Ścigani za myśl o Polsce bez Kościoła?

"Radio Mariia" - reż. Roza Sarkisian - Teatr Powszechny w Warszawie - foto: Magda Hueckel - mater. prasowe

FACE TO FAITH to europejski projekt teatr odbywający się w sześciu teatrach w sześciu krajach, którego główną rolą jest dyskusja nad rolą religii w ich społeczeństwach. Spektakl Rozy Sarkisian dotyczy właśnie tego problemu: roli Kościoła w Polsce, naszego przywiązania do niego i potencjalnej sytuacji, w której znika on z nadwiślańskiej krainy.

Po przekopaniu się przez stos tekstów o relacji społeczeństwa do zeświecczenia trochę obawiałam się oglądania rezultatów pracy Rozy Sarkisan, dlatego że mam poczucie, że wpływy religii bywają zarówno toporny i nie do przeoczenia jak krew na białej sukience, jak i delikatny jak już prawie wywietrzały zapach perfum. Fikcja o świeckim społeczeństwie zwykle odbywa się na poziomie wybielania ubrania, a zapomina o wszystkich tych okołoproustowskich subtelnościach.

Spektakl Sarkisian dotyka obu tych płaszczyzn. Jest i zagospodarowanie kościołów na inne sposoby niż jako miejsca kultu, i mój ulubiony wątek w tym spektaklu: test na coś w stylu obecności traumy religijnej, to znaczy na różne odruchy, Podczas braw i tuż po obejrzeniu spektaklu nie miałam w ogóle wrażenia, że oglądam dzieło świeże i nietuzinkowo podchodzące do tematu zeświecczenia kraju. Może to przez moje spaczenie spowodowane studiowaniem tego tematu i może to przez moje poczucie, że ta fikcja nijak nie przełoży się na rzeczywistość i nie jest pobudzająca intelektualnie – ale w czasie spektaklu nie uświadomiłam sobie głównego pytania Sarkisian, które nie zostaje zadane wprost: „ile jeszcze jesteśmy w stanie wytrzymać?". Ile jeszcze absurdalnych sytuacji musi się wydarzyć, żeby ten wielki polski monolit runął? Jak wiele filmów braci Siekielskich albo podobnych musi powstać, żeby Polacy zaczęli mieć dość? To jest pytanie niebezpieczne dla Kościoła, niekoniecznie dla wiernych. Ale wydaje mi się, że jeśli nie rozumie się powierzchownego poziomu satyry, zakładam, że umysłem nie dosięgnie się tego pytania.

W inscenizacji najważniejsze była mówiona treść – inne elementy widowiska były dodatkami. Jedną z przyczyn tego jest konwencja spinająca większość spektaklu: rozgłośnia „Radia Mariia", w której aktorzy (Oksana Czerkaszyna, Oskara Stoczyński – oboje bardzo elastycznie działali na scenie) prowadzili audycję radiową w 15. rocznicę zniknięcia Kościoła Katolickiego z Polski.

Wydaje mi się jednak, że główną siłą tego spektaklu jest nie jego treść. Nie wymienianie polskich duchownych i prominentnych polityków podpierających swoje programy ideologią kościelną – jako osób ściganych za mowę nienawiści. Nie jego humor. Nie oszczędność. Nie ciekawa dramaturgia. Nie eleganckie poprowadzenie spektaklu.

Siłą przedstawienia Sarkisian jest to, że istnieje.
Niedługo w Polsce może zmienić się prawo. Prawo to miałoby sprawić, że osoba zakłócająca nabożeństwo zostanie skazana na do dwóch lat więzienia; do dwóch lat więzienia za publiczne znieważanie przedmiotu czci religijnej; do dwóch lat więzienia za publiczne lżenie lub wyszydzanie kościoła, jego dogmatów i obrzędów.

„Radio Mariia" natomiast rozpoczyna się od monologu zdań zaczynających się od „Jestem..." dotyczących poszczególnych ludzi (imion, nazwisk, określeń), gdzie pada też nazwisko Julii Wyszyńskiej i sugestia jej fellatio na figurze Papieża w Klątwie. Oczywiście z tego samego Powszechnego, ze sceny poniżej. A później następuje opróżnianie sceny ze śmieci – czyli kontenerów i kubłów wypełnionych różnego rodzaju dewocjonaliami: krzyżami, figurami Chrystusa. Pierwsze pięć minut spektaklu będzie podpadać pod paragraf. A później nie jest wcale lepiej, chociaż może trudniej byłoby argumentować w sądzie za skazaniem... no właśnie, kogo? Reżyserki? Scenografki? Dramaturżki? Panów technicznych wynoszących śmieci za akt profanacji? Taki proces byłby przecież materiałem na osobny spektakl.

Teatr Powszechny zbudował sobie zaporę przed widzami, których spektakl może nie rozbawić. Zaporę może i z kartonu, ale zawsze jakąś. Brzmi ona: [spektakl] zawiera sceny odnoszące się do tematyki religijnej, które pomimo ich satyrycznego charakteru mogą być uznane za kontrowersyjne. Ordo Iuris groziło zawiadomieniem warszawskiej prokuratury i apelowaniem do niej za interwencję. Właśnie za tę pierwszą scenę. Na stronie Centrum Ochrony Praw Chrześcijan (!!) znalazłam informację o tym, że Biuro Sieci Pomocy Prawnej i Poradnictwa Obywatelskiego w Toruniu przy Centrum Ochrony Praw Chrześcijan złożyło w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Praga Północ w Warszawie wniosek o ściganie przestępstwa nawoływania do nienawiści na tle różnic wyznaniowych. Oto, co dzieje się, kiedy ludzie bez poczucia albo zrozumienia humoru zyskują zbyt dużo władzy.

Estetykę tego spektaklu można lubić, można jej nie lubić. Można rozumieć subtelną aluzję w spektaklu do słynnej śmierci polskiego papieża pod postacią czasu akcji, 2037 roku (zakładam, że wiek i piętnaście lat wymagałyby wprowadzenia latających statków na scenę, czego Artyści woleli uniknąć), można było ją ominąć. Można krytykować spektakl, wybór środków wyrazu, jego humor. Ale trzeba przyznać: jest absolutnie nieszkodliwy. Można chodzić do Kościoła – i można chodzić do Teatru Powszechnego, ale to zawsze jest decyzja poszczególnych ludzi. Jeśli ktoś wie, że może się spodziewać ataków na wyznawane przez siebie wartości albo na swoją orientację seksualną, może unikać jednego miejsca, a jeśli ktoś inny wie, że może się spodziewać rzeczy uznawanych przez niego za bluźniercze i sprzeczne z jego sumieniem... może zrozumieć, że to tylko płachta na niego i lepiej będzie mu się żyło, jeśli to miejsce ominie. W momencie, w którym zapomnimy o tym fakcie, zacznie dochodzić do mordobić.

Wystarczy pięć minut w Internecie, żeby zorientować się, że to już się dzieje.

Ewa Mazgajska
Dziennik Teatralny Warszawa
20 kwietnia 2022
Portrety
Roza Sarkisian

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia