo prowadzonej dramaturgii poszczególnych scen, aktorzy Muzycznego również radzą sobie całkiem nieźle.

Wyraźnie brakuje jednak na scenie lidera, zdolnego pociągnąć za sobą resztę. Nie jest nim żaden z głównych scenicznych przeciwników: ani wściekły na wszystkich, najeżony, opryskliwy i nieprzyjemny Pan Lebrun (w tej roli stale nadymający się i defensywny Bartosz Wesołowski), ani skrywający się za maską porządnego obywatela i sympatyzującego ze wszystkimi sąsiadami, a przy tym złośliwy i impertynencki Cholley w wykonaniu Rafała Ostrowskiego, grającego stale na jedną nutę. Także Pan Bouvier (grany przez Andrzeja Śledzia), starający się rozpaczliwie nadążyć za współczesnymi trendami a w praktyce nietolerancyjny ignorant, oraz jego stale powtarzająca puste, gładkie frazesy małżonka - Pani Bouvier w wykonaniu Ewy Gierlińskiej - zapisują się w pamięci jako postaci po prostu skrojone na miarę. Nieco bardziej widoczna jest Magdalena Smuk wyróżniająca się jako energiczna Pani Cholley, zaś zupełnie przezroczystą postać Pani Lebrun odgrywa Monika Janeczek-Toporowska.

Spektakl Grzegorza Chrapkiewicza zawiera spore pokłady komizmu sytuacyjnego, ale nie maskuje braków tekstu. Właściwie nie mamy szansy zrozumieć przyczyn zachowania Pana Lebrun, którego motywacja i decyzje pozostają niewyjaśnione. Gęsta dramaturgicznie, misternie budowana przez reżysera atmosfera ulatnia się gdzieś w finale sztuki, pozostawiając widzów w konsternacji. Bo w jakiej sprawie walczy Lebrun? O godność jednostki, o prawdę, o autentyczność? I kto tu jest zwycięzcą, a kto pokonanym? Reżyser zostawia nam otwartą furtkę na własną interpretację. Śmiało "przejść" przez nią mogą sympatycy konwencji komediowej, prezentowanej choćby w "Bogu mordu", granym w Teatrze Miejskim w Gdyni.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
29 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Cztery Dramaty
Wydawnictwo Ossolineum
Cyprian Norwid

Trailer tygodnia